Tag: Sofi Oksanen

  • Gwoździe i popelina

    Gwoździe i popelina

     

    Taka egzotyka, jaką potrafi zorganizować Oksanen, jest bardzo rzadko w literaturze głównegu nurtu spotykana – połączenie dylematów prozy wysokoartystycznej z woltami dramatycznymi, trafne, głębokie pytania o znaczenie historii, o los, o odpowiedzialność za własne życie – przedstawione w pół-kryminalnych fabułach, wciąganych na jedno czytelnicze posiedzenie.

    Sofi Oksanen, Psi park,

    Przeł. Katarzyna Aniszewska

    Znak Literanova 2022

    Sofi Oksanen, średnio w Polsce znana, fantastyczna pisarka fińsko-estońska, opublikowała właśnie kolejną swoją powieść. I to powieść ukraińską jeszcze. Niby rozrywkową i sentymentalną, trochę o więzi i walce o przetrwanie kobiet, ale w gruncie rzeczy stanowiącą wielkie oskarżenie społeczne, głęboki sprzeciw wobec kapitalistycznych porządków.

    Lata 2000, Ukraina, była modelka, która nie była wystarczająco sprytna, by ustawić się na Zachodzie, wraca do domu. Ojciec nie żyje, bo zginął w wypadku w nielegalnej kopalni, matka utrzymuje się z produkcji i sprzedaży maku. Dziewczyna wie, że musi się wyrwać, że trzeba zacząć wszystko na nowo i trafia do agencji surogatek. Szybko staje się ich koordynatorką, a fabuła rozkręca się jak w powieści mafijnej albo szpiegowskiej. „Psi park” to także historia o biedzie, ale takiej, która obdziera z godności, gdzie walczy się o życie. Olena nawet dekadę później będzie bała się podejść do krawężnika, przekonana, że zaraz ktoś „nieznajomy” może ją wepchnąć pod samochód. Bo Olena uwodzi swoje podopieczne i je wykorzystuje, bo buduje swoje życie (i swojej rodziny) kosztem innych młodych kobiet. Bierze udział w grze o coraz wyższą stawkę, o awans i władzę w tym świecie, w którym kobieta sprawdzona jest do jednej tylko funkcji.

    To także opowieść o sprycie – jak każda zresztą powieść Oksanen – a właściwie pojedynek na spryt i determinację. Najpierw z biografii Oleny musi zniknąć nielegalna praca ojca, jego skłonność do alkoholu i choroba płuc, żeby dziewczyna wydawała się zachodnim klientom interesującą surogatką. Uczy się, jak obsługiwać klientów, jaki jest ich system wartości, na ile zwracają uwagę na urodę, a na ile na geny i pochodzenie, na ile interesuje ich rodzinna historia. Jak ich zjednać, jak oszukać? Sekundujemy jej w tej walce, bo klienci z Zachodu kompletnie nie rozumieją Ukrainy, traktują dziewczyny jak materiał do użycia, tani zamiennik drogich usług z własnej części Europy. Mnożą roszczenia, wykazując się kompletnym niezrozumieniem historii i społecznych przeszkód, ekonomicznych ograniczeń. Ukraina i Olena są tu w jakiś sposób podobne – muszą się mizdrzyć, a jednocześnie walczyć z zaciśniętymi pięściami. Przyjmować zachodni system wartości, żeby się odbić od tego bagna, jaki stanowi bezrobocie i gangsterska mentalność mężczyzn. Zresztą jeśli chodzi o mentalność mężczyzn, to Olena doskonale wie, że tylko pozorna, wierzchnia warstwa obycia różni tych z Zachodu od tych ze Wschodu, że gest zawłaszczenia wykonują oni może w innym czasie, pewna jest jednak, że go wykonają.

