Wszystkie wojny Diny

Powieść Agaty Romaniuk pracuje na napięciu między miękkością a katastrofą, Zachodem i Wschodem. Z jednej strony mamy akwarelę – rozlewającą się, nieposłuszną, wymagającą światła i powietrza – z drugiej wojnę, która wdziera się w życie bez zapowiedzi i odbiera bohaterom kontrolę nad własną historią.Autorka prowadzi narrację dwutorowo: przez opowieść o Dinie i przez głos Izy, który filtruje wydarzenia, podważa ich wiarygodność, przypomina, że każda historia jest odbiciem w lustrze. To rozwiązanie działa, buduje dystans, ale też niepokój. Czytelniczka cały czas ma świadomość, że uczestniczy w rekonstrukcji, a nie w bezpośrednim doświadczeniu. I że do prawdy o cudzym życiu nie można się nigdy dodrapać.Najciekawsze w tej prozie jest skupienie na detalu. Akwarele, pędzle z sobolowego włosia, japońskie farby, etegami – to nie są ozdobniki, tylko elementy służące do opisania tożsamości bohaterki. Dina istnieje poprzez materię: kolor, fakturę, ruch ręki. Dlatego moment, w którym musi porzucić malowanie, wybrzmiewa tak mocno – jakby traciła narzędzie rozumienia świata. Nie chcę pisać, że to kolejna powieść o kobiecie, która porzuca swoje ambicje, by ratować rodzinę, bo Romaniuk podążą tutaj też w wiele innych kierunków.Jednocześnie powieść jest bardzo świadoma klasowo i kulturowo. Bolonia Contich – uporządkowana, estetyczna, „jak z Viscontiego” – kontrastuje z chaotycznym mieszkaniem matki Diny i pamięcią Charkowa. To nie są tylko różne przestrzenie, ale różne porządki rzeczywistości: stabilność kontra kruchość, ciągłość kontra pęknięcie. Dina porusza się między nimi, nigdzie do końca nie przynależąc, niby trochę włoska, ale jednak bardzo ukraińska.

Dina to córka z włosko-ukraińskiego małżeństwa dwojga chirurgów – kiedy w 2022 roku wyrusza z Bolonii do Charkowa, jej podróż jest w gruncie rzeczy wymianą wojny psychologicznej, jaką rodzice toczą przez większość część trwania związku i dużo po nim, na wojnę polityczną i fizyczną, widoczną gołymi okiem. Romaniuk pyta tu też o przyzwolenie na picie, bo w powieści i Chiara i Wowa zdrowo chleją, rozładowując stres zawodowy. Ona, włoska, wybitna lekarka, zostaje sprawdzona do roli żony ordynatora, zapija frustracje i łamane przez niego obietnice wspólnego wyjazdu do miejsca, w którym oboje pracowaliby na równych prawach. On popija, żeby pokazać jej, że jest wolny i niezależny, że nie da się spętać więzami, kieliszek koniaku służy mu do manifestowania niepodległej męskości. Dina jest zatem DDA, dzieckiem skrzywdzonym przez własnych rodziców, młodą artystką, poszukującą wciąż jakiegoś miejsca, w którym byłaby widoczna i ważna, z którego nie chciałaby uciekać. Pęd ucieczki i zmiany, niemożność zakorzenienia i przekonanie, że korzenie w gruncie rzeczy nie są bezpieczne kieruje jednak całym jej życiem.

 Największą siłą książki jest sposób, w jaki mówi o wojnie: bez patosu, poprzez szczegół, przez mikrogesty, wyrażające niepokój. Romaniuk nie udaje, że jest na froncie, że na jej dach spadają bomby, ciągle podkreśla ten zewnętrzny punkt widzenia. Zderza obrazy cywilów ukrywających się na stacjach metra, doniesienia o śmierciach na froncie i patrolu, z wojną w wydaniu medialnym, na ekranie z pękniętą szybką, w głosówce, albo na portalu. Wojna nie jest tu wydarzeniem historycznym, lecz doświadczeniem percepcyjnym: czymś, co rozsadza język i odbiera zdolność nazywania, pożeramy ją tylko wzrokiem.

 

Agata Romaniuk, Dina, dina

WAB 2026

Comments

Komentarzy

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *