Horror, ale egzystencjalny

Łukasz Orbitowski, Szczęśliwa ziemia
Sine Qua Non 2013
Wszystkie powieści Orbitowskiego są zawsze w jakiś sposób próbami przełamania gatunków, pomieszania tematów i rejestrów. Wydaje się, że autor ten sprawdza, jak nośne okazują się pewne konwencje, czy można połączyć zupełnie różne porządki estetyczne, czy da się zrealizować pewne tematy w zupełnie nowy sposób, wprowadzić je w obce otoczenie.

Szczęśliwa ziemia oglądana z tej perspektywy okazuje się powieścią udaną, Orbitowski potrafi połączyć horror z wątkami egzystencjalnymi, dreszcz sensacji, stare ruiny i bestię z rozważaniami filozoficznymi o tym, czy człowiek ma w ogóle władzę nad własnym życiem.

Akcja powieści osadzona jest w miejscowości Rykusmyku w latach 90., następnie spotykamy tych samych bohaterów w nowych dekoracjach 10 lat później, w wielkich miastach. Opowieść o szczeniackiej przyjaźni, dorastaniu, kłopotach rodzinnych, życiu w małym miasteczku kończy się, gdy piątka głównych bohaterów postanawia zejść do podziemi średniowiecznego zamku. Na powierzchnię wychodzi ich już tylko czterech… Każdy z nich jako dorosły człowiek jest już kimś zupełnie innym, boryka się z kłopotami w tej dziedzinie, którą w maturalnej klasie uznawał za najważniejszy wątek własnego życia. Dorośli nie potrafią unieść tych zobowiązań, które tak łatwo zakładali wcześniej, nie potrafią osiągnąć szczęścia, do którego dążyli za wszelką cenę. Wszyscy pragną osobistego szczęścia, sukcesów w życiu zawodowym, a kończą jako wariaci, bezdomni, ocierający się o szaleństwo: słyszą prześladujący głos, widzą aury, ślepną.

Orbitowski toczy z czytelnikiem grę, nie tylko odsuwa w czasie rozwiązanie intrygi sensacyjnej i pomnaża wciąż związane z nią tajemnice, ale też plącze wątki, myli tropy. Ukrywa lub ujawnia różne szczegóły, przekierowując uwagę próbującego dogonić go czytelnika. W końcu zaś powieść doprowadza nas w inne miejsce niż się początkowo spodziewaliśmy. W powieści łączą się bowiem cechy horroru, powieści psychologicznej, powieści społecznej (o transformacji lat 90. i życiu na prowincji), zbiorowy portret pokolenia dzisiejszych 30. latków i mistyczna powieść fantastyczna.

Sądzę jednak, że jeden klucz okazuje się tu szczególnie atrakcyjny i pozwala przeciąć wszystkie te gatunki i poziomy: Szczęśliwa ziemia to powieść o odpowiedzialności i jej braku, różnych unikach i zabiegach, które stosuje się, by zmniejszyć ciężar życia i związanych z nim obowiązków. Przyczyną wszelkiego nieszczęścia jest tutaj właśnie fakt, że każdy chce spełnić jakieś swoje życzenie, w magiczny sposób zostać posiadaczem majątku, dziecka, władzy, powodzenia, miłości… Za wszystko to jednak trzeba zapłacić własnym szaleństwem. Bohaterowie Orbitowskiego wystawieni na pokusę szczęścia nie potrafią jej udźwignąć, skupiają się zawsze na sobie. Nie chodzi im wcale o miłość, o bliskich, bo są przede wszystkim zamknięci w sobie, swoim świecie. Z oddaniem pielęgnują własne małe rytuały, zaciekle bronią własnej przestrzeni i czasu przed zakusami otoczenia. Nie potrafią przejąć kontroli nad własnym życiem, ciągle przypatrują się życiu i wyborom innych. Pragną relacji, ale jednocześnie nie potrafią w nich wytrwać, odpowiadać za innych: własne dziecko, żonę, matkę, pracowników, kochankę. W tym problemie właśnie łączą się wszystkie, fantastyczne i realistyczne, wątki.

Niezły ten Orbitowski (choć nie tak dobry, jak Widma). 

Comments

Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *