W sierpniu ukazuje się zbiór opowiadań Billa Gastona – kanadyjskiego prozaika. To jest książka zakręcona jak korek od butelki. Bardzo śmieszne opowiadania z dna rozpaczy. Gdyby można było odwrócić takie chamskie, szowinistyczne powiedzenie, napisałabym, że Bill Gaston to Alice Munro w spodniach, druga, męska twarz kanadyjskiej literatury. Brzmi dość absurdalnie? To dobrze, bo dokładnie takie są opowiadania Gastona.

 Wszystko tu jest lekko szurnięte, ale też śmiertelnie poważne. Gdyby dało się połączyć w jedno Monty’ego Pythona, Leonarda Cohena i Malcolma Lowry’ego, to otrzymalibyśmy właśnie opowiadania Billa Gastona.

Gaston pisze z kpiną i serio, hiperrealistycznie i zarazem wybitnie niepoważnie. Paćka i rysuje precyzyjnie. Ostro, bezpardonowo wchodzi w układy rodzinne, relacje społeczne, choroby, życie literackie i świat przyrody. Prześlizguje się pomiędzy tematami, łącząc je w zaskakujące teksty. Umacnia i rozbija etos mieszczański, wyszydza ambicje swych bohaterów, wdziera się w ich marzenia i jednocześnie traktuje ich z najwyższą czułością.

To książka ciekawa z jeszcze jednego powodu, została przełożona na polski przez dwoje tłumaczy: Kaję Gucio i Krzysztofa Majera, ale nie jest to przekład konkretnego tytułu, a autorski wybór Majera, przejrzany przez autora, takiej kompilacji opowiadań Gastona nie ma w żadnym innym języku. Byłaby to prawdziwa perła wydawnicza, gdyby dało się tak napisać o kostropatych opowiadaniach.

Comments

Komentarzy