    To, co jednak odróżnia Oksanen od innych autorów i autorek powieści z głównego nurtu, to fakt, że zmienia ona trochę stawkę, skalę, w jakiej ustawia swoich bohaterów. W każdej powieści bowiem pojawia się rodzaj jokera, postać, która w obronie jakiejś wartości idzie na całość, przekracza wszystkie normy i granice moralne. Tak było w debiucie, pt. „Oczyszczenie”, w którym główna bohaterka stała się donosicielką, by ratować ukochanego, ukrywanego mężczyznę, w innych powieściach kolejni bohaterowie stają się zdrajcami, by kogoś ukryć, ocalić, ujść cało z wojny, tak dzieje się też w „Psim parku”. Bo później to sama Olena musi nauczyć się, jak grać, jak zmuszać do posłuszeństwa inne dziewczęta, kiedy posłużyć się pochlebstwem, a kiedy przemocą. I staje się mistrzynią, zachowując równowagę między jednym a drugim, mości im aksamitne klatki. Ona też ma kogoś, kogo musi ocalić i płaci za to swoją moralnością. Więzi i prześladuje inne kobiety, handluje ich bezpieczeństwem, ciałem, dziećmi. Ale nie ma co udawać, że w świecie, w którym dziewczyny doskonale wiedzą, że młode ciało jest ich jedynym atutem, że od ich urody, sprytu, posłuszeństwa zależy byt ekonomicznych całej rodziny, da się cokolwiek ocalić, zachować godność.

    Tak książka wpadła mi w ręce krótko po tym, jak przeczytałam gdzieś artykuł o powodach, dla których tak wiele kobiet w ciąży i z maleńkimi dziećmi ucieka z Ukrainy. Oczywiście, to one są najbardziej narażone, większość z nich nie opuszcza swoich domów po to, by ratować siebie, są opiekunkami i strażniczkami swoich dzieci, młodszego rodzeństwa. Ale ten odsetek jest wysoki także dlatego, że Europa uczyniła sobie z Ukrainy zagłębie ciążowo-porodowo-dziecięce, że obniża tam koszty stworzenia rodziny, gdy biologicznie nie jest do tego zdolna. I o tym też pośrednio opowiada Oksanen. O tym, że godność ma swoją bardzo konkretną cenę, że jej wartość mierzyć można w euro i hrywnach.

    Pisałam o wszystkich jej książkach i mam z nią zawsze kłopot, bo im bardziej się zachwycam, tym bardziej popelinowy tekst mi wychodzi. No na przykład we wstępie tutaj napisałam „Oksanen pyta o sens historii, o odpowiedzialność za właśnie życie” – przecież to brzmi jak jakieś zdanie z rozprawki! Albo innej pracy licencjackiej drugiej świeżości, ale kto czytał Oksanen, doskonale wie, o co mi chodzi. W jej książkach wszystkie krwawe historie, wszystkie wściekłe chichoty losu, cała potworna niesprawiedliwość świata jest tak opakowana, że jemy te gwoździe łyżką i to z zachwytem.

     

     

     

     

  • Wojna na kobiecym ciele

    Wojna na kobiecym ciele

    Sofi Oksanen to autorka, która powoli staje się w Polsce coraz głośniejsza – wiosną 2015 r. ukazała się jej druga powieść Gdy zniknęły gołębie, w czerwcu tego samego roku gościła na Big Book Festival w Warszawie.
    Nie sposób kupić jej pierwszą książkę, zatytułowaną Oczyszczenie – nie ma jej w oficjalnej dystrybucji, nie ma w antykwariatach ani na aukcjach internetowych. Urodzona w 1977 r., opublikowała pięć powieści, za które otrzymała wiele prestiżowych nagród. Wywodzi się z rodziny o estońsko-fińskich korzeniach, jako swój temat wybrała jednak przede wszystkim historię estońską, która staje się u niej pretekstem do opowiadania o zbiorowym losie, o tym, co spotykało Estonię w czasie wojny, komunizmu i bolesnego wyzwolenia w latach 90.
    Dla czytelnika polskiego perspektywa Finko-Estonki, paradoksalnie, wydaje się naturalna, bliska. Oksanen odwołuje się do II wojny światowej, do doświadczeń małego narodu, który ulec musi dominacji Związku Radzieckiego – Polakom łatwo się zatem utożsamić z losami jej bohaterów. Wydaje się, że czytamy o sobie: walka partyzantów z komunistami w latach 40., czyszczenie podziemia, umacnianie władzy ludowej i wiodąca rola towarzyszy z ZSRR w Estonii przebiegały podobnie jak w Polsce. Jednocześnie autorka opowiada o świecie wojennym zupełnie nam obcym: zanim nastało w Estonii panowanie komunistów, silne były wpływy nazistów, spora część społeczeństwa popierała też wojnę Hitlera, widziała siebie jako nadludzi, wyraźnie odróżniając się od żydowskich i słowiańskich obywateli. Takich doświadczeń Polacy w latach 40. nie mieli, a jak pokazuje wyraźnie Oksanen, los wspólnoty kuszonej przez dwa totalitaryzmy, zbyt słabej politycznie, by móc podjąć walkę, jest losem wybitnie demoralizującym, konstruującym dylematy trudne do pojęcia dla kogoś spoza żelaznej kurtyny.
    *
    Oksanen nie chce jednak być ani pisarką narodową, ani eksportową. klucz polityczny nie jest dla niej najważniejszy, choć obsesyjnie w kolejnych tekstach wraca ona do podległości estońskiej wobec nazistów i komunistów. To, co wydaje się dla jej pisarstwa najbardziej istotne, to starcie żeńsko-męskie na tle wydarzeń historycznych. Doświadczenie czytelnicze podpowiada nam, że pisanie o wojnie, nawet w duchu pacyfistycznym, nie jest ani łatwe artystycznie, ani proste moralnie. Każda reprezentacja wojennej przemocy, każda próba kompromitacji wojny jako pasma zdarzeń bezsensowych, biologicznego wyniszczenia stanowi przecież w jakiś przewrotny sposób apologię owej przemocy, daje czytelnikowi wstydliwą przyjemność obcowania z nią. Ryszard Koziołek w eseju o Sońce Karpowicza wylicza autorów, którzy pomimo krytycznego stosunku do wojny nie uniknęli jednocześnie jej mitologizacji, nadawania jej sensu, jakiegoś głębszego (choć negatywnego) znaczenia: Remarque, Trakl, Żeromski, Wittlin, Littell. Nie jest to jednak prawidłowość, której nie udaje się przezwyciężyć, wystarczy przecież do tego równania Koziołka dodać pisarki – ani u Sofi Oksanen, ani u Swietłany Aleksiejewicz nie znajdziemy tego krytyczno-fascynującego splotu w opowieści wojennej. Zmiana optyki z męskiej na kobiecą przekształca zupełnie sensy wypełniające opowieści wojenne. Każda z nich przesuwa punkt ciężkości z mężczyzny na kobietę, pokazuje wojnę jako szereg czynności absurdalnych, mężczyzn zaś jako głupców, którzy dają się uwodzić ideologii. U Oksanen w tę męską wojnę kobiety zostają uwikłane nie z własnej woli, lecz z powodu męskiej decyzji.
    Jej narracje wymierzone są w dwa typy opowieści: o męskim bohaterstwie i o historii pisanej przez zwycięzców. W Oczyszczeniui Gdy zniknęły gołębie chodzi zatem o to, by oddać głos tym, którzy do tej pory go nie mieli, Estończykom podporządkowanym dyskursowi sowieckiemu oraz postaciom kobiecym. Oksanen w mistrzowski sposób montuje historie jednocześnie emocjonalne i intelektualne, wspólnotowe i indywidualne, miłosne i polityczne. Oczyszczenie rozpoczyna się od dramatycznego zauroczenia dwóch sióstr estońskim chłopakiem Hansem Pekkiem. Choć Hans żeni się ze starszą Ingel, to właśnie wieloletnie poświęcenie młodszej Aliide ratuje mu życie. Hans walczy w partyzantce antykomunistycznej i po 1944 r. musi się ukrywać, siostry w domu rodzinnym budują mu więc skrytkę, w której spędza całe lata. Bite, torturowane, przesłuchiwane nie wydają bliskiego człowieka. Hans nie jest jednak ważny w tej historii, jego obecność za ścianą stanowi bowiem tylko pretekst, by opowiadać, jak radziły sobie kobiety zmuszone do pracy w gospodarstwie, jak bały się strzałów w lesie i jak po wojnie zadawano im rozmaite cierpienia, by wydały swoich bliskich – teraz wrogów ludu. W Gdy zniknęły gołębie główna bohaterka pomaga estońskiemu ruchowi oporu ukrywać Żydów, nawiązuje z czystej miłości romans z niemieckim oficerem, wreszcie staje się kochanką partyzanta. Po wojnie zaś wraca do męża – urzędnika ministerstwa bezpieczeństwa, szpicla, donosiciela i fałszerza. Za każdym razem jednak zachowując własną osobność, a nawet obcość wobec dominujących nad nią mężczyzn.
    *
    Ten subwersywny, rewindykacyjny charakter opowieści odnajduje potwierdzenie w konstrukcjach narracyjnych, bo autorka w strategii odwracania porządku na nice idzie konsekwentnie przez wszystkie poziomy powieściowego świata. Oksanen rozbija różne schematy, które znamy z filmowych i literackich popularnych historii o wojnie: Aliide, by chronić Hansa-partyzanta, zabija, szantażuje, wysyła na zesłanie. Juudit w jednej z pierwszych scen Gdy zniknęły gołębie lękliwie wpatruje się w dzwoniący telefon. Nie boi się jednak tego, że może dowiedzieć się o śmierci męża, ale przeciwnie – obawia się, że może przeżył on zawieruchę wojenną i zechce do niej wrócić. W świecie Oksanen nie istnieje żadna wartość absolutna, którą udawałoby się jakoś obronić, nie porzucić jej, gdy nadciągnie niebezpieczeństwo. W Oczyszczeniu rzuca się na stół do tortur małą dziewczynkę, jej matka pozwala na to, by bronić swego męża, ukrywającego się we wsi. Partyzanci w Gdy zniknęły gołębie wymuszają pomoc szantażem i przemocą, niemiecki oficer staje się romantycznym kochankiem, troskliwym i zaangażowanym. Oficer estońskiego wojska szybko zamienia się w obozowego kata, odpowiedzialnego za śmierć wielu żydowskich więźniów, później w donosiciela i mordercę. Z rozbijania schematów, w ramach których uporządkowaliśmy sobie przeszłość, Oksanen czerpie energię do konstrukcji niezwykłych, drenujących świadomość czytelnika obrazów. Jej celem jest właśnie wywołanie zamieszania, zbudzenie zastanych wyobrażeń, uruchomienie dyskusji na temat moralności, granic poświęcenia, przede wszystkim zaś odpowiedzialności za własne czyny, pragnienie biologicznego trwania i walkę o własne szczęście. Jej bohaterki bowiem mogą walczyć tylko podstępem, tylko opierając się na męskiej sile. Aliide, jako samotna kobieta, doświadcza zbiorowego gwałtu. Aby więc zapobiec takim sytuacjom w przyszłości, wychodzi za mąż za najżarliwszego komunistę we wsi. Te dramatyczne kobiece losy są zatem oskarżeniem świata męskiego, jego zakłamanego systemu wartości, takiego przebiegu procesu historycznego, w ramach którego to kobieta zawsze więcej traci: dom, dzieci, godność, integralność cielesną, dobre imię. Oksanen zdaje się mówić, że nie tylko męski popęd seksualny ma charakter prymitywny i destruktywny, że popęd polityczny równa się z nim na skali zniszczeń. Nie ma u niej pociągającego obrazu wojny, nie ma wpisanych żadnych wyższych znaczeń, ponieważ celem wszystkich kobiecych wysiłków jest jedynie ocalenie życia, biologicznego istnienia, którego nie ima się żadna ideologia. Nie ma zderzenia wartości, bo kruche kobiece ciało zawsze ugina się wobec męskiej przemocy.
    Czekać możemy zatem tylko na wydanie po polsku pozostałych jej książek, w których opowieść o wiejskiej estońskiej wojennej rzeczywistości staje się diagnozą całego naszego świata.
    Sofi Oksanen, Gdy zniknęły gołębie, tłum. Sebastian Musielak,
    Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015, s. 368
    Sofi Oksanen, Oczyszczenie, tłum. Sebastian Musielak,

     

    Świat Książki, Warszawa 2010, s. 336
     
     
     
    Ten tekst ukazał się najpierw w miesięcznik „Znak” – grudzień 2016, nr 739. 
  • Wojna w Tallinie

    Sofi Oksanen, Gdy zniknęły gołębie
    Czarne 2015
    Precyzyjna jak skalpel, bolesna jak lewy sierpowy – taka jest Sofi Oksanen. Jej najnowsza książka daje tego najlepszy dowód.
     
    Oksanen opowiada o zdarzeniach z lat 40., jakby miały miejsce wczoraj, jakby II wojna i dylematy jej uczestników stanowiły problem całkowicie współczesny. Potrafi też bez sentymentalizmu opowiadać o porządku uczuć, to on bowiem – a nie jak w tradycyjnej powieści historycznej dylemat intelektualny – stanowi klucz do tego świata, przyczynę wszystkich wypadków, motywację bohaterów.
     
    Gdy zniknęły gołębie rozgrywa się w Estonii: w mieszkaniu wysoko postawionego urzędnika SS, w obozie koncentracyjnym, w leśnej partyzantce, na estońskiej wsi, w Tallinie pod okupacją nazistowską lat 40. i sowiecką lat 60., w obserwowanej przez KBG ekskluzywnej restauracji i akademiku-mrówkowcu. Cała intryga, w której bierze udział troje bohaterów, ostatecznie zamknięta zostaje dopiero w ostatnim akapicie epilogu, nie mogę więc zdradzać zbyt dużo. Ważne jest jednak to, że Oksanen potrafi wprowadzić komplikacje w tych miejscach, które omija tradycyjna proza. Schemat fabularny jej książki wyznaczają dwa, skrzyżowane tutaj, gatunki – romans i powieść szpiegowska. W trójkącie miłosnym (a przez chwilę nawet czworokącie) znajdujemy Juudit, jej męża Edgara i jego kuzyna Rolanda. Juudit marzy o wielkim uczuciu i nie może go zaznać, bo mąż jej nie lubi, oszukuje, ukrywa się przed nią. Paradoksalnie, to jej niemiecki kochanek (czwarty bohater) okazuje się tym dobrym i czułym. Na fabułę romansową nakłada się fabuła szpiegowska – rozgrywa między wywiadem i wojskiem, partyzantami, którzy walczą zarówno przeciwko Niemcom, jak i Sowietom oraz wydziałem policji nazistowskiej, korzystającym z usług kolaborantów. Gdy Oksanen przesuwa akcję o 20 lat naprzód, gra wywiadów przekształca się w poszukiwanie szpiegów: towarzysz Parts szuka w przeszłości Estonii tych, którzy kolaborowali z Niemcami, i prowadzili walkę przeciwko Sowietom. Sam jest oddanym pracownikiem aparatu bezpieki, na który Estończycy mówią po prostu „KGB”. Świetne jest to połączenie gatunków, bo Oksanen udaje się związać w jedno fabułę ze świata kobiecego i wątki typowo męskie, opisać dylematy bohaterów w całym ich bogactwie. Tej umiejętności komplikowania opowieści, pogłębiania jej, uszczegóławiania (wprowadzania życiowego kontekstu) mógłby się od niej nauczyć niejeden pisarz. Taki efekt próbował osiągnąć przecież Twardoch, w którego książkach jednak nie znajdziemy takiego poziomu wrażliwości, współodczuwania z postaciami. Tak samo chciał pisać Karpowicz, u którego nie ma nawet połowy autentyzmu Oksanen.
     
    Na czym polega wielkość prozy Oksanen? Na tym, że akcję powieści historycznej rozpisuje ona jak kryminał, że możemy czytać Gdy zniknęły gołębie jako powieść popularną i wysoką, jako powieść polityczną i obyczajową. Oksanen buduje konflikty i napięcia w tych miejscach, które tradycyjna proza historyczna omija, bo ściga jakiś wyobrażony stereotyp (jak Twardoch). A jednocześnie potrafi wygładzić te miejsca, które powieść tradycyjna wyostrza – Juudit angażuje się w związek z przedstawicielem każdej ze stron konfliktu, nie staje jednak przed sądem, nikt nie ma żadnego widowiskowego rozliczenia, żadnej społecznej anatemy.  Estonka mieszka z oficerem SS, ale jednocześnie pomaga w nielegalnym przerzucie uciekinierów do Finlandii. Nie jest ani oddaną ojczyźnie patriotką, ani nazistowską dziwką.
    W Gdy zniknęły gołębie szczególną rolę spełnia odwrócenie schematów historii wojennych, to ono dynamizuje akcję. Juudit boi się dźwięku telefonu, lęka się jednak wiadomości o tym, że mąż przeżył i wraca do domu, co oznacza dla niej powrót do bolesnego, toksycznego związku. Nie jest więc tu bohaterka Oksanen zwykłą wojenną wdową, oczekującą z drżeniem serca na powrót bohatera na łono rodziny. W jej powieściach napięcie na linii kobieta – mężczyzna nakłada się na konflikt polityczny i etniczny, na walkę o władzę (jeśli nie nad państwem, to przynajmniej na własnym ciałem i losem).
     
    Po trzecie zaś wielość Oksanen widać w takim sposobie opowiadania, który przywraca wagę spranym wartościom: honorowi, poświęceniu, oddaniu. Oksanen wysoki kodeks moralny rozciąga także i na swoje bohaterki, nie uznaje męskiej perspektywy, która wyłącznie mężczyznom w mundurach pozwalała wychodzić poza sferę domowo-emocjonalną.
     
    Oksanen opowiada w absolutnie fascynujący sposób historie, które już doskonale znamy. Bo przecież ile razy opisywano konflikt między partyzantem i wiernym urzędnikiem? Buntownikiem i oficerem? Roland nie ma tu jednak cech, jakie tradycyjnie przypisuje się wyjętemu spod prawa bojownikowi, nie jest też kryształowym „żołnierzem wyklętym”. Podobnie różnicuje Oksanen rysy swojego bohatera negatywnego – towarzysz Parts to przecież postać nędznego urzędniczyny, czyniącego zło zza biurka, sprytnego, pamiętliwego i wyjątkowo zawistnego człowieczka, żyjącego jednak na co dzień w stanie absolutnego przerażenia, wszędzie wietrzącego zdradę i nienawiść. Nie ma więc mowy o demonicznym złu, jakiejś barwnej makabrze. Największe dramaty dokonują się tu w ściszeniu, w samotności, a awantury domowe zakłóca głośno nastawione radio, bo nikt nie mógł ich podsłuchać.
     
    Świetna, głęboka, precyzyjnie skomponowana powieść, którą powinni czytać wszyscy polscy autorzy z upodobaniem rąbiący kolejne złe powieści o przeszłości.

     

  • Poszła do kuchni zmyć krew z podłogi

    Sofi Oksanen, Oczyszczenie
    Świat Książki 2010
    Jeśli komuś podoba się Sońka Karpowicza, powinien sięgnąć po OczyszczenieOksanen – książkę, którą słabo polska publiczność zarejestrowała, a która według mnie stanowi jedno z najwybitniejszych dzieł literatury współczesnej.

    Akcja rozgrywa się w Estonii, pokazuje bohaterów w czasie II wojny światowej oraz – równolegle – na początku lat 90. Aliide Tru, staruszka żyjąca samotnie w gospodarstwie przygarnia młodą dziewczynę, która z pewnością jest ofiarą przemocy seksualnej, kłamie ze strachu, ale też desperacko walczy o ocalenie własnego życia. Szybko jednak okazuje się, że to nie będzie kameralna opowieść o dwóch kobietach i ich bagażu, o krzywdzie, jakiej obie zaznały z rąk mężczyzn. Bo Aliide na przerażenie Zary reaguje na dwa skrajne sposoby: raz furią, raz troską i czułością. Słabość dziewczyny, jej siniaki budzą w Aliide niechęć i to jest właśnie pierwsze z serii pęknięć, którymi Oksanen rozsadza swoją opowieść (a robi to wyjątkowo misternie). Bo historia ciągle ma dwie bohaterki – w wątku wojennym to Aliide i jej siostra Ingel, przy czym znów Aliide żywi emocje skrajne: kocha siostrę, a jednocześnie chce się jej pozbyć, bo obsesyjne zakochana jest w Hansie – mężu Ingel. Tu ujawnia się drugie pęknięcie, ponieważ Oskanen nie pozwala tej historii rozwinąć się w dramat trójkąta miłosnego. Szybko wprowadza tu wielki porządek zdarzeń i jego ofiarami padają wszyscy bohaterowie. Hans w czasie okupacji niemieckiej popierał nazistów, trafia więc na czarną listę, gdy tylko władzę przejmują Sowieci. Obie kobiety z największym oddaniem ukrywają go w domu i robią wszystko, by tylko udało się jego obecność utrzymać w tajemnicy, zupełnie bezbronne stają wobec służb bezpieczeństwa. I to właśnie walka o przetrwanie, o własne szczęście i normalne życie, o uratowanie życia ukochanego człowieka staje się głównym tematem Oczyszczenia

    Cały kłopot polega jednak na tym, że w walce o Hansa Aliide nie cofnie się przed niczym – a tym samym można ją uznać za jedną z najciekawszych, najbardziej niejednoznacznych postaci literackich. Jest ofiarą zbiorowego gwałtu estońskich komunistów, ale jednocześnie donosi na własną siostrę, żeby się jej pozbyć. Staje się równocześnie katem i ofiarą, w tych samych chwilach jest godna najwyższego współczucia i budzi wyjątkową odrazę. Bo Aliide nie daje się pokonać losowi, i choć często jest słaba, to jednak nigdy się nie poddaje. Zawsze czujna, manipuluje, by przetrwać. Szybko zaś okazuje się, że jej wrogami są nie tylko siostra czy komuniści, ale całe otoczenie en général, bo Aliide boi się cudzego spojrzenia, ciągle żyje tym gwałtem, ciągle z jego powodu czuje wstyd:

    Na ulicy po zapachu wyczuwała kobiety, którym musiało się przydarzyć coś podobnego. Każda drążąca dłoń mówiła jej, że ta też. Każde wzdrygnięcie od krzyku rosyjskiego żołnierza i dudnienia wojskowych butów. Ta też? Każda, która nie mogła się opanować i na widok milicjanta czy żołnierza przechodziła na drugą stronę ulicy (…) Kiedy tylko mogła, nie szczędziła tym kobietom złego słowa, krytykowała je i oczerniała, aby tym samym wyraźniej się od nich odróżnić.
    Oczyszczenie to historia kobiet, które żyją długo, to one stanowią ostoję społeczeństwa, to one tworzą tożsamość, one budują i trwają, doglądają gospodarstwa. Mężczyźni prowadzą wojny, gwałcą, niszczą i burzą, ale też umierają młodo, szybko znikają z horyzontu. Równocześnie jednak tylko oni mogą zapewnić bezpieczeństwo i to dlatego właśnie po gwałcie Aliide wychodzi za mąż za najważniejszego komunistę we wsi – szuka jakieś ostoi i chce też odeprzeć jakiekolwiek podejrzenia o to, co wydarzyło się w piwnicy rajkomu. Oksanen pokazuje tu, jaka jest cena przetrwania, co kobieta musi zrobić, by przeżyć w świecie męskim, ale też, jaką cenę płaci za ocalenie najbliższych. Bo Aliide, walcząc o życie, ciągle sieje krzywdę i śmierć.  

    Tytułowe oczyszczenie ma tu znaczenie absolutnie ironiczne, w żadnym znaczeniu i na żadnej płaszczyźnie nie udaje się go bowiem zrealizować. Oczyszczenie przeprowadzają bowiem kobiety-ofiary przemocy: Aliide po gwałcie pali ubrania, kąpie się długo, próbuje maskować ślady na ciele. Tę samą ceremonię ( dokładnie z tego samego powodu) przygotowuje dla Zary 50 lat później. Dla żadnej z nich kąpiel jednak nie oczyszczeniem, nie przynosi ulgi, bo usunięcie śladów fizycznych nie otwiera pola do przepracowania psychicznego. Dla obu kobiet gwałt to wstyd, a jego nie da się zmyć. Drugie znaczenie oczyszczenia odnosi się do polityki prowadzonej najpierw przez Niemców, którzy w 1941 roku wyłapywali komunistów, później do Sowietów, którzy w 1944 wprowadzali swój porządek, do estońskich komunistów, którzy na przełomie lat 40. i 50 walczyli z prawicowym podziemiem i wreszcie do odzyskania niepodległości w 1991 roku i prób rozliczenia komunistów. Żadne oczyszczenie nie zostaje tu dopełnione, zamiast niego przeprowadza się wyłącznie czystki, które pociągają za sobą kolejne ofiary: Niemcy szukają komunistów, komuniści prześladują domniemanych nazistów, estońscy komuniści szykanują wrogów ludu, demokracja chce rozliczyć współtwórców poprzedniego systemu. Rok 1991 wprowadza kolejne znaczenie – oczyszczenie jako proces odnawiania pamięci, odkłamywania historii. Czy i ono zakończy się fiaskiem, czas pokaże, bo proces dekomunizacji, przywracania pamięci w Estonii się przecież nie skończył. Celem Oskanen jest bowiem także pokazanie, że ci, którzy krzywdzili, byli często również krzywdzonymi, że przemoc wobec społeczeństwa estońskiego nie przyszła całkowicie z zewnątrz, ale że za zło odpowiedzialni są też i sami Estończycy, że nie da się całej winy zepchnąć na Niemców i Rosjan. 

    Oksanen napisała powieść genialną, doskonale skomponowaną, z fantastycznymi portretami psychologicznymi, z wątkiem obyczajowym tak poprowadzonym, że przypomina najlepszy kryminał. Jednocześnie jest to szalenie ważny tekst rozliczeniowy, bo pokazuje uwikłanie estońskiego społeczeństwa w historię, niemożność przywołania pamięci, amnezję, którą wybiera się często po to, by móc normalnie funkcjonować. A jej główna bohaterka – Aliide Truu to postać skonstruowana na miarę pani Bovary, wojennej pani Bovary, która ciągle musi zmywać jakąś krew.

    PS. Wiem, że tu nie miejsce na zwierzenia – ale po Oksanen spędziłam bezsenną noc, bo rozwiązania wątków, jakie autorka wprowadza w tej powieści, szokują i naprawdę zmuszają do desperackiego patrzenia w głąb natury ludzkiej. Przywaliła mi ta książka dziesięć razy mocniej niż Littell.