Opowiadanie Roupenian, opublikowane w „New Yorkerze”, przeczytało 2 miliony osób. Serdecznie współczuję tym wszystkim, którzy sięgnęli po cały zbiór.

Kristen Roupenian, Kociarz, Muza 2019

Przekł. Magdalena Sommer

W przypadku Kociarza działa ta sama zasada, co w przypadku opowiadań Machado (wydanych przez Agorę w 2018 roku). Zbieramy w jednym tomie teksty poświęcone bieżącym, gorącym tematom ze sfery relacji seksualnych, zachowań społecznych i gender. Roupenian gra tu jednak ciągle na tej samej nucie, no i nie jest to Mozart. Po pierwsze, zestaw tematów najmodniejszych powinien wymuszać sięganie po ciekawszą formę literacką. Tutaj tymczasem autorka rozwija cały czas ten sam koncept odwrócenia relacji siły: w większości opowiadań to kobiet tłamsi mężczyznę. Za pierwszym i drugim razem taki tekst jest ciekawy, za piątym staje się męczący. Po drugie zaś, gdy autorka sięga po najgorętszy zestaw problemów, podejrzewam ją o brak autentyczności, rodzaj literackiego wyrachowania, łatwiej przecież w takiej sytuacji o rozgłos. Tutaj to nie tekst rozpoczyna dyskusję, ale wykorzystuje popularność pewnych wątków: #metoo, gwałt, mobbing, pedofilia, perwersje i gry erotyczne. Szkoda, że za wiedzą na temat mechanizmów rządzących rynkiem wydawniczym nie podąża wiedza o tym, jak pisać dobrze.

W opowiadaniach Roupenian akcja rozgrywa się w planie psychologicznym, ich osią dramatyczną jest relacja między postaciami, emocjonalne uwikłania, konflikty wewnętrzne. Należy jednak podkreślić, że Roupenian nie adresuje swoich tekstów do czytelnika o wysokich kompetencjach kulturalnych, szuka odbiorcy popularnego. Wybiera zatem dość skomplikowane chwyty i rozwiązania kompozycyjne, ale realizuje je w przystępny sposób. Tak dzieje się w opowiadaniu Look at your game, girl, w którym autorka przedstawia 12-latkę, którą w parku zaczepia pedofil. Akcja skupiona jest na ich rozmowie, na tym, co widzi czytelnik, a czego nie dostrzega bohaterka – czyli właśnie na próbach uwiedzenia, zaprzyjaźnienia, zjednania dziewczynki. Rozmowa ta jest przerażająca, czytelnik wie, do czego zmierza dorosły mężczyzna, ale chodzi też o poziom wypowiedziany tej rozmowy: pedofil przekonuje dziewczynkę, żeby posłuchała piosenek Charlesa Mansona, przedstawia jako kogoś godnego naśladowania. Gdy mała pyta w domu, kim jest Manson, rodzice odmawiają rozmowy, uznając, że takie rzeczy nie powinny jej interesować. W tytułowym Kociarzu akcja opiera się na relacjonowaniu przemyśleń 20-letniej bohaterki, wdającej się w internetowy flirt ze starszym mężczyzną. Narratorka skupia się na jej przemyśleniach, sądach, analizuje zachwyt dziewczyny, by zaraz potem opowiadać o jej zwątpieniu. Scena seksu stanowi clou tego opowiadania i pokazuje też ważną cechę pisarstwa Roupenian: odbieganie od schematów, granie z potocznymi wyobrażeniami i schematami fabularnymi (ale to jest gra prowadzona z finezją młota Thora). W Kociarzu chodzi bowiem o to, że Margot w czasie randki traci zupełnie sympatię do swego partnera, przestaje go lubić, nie ma już żadnego zachwytu. Idzie z nim jednak do łóżka, bo nie chce, żeby on pomyślał, że jest zmienna, oziębła i humorzasta. Ta huśtawka nastrojów trwa nawet w czasie seksu, narratorka opowiada o dwóch płaszczyznach: nieporadnych zabiegach erotycznych (a te budzą śmiech, to satyra) oraz wątpliwościach Margot, która zmusza się do seksu (tu mamy dramat, jakieś dziwne odwrócenie porządku). Roupenian idzie zatem na przekór oczekiwaniom czytelniczym, normom społecznym: w ostatnim opowiadaniu Fatalnym nawyku tematyzuje molestowanie seksualne w pracy, nie jest to jednak kolejne opowiadanie o ofierze, ponieważ prześladowana przez biurowego drapieżnika dziewczyna ma problem z przemocą, marzy sama o tym, żeby zrobić mu krzywdę, ugryźć go do krwi, zranić. W czasie ostatecznej konfrontacji to ona w końcu (przyparta do ściany) staje się agresorem, zdobywa jednak sympatię innych kobiet, składa skargę na mężczyznę, słowem zwycięża. Zmienia potem pracę i sama staje się drapieżnikiem, przyciąga uwagę mężczyzn skłonnych do molestowania, przeciwko nim kieruje swoje przemocowe tendencje, a potem składa skargę na molestowanie, co potwierdzają inne wykorzystane przez nich kobiety. Ten sam pomysł autorka wykorzystuje w Lustrze, wiadrze i starej kości cały pomysł opiera się na odwróceniu porządku płci: u Roupenian to kobieta często jest stroną dominującą, atakującą, skłonną do przemocy. Autorka z premedytacją albo zaciera łatwe podziały na ofiarę i drapieżnika, albo je odwraca, albo też pokazuje jakiś rodzaj gry, w którym wikłają się obie strony – w Niedobrym chłopcu para kochanków w grę erotyczną opartą na stałym upokarzaniu wciąga swego przyjaciela, który niedawno rozstał się z dziewczyną. Całe to opowiadania stanowi bardzo mocne otwarcie tomu, bo Roupenian najpierw opisuje rozkręcanie się tej relacji, by w końcu pokazać scenę gwałtu i zabójstwa.

Wbrew szumowi, jaki ta książka wywołuje w USA, Roupenian wydaje mi się  gorszą wersją Alice Munro –  mniej dopieszczoną językowo i kompozycyjnie, ale też mniej udaną jeśli chodzi o świadomość świata i ostrość sądów. Podobnie jak u Munro próbuje ona przedstawić mocną kobiecość, wyzwolenie obyczajowe (pojmowane jako odwaga do mówienia o pewnych problemach społecznych). Gdybym miała znaleźć w Polsce autorkę poruszającą podobne tematy, ale ze dwa-trzy piętra wyżej, byłaby to Inga Iwasiów i jej książka W powietrzu ze względu na rzeczowe, bezpruderyjne, a jednocześnie refleksyjne podejście do spraw seksualnych – Roupenian nie pisze opowiadań erotycznych, ale we wszystkich ciało, napięcie, pożądanie jest obecne. Iwasiów potrafi ująć je tak, że nie mamy wrażenia skandalu, przełamywania tabu, ale wstęp do szerszej dyskusji.

Zestaw tematów najmodniejszych powinien wymuszać sięganie po ciekawszą formę literacką. Tutaj tymczasem autorka rozwija cały czas ten sam koncept odwrócenia relacji siły: w większości opowiadań to kobiet tłamsi mężczyznę. Za pierwszym i drugim razem taki tekst jest ciekawy, za piątym staje się męczący. Po drugie zaś, gdy autorka sięga po najgorętszy zestaw problemów, podejrzewam ją o brak autentyczności, rodzaj literackiego wyrachowania, łatwiej przecież w takiej sytuacji o rozgłos. Szkoda, że za wiedzą na temat mechanizmów rządzących rynkiem wydawniczym nie podąża wiedza o tym, jak pisać dobrze.

Comments

Komentarzy