Sylwia Chutnik, Cwaniary
Świat Książki 2012
Walki uliczne kobiet – ciężarna, sprzedawczyni i prawniczka same zaczepiają i biją facetów. Sylwia Chutnik w swojej ostatniej powieści znów bawi się mitami popkultury, przepisuje je na nowo, dodając zamiast bohaterów męskich postacie kobiece. Tytułowe cwaniary to w gruncie rzeczy kobiety, które mają już dość bycia ofiarami, pozostawania ciągle w pozycji biernej, gorszej i niższej. Halina i Celina to dziewczyny silne, które wciągają w swoje akcje Stefę – bitą przez męża ( i kryjącą się na co dzień pod wstydem, który jest pudrem ze słów) i Bronkę – wielbicielkę porządku. Każda z nich z innych powodów przystępuje do akcji, ale prowadzą one swoją działalność w bardzo męski, blokerski sposób: tępe przedmioty, noże – wszystko się nada. Warszawa znowu jest w stanie wojny, po walce nie ma miejsca na sentymenty:

I dziewczęta wyjęły z torebuni chusteczunię z wyhaftowanym HWDP – krzyżykiem! – i otarły sobie spracowane rączki.

 Obrywają mężowie z ciężką ręką, pijani chłopcy napastujący na ulicy, robiący zadymy w autobusach miejskich, w końcu ofiarą pada też deweloper, który przemocą wysiedla mieszkańców starych, rozsypujących się kamienic. Jak pisze Chutnik, jest to realizacja projektu „Rewitalizacja ludzi zagrożonych debilizmem”. Tę akcję mogą przeprowadzić tylko kobiety – ofiary, męczennice, sprzątaczki, na których barkach spoczywa cały ciężar tworzenia rodziny i utrzymania domu. Kobieta u Chutnik ma czas dla siebie tylko wtedy, gdy wychodzi na balkon na ostatniego wieczornego papierosa:

A tu cię mamy, tu cię złapaliśmy – na nielegalnym odpoczywaniu, na ucieczce w krainę nikotyny (…). Od tych drzwi wieje tysiącami westchnień kobiet papierosowych.

Chutnik rozwija skrzydła, po świetnym Kieszonkowym atlasie kobiet i niezłej Dzidzi, napisała kolejną kobiecą powieść. Tutaj – podobnie jak w Atlasie – pojawia się świat warszawski, zakorzeniony w historii, ale jednocześnie należący do drugiej kategorii. Gorszy świat biedy, blokowiska i braku perspektyw. Konflikt rozgrywa się nie tylko pomiędzy przestrzenią kobiecą i męską, ale też pomiędzy starymi kamienicami i nowymi strzeżonymi osiedlami, starą i nową Warszawą, starą i nową gangsterką.

Ważne też są kobiety Chutnik – zawsze sprzątające i jednocześnie zbuntowane, w przeciwny sposób podporządkowujące się patriarchatowi i zwalczające go. Halina, choć w ciąży i z kastetem, ciągle odwiedza grób narzeczonego Antka, sprząta i poleruje lastryko, zapala znicze. Włącza się w kondukt wdów. Jej najbliższymi przyjaciółkami są Celina – wdowa niewdowa, bo chłopak zginął zanim doszło do ślubu i Bronka – prawniczka chora na raka, która ucieka w samobójstwo, gdy nie ma już prawa do normalnego życia, a lekarze odmawiają jej dalszej terapii.

To, co w Chutnik wydawało mi się zawsze najbardziej interesujące, to sposób, w jaki ustawia ona sobie postać kobiecą w historii, to rodzi to szereg przekształceń: zmienia się perspektywa oglądu historii, ocena przeszłości. Dlatego też ważniejsza jest dla mnie jej Dzidzia, która jako powieść spośród tych trzech jest najsłabsza. Chutnik w swoich książkach pokazuje, że gdy zamienia się podmiot opowieści z mężczyznę na kobietę, znana historia zmienia się,  staje się nową opowieścią. Niespodziewanie okazuje się, że trzeba odrzucić całą tradycję patriotyczną, którą nagle widzimy nie jako narodową i wspólną, ale jako do głębi męską i szowinistyczną. I wtedy trzeba zacząć pisać ją na nowo, tym razem z kobiecego punktu widzenia.

W Cwaniarach Chutnik wprowadza postać babci Haliny, która w czasie powstania warszawskiego chodziła kanałami i której wiedza okazuje się niezbędna do przeprowadzenia akcji przeciwko deweloperowi-krwiopijcy.  Z perspektywy historycznej ważniejsza jest jednak wojna starej Warszawy z nową, piosenki reprezentujące folklor miejski, stopniowo już zapominane. Halina i Celina mieszkają w starych kamienicach, są groźne i prymitywne, często pijane. Jednocześnie jednak to one reprezentują z punktu widzenia autorki prawdziwy świat, zachowują też pamięć o przeszłości miasta. Ich przeciwieństwem są mieszkańcy strzeżonych osiedli, deweloperskich bloków – zakłamani, snobistyczni. Nurzają się w lukrze, ale nie znają prawdziwego życia.   

Cwaniary nie dostają jednak do Kieszonkowego atlasu kobiet, który był zarazem świetną powieścią i wyrazistą deklaracją ideową. Tutaj jest więcej zabawy, więcej prowokowania i gier z kulturą masową. Trochę jak baśń, trochę jak pulp Tarantino, trochę jak opowieści Marvella o silnych kobietach, trochę jak gra komputerowa.  

Comments

Komentarzy