W Meksyku, czyli nigdzie

 

 
J. M. G. Le Clézio, Urania
Państwowy Instytut Wydawniczy 2008
W pisarstwie Le Clézio widać wpływ jego mieszanego pochodzenia – urodzony z ojca Anglika i matki Francuzki wywodzącej się z Mauritiusa, pierwsze lata swojego życia spędził w Nicei, na studia wyjechał jednak do Londynu, a ostatecznie osiadł w Nowym Meksyku. Zadebiutował, mając dwadzieścia trzy lata, i za tę właśnie powieść, zatytułowaną Protokół, otrzymał nagrodę Renaudot – jedną z najważniejszych w dziedzinie kultury we Francji. Pracował w Stanach Zjednoczonych jako nauczyciel, następnie wstąpił do wojska: służbę odbywał w Tajlandii, został z niej jednak wyrzucony za głośne krytykowanie dziecięcej prostytucji. By zakończyć służbę, został wysłany do Meksyku i tam właściwie odkrył swój świat – od lat 70. zarówno jego działalność badawcza (jako antropologa i tłumacza), jak i literacka skupiła się na kulturze Indian Ameryki Środkowej, zwłaszcza Meksyku i Panamy.  To właśnie ich mitologia i sposób postrzegania świata stały się pożywką dla jego twórczości. Wpływ tej kultury widać także w Uranii –powieści, o dwa lata wyprzedzającej przyznanie mu Nagrody Nobla.
W Polsce Le Clézio nie spotkał się z gorącym przyjęciem – szybko przetłumaczono jego pierwszą powieść, następne pojawiły się jednak dopiero w latach 80., choć co roku prawie wydawał nowy utwór. Po przyznaniu mu Nagrody Nobla krytykował go zarówno Antoni Libera, jak i Tomasz Fiałkowski. Obaj przywoływali fragmenty Dziennika Gombrowicza, w którym opisuje on swoje spotkanie z Le Clézio w Vence. Przedstawia młodego Francuza jako pisarza, który dał się wymodelować prasie – wysokiego, przystojnego, jeżdżącego po Lazurowym Wybrzeżu szybkim samochodem. 
Express i inne revues walą jego fotografie na całą stronę – pisał Gombrowicz.
Inną gębę przyprawiano mu we Francji – widziano go raczej jako 
wysokiego Beduina przemierzającego świat krokiem spokojnym i marzycielskim – charakteryzowało go „Le Figaro”.
W odniesieniu do jego pisarstwa ukuto termin „fikcja metafizyczna”, który miał sygnalizować status rzeczywistości w powieściach Le Clézio – po części tylko mimetycznych, konstruujących nowe światy w ramach marzeń, utopii czy mitów. Ten właśnie motyw odnajdziemy w Uranii – główny bohater to młody geograf  Daniel Sillitoe, który przybywa do Meksyku z misją stworzenia map przedstawiających ukształtowanie terenu w dolinie Tepalcatepec. Daniel jest Francuzem, podróżnikiem, badaczem z tytułem naukowym – i te trzy role pozwalają mu na pogłębioną analizę zjawisk otaczającej go skorumpowanej rzeczywistości. Akcja powieści rozgrywa się w mrocznej Dolinie, gdzie Daniel porusza się między terenem uczelni a slumsami i centrum zdominowanym przez ryczące samochody plantatorów. Dwie osie tego świata wyznaczają: Emporio – nowy ośrodek uniwersytecki i badawczy oraz Campos – rolnicza osada rządząca się utopijnymi prawami. Emporio to próba stworzenia od podstaw nowej uczelni, ale też nowego modelu nauki – zaangażowanego w sprawy społeczne i polityczne, prowadzącego badania przekładające się natychmiast na poprawę życia.
Campos zaś wprowadza zupełnie inną konwencję – to obszar utopii dzieciństwa, gdzie próbuje się stworzyć świat od nowa, wymyśla nowy język, ustala prawa i obowiązki dla całej wspólnoty. W osadzie nie ma szkoły, ponieważ każde działanie jest nabywaniem wiedzy. Popołudniami mieszkańcy uczą się od siebie tych umiejętności, które każdy z nich ma najlepiej rozwinięte. Wszyscy pracują w tych samych miejscach, wykonując na przemian prace lekkie i ciężkie.  W osadzie nie ma pieniędzy, obowiązuje handel wymienny, a z zewnątrz sprowadza się tylko to, czego mieszkańcy nie są w stanie sami wytworzyć.  
Obie te przestrzenie utopijne istnieją jednak tuż obok Strefy – terenu slumsów, gdzie wieczorami naukowcy, zamiast pomagać, szukają narkotyków i prostytutek, a dzieci z miasta grzebią w śmieciach wyrzucanych codziennie przez przejeżdżające w pędzie samochody.
Le Clézio mówi, że każda utopia skazana jest na klęskę, że już w sobie niesie zarzewie upadku. Tym najsłabszym jej elementem okazuje się bowiem sam człowiek – jako twórca utopii.Wszystkie te spostrzeżenia nie oddają jednak podstawowej cechy Uranii, jaką jest zaskakująca wprost bezbarwność świata przedstawionego i najzwyczajniej – nudna fabuła. Dlatego też dziwią zachwyty widoczne we francuskiej prasie, która parę lat temu uznała Le Clézio za najwybitniejszego żyjącego autora francuskiego. W „Lire” pisano, że 
Urania zaskakuje pomysłem i kompozycją, przedstawia zadziwiającą podróż między utopią a dzieciństwem. 
W „Magazine Litteraire” uznano zaś, że powieść opisuje uczucia pozwalające 
odbyć podróż w głąb siebie.
Teza autora, że nie można przejść przez życie, jeśli nie spróbujemy zbudować tych utopii, które wyśniliśmy w dzieciństwie – wydaje się nie tyle egzaltowana, ile po prostu infantylna. Motyw arkadyjskiej, utopijnej wioski wyrasta z niezwykle skonwencjonalizowanych sposobów przedstawiania utopii. W jednym z wywiadów Le Clézio przyznał, że pisał, odwołując się do Utopii Tomasza Morusa, sądzę jednak, że wpływ ten nie został porządnie przefiltrowany, że myśl angielskiego humanisty widoczna jest w tekście w stadium nieprzetworzonym, na surowo.
Wydawałoby się, że trafia do naszych rąk powieść potencjalnie doskonała: mamy bohatera walczącego w obronie słabszych, zimny świat cywilizacji, mit dzieciństwa, motyw utopii, wszystko to opisane w zgrabnej konwencji baśni i mitu – ale w sumie dają one jednak poczucie niespełnienia, które wraz z lekturą kolejnych stron przeradza się w irytację. Naiwność baśniowej historii nie upaja czytelnika, raczej budzi w nim zażenowanie poziomem banalizacji. Konwencja mitu ma budować płaszczyznę uniwersalną, mówić, że takie miejsca jak Dolina, gdzie królują niewolnicza praca i seksualna turystyka, napotkamy w każdym zakątku globu. Tymczasem jedyne, na co pozwala owa konwencja, to otwartość, możliwość mówienia wprost, bez literackiego, artystycznego przepracowania. Le Clézio daje nam traktat polityczny, tekst zaangażowany społecznie, a nie powieść – widać to w zakończeniu, gdy pisze: 
Tymczasem najbiedniejsze regiony świata dalej pogrążają się w pełzających wojnach i niewypłacalności. Rozpoczął się masowy exodus, swoista fala głębinowa rozbijająca się nieustannie o rafę granicy. Trudno być optymistą.

Comments

Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *