Tag: Miłosz Biedrzycki

  • Encyklopedia całego świata

    Encyklopedia całego świata

    W baroku, kiedy upowszechniła się (stosunkowo i tylko wśród szlachty) umiejętność czytania i pisania, oprócz mody na pamiętniki pojawiła się też moda na pisanie encyklopedii – rozszerzanie świata i jego coraz powszechniejsze zwiedzanie sprawiało, że próbowano uporządkować świat w całym jego bogactwie, usystematyzować i stworzyć odpowiednie definicje.

    Z pierwszą polską książką słoweńskiej poetki, Anji Golob, jest dokładnie tak samo. Wykonuje ona gest dokładnie przeciwny do większości współczesnych poetów i poetek, bo na poziomie tematów nie dąży do selekcji. Żadnego ograniczenia, raczej właśnie próba zagarnięcia wszystkiego, stworzenia jakiejś książki totalnej, w której wszystkie przeskoki myślowe, całe nasze ADHD kultury, która nie może się skoncentrować dłużej na niczym, znajdują swój zapis. To jednak, co robi Golob na poziomie konstrukcji i języka z barokowym zachłyśnięciem światem nie ma nic wspólnego, bo poetka za pomocą bardzo nowoczesnych środków, zdań krótkich i szybkich, tworzy niezwykle jasną i klarowną opowieść. Nie ma u niej też odruchu porządkowania i układania, żadnych symetrii i przeciwieństwa, bo ich miejsce zajmuje świadoma próba stworzenia chaosu, oddania zawrotu głowy. Sama lektura sprawia, że czytelnik i czytelniczka mogą się poczuć przestymulowani, naćpani obrazami poetyckimi. Overload i veritgo to dwa klucze to tej książki. Golob tak montuje swoje wiersze, zestawia w takiej kolejności, by uniemożliwić jakąkolwiek próbę interpretacji porządkującej, szukającej ładu. Bo po wierszach lingwistycznych, które bawią się zapisem i powtórzeniem, mają wyraźny kształt i ważną rolę pełni w nich zapis, pojawia się wiersz o przesadzaniu kwiatów, który właściwie wcale wierszem nie jest. Ale nie jest to wcale skok ku wątkom ekologicznym (są w tej książce rozsiane i ważne wiersze na ten temat), bo zaraz na poły ironiczne, na poły serio wezwanie do Jamesa Bonda, by ratował nie tylko królową. I tak Golob toczy ten tom, który bardzo porządnie skomponowaną książką, gruntownie przemyślaną.

    Świetne są jej wiersze o seksie i ciele, inkluzywny zapis doświadczenia seksualnego, pasji, pożądania, daleko odbiegający od stereotypów heteroseksualnych. Jakąś złość w sobie niosą wiersze o miłości – bo raz po raz powraca serce jako organ, serce jako symbol – ale za każdym razem Golob opracowuje temat tak, by nie dało się sformułować żadnego zdania twierdzącego i trzeba się zatrzymać dokładnie w tym miejscu, w jakiś rozkroku i rozedrganiu, którego chce autorka.

    Zastanawiam się, czy moje skojarzenie z XVII-wieczną encyklopedią ma sens, bo myślę też, że można próbować ująć pomysł Golob poprzez skojarzenie z porządkiem scrollowania w mediach społecznościowych. Jej wiersze układają się w taką właśnie chaotyczną całość, jakbyśmy placem i wzrokiem przebiegali przez ścianę główną naszych profili, odczytywali posty znajomych na przeróżne tematy, utrzymane w zupełnie niepowiązanych ze sobą tonach. Nie lubię jednak porównywania poezji do Facebooka, głównie dlatego, że wszyscy piszą wiersze o SM, ale nikt tego dobrze nie potrafi zrobić. Zwłaszcza że układ tego tomu, wprowadzony tu dobór tematów nie mają nic wspólnego z przypadkiem, wiele za to z żelazną dyscypliną i dystansem do pisania, a tych dwóch rzeczy na Facebooku akurat nikt nigdy nie widział.

     

    Na osobny temat zasługuje Miłosz Biedrzycki jako tłumacz tego tomu, a właściwie jego wybory translatologiczne. Kompletnie nie jestem teraz gotowa na napisanie tego tekstu, ale wrzucam tylko wątek: Biedrzycki, którego książki poetyckie popchnęły polską poezję na nowe tory, czytany dzisiaj i ustawiany w poezji mistrza przez poetów i poetki z urodzonych na przełomie lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych, sięga w przekładach po poetki, kobiety piszące mocnym głosem o kobiecym doświadczeniu świata, o ciele, wyraziste feministyczne głosy. Ale to na inną okazję.

    Anja Golob

    Didaskalia do oddechu

    Instytut Kultury Miejskiej 2022

    Tom Anji Golob w przekładzie Marleny Grudy i Miłosza Biedrzyckiego jest nominowany do Europejskiego Poety Wolności w tym roku.

    Partnerem tego cyklu, prezentującego wszystkie finałowe książki, jest Instytut Kultury Miejskiej w Gdańsku, organizator Nagrody.

     

  • Tłumacz to brzmi dumnie? Kwestionariusz tłumaczy – Miłosz Biedrzycki

    Tłumacz to brzmi dumnie? Kwestionariusz tłumaczy – Miłosz Biedrzycki

    Metryczka:

    1.       Od ilu lat tłumaczę?

    Trudno to jednoznacznie określić. Jeśli dobrze pamiętam, pierwsze przekłady w czasopismach opublikowałem ok. 1995 r., a pierwsza książka w moim przekładzie (Jabłoń, autorski wybór wierszy Tomaža Šalamuna), ukazała się w 2004 r.

    2.       Czy to moja główna praca i źródło dochodu?

    Nie, chociaż uważam przekład literacki za ważny przejaw swoich czynności życiowych.

    Kwestionariusz:

    1.       Swoją pierwszą książkę przełożyłem…

    Z drżeniem i bojaźnią, a jednocześnie z dziką przyjemnością.

    2.       Jak pracuję? W jakim rytmie?

    Jak najrzetelniej potrafię, w rytmie zleceń z wydawnictw i od innych odbiorców (np. festiwali literackich).

    3.       Autor, którego się boję…

    Właściwie przed każdym czuję respekt – żywym, martwym, starym, młodym, kobietą, mężczyzną… Dłubanie przy wierszach (bo w tym się specjalizuję) to zawsze jest praca z instalacją pod napięciem. Ostrożność zdecydowanie wskazana.

    4.       Pozycja tłumacza w Polsce jest….

    Zmienna, podobnie jak poziom Bugu we Włodawie i Wisły w Wyszogrodzie. Szczęśliwie, dzięki wielu błyskotliwym przekładom opublikowanym w ostatnich latach oraz energii i aktywności, również organizacyjnej, tłumaczy i tłumaczek ta pozycja wykazuje tendencję zwyżkową. (W odróżnieniu od kondycji naszych nieszczęsnych rzek).

    5.       Do jakiego stopnia przekład uruchamia nowe możliwości polszczyzny?

    Moim zdaniem – do najwyższego.  Zetknięcie poprzez przekłady z innymi literaturami, a więc i z innymi sposobami myślenia i odczuwania, umożliwia rekombinację i włączanie nowych fragmentów językowego DNA do naszego genomu-językomu, co powinno zbawiennie wpływać na jego żywotność.

    6.       Jak to jest być tłumaczem z mniejszego języka w Polsce?

    Na pewno jest się bliżej tradycyjnie postrzeganej roli tłumacza jako kogoś, czyim zadaniem jest udostępnianie tekstów literackich. Mniejszy jest udział postmodernistycznej gry w 135. tłumaczenie sonetu Szekspira po to, żeby znawcy i koneserzy 134 wcześniejszych przekładów mogli wyrazić swój podziw albo brak podziwu.

    7.       Tłumaczowi nie wolno…

    Deptać po stopach w tańcu z językiem oryginału ani z językiem docelowym.

    8.       Jaka jest rola tłumacza wobec przekładanego tekstu?

    W ubiegłym wieku, przed pewnymi przesunięciami semantycznymi, powiedziałbym: opiekuna spolegliwego. A dziś? Może: czułego towarzysza albo towarzyszki, he he.

    9.       W przekładach innych szukam…

    Satysfakcji z obcowania z literaturą na wysokim poziomie.

    10.     W tłumaczeniu najbardziej nie lubię….

    Tego jednego, właściwego, koniecznego w danym miejscu przekładu słowa, które chowa się tuż poza horyzontem świadomości i nie może i nie może przebić się na drugą stronę.

    11. Czy tłumaczenie poezji podlega prawom rynku wydawniczego? Czym się różni?

    Nie jestem znawcą rynku wydawniczego, więc tylko w ogólnych zarysach mogę domyślać się, o jakich prawach mowa. Mam wrażenie, że jeśli chodzi o publikowanie poezji, bardziej niż o rynku można mówić o polu, w którym walutami są nie tyle pieniądze, co uwaga odbiorców oraz prestiż. Dopiero w dalszej kolejności przekłada się to na zależności finansowe – poprzez rozdział grantów, dotacji i innych form dofinansowania. Większy, jak sądzę, niż w przypadku innych rodzajów literatury jest udział czynnika osobistego, pasji, emocji przynależnych bardziej zamiłowaniu niż profesji. Wszystko to tyczy się też przekładów poezji. Wiele z nich jest dokonywanych przez poetów piszących w językach docelowych, wytwarza się dynamika wzajemności, w szlachetnej wersji – wymiany darów, w wersji mniej szlachetnej – interesowności. Trzeba pamiętać  o tym, że przekłady współcześnie powstającej poezji są niezbywalnym składnikiem międzynarodowego towarzysko-turystycznego obiegu poetów i poetek. W przypadku klasyki jest jeszcze inaczej (i dobrze, gdyby teraz trzeba było organizować jednoczesny przyjazd Pessoi, Caeiro, Reisa, de Camposa i jeszcze kilkudziesięciu facetów, to by dopiero było!), tam większą rolę odgrywają instytucje oświatowe bądź akademickie. Dalej: poeci i poetki zazwyczaj nie mają agentów literackich, są swoimi własnymi agentami i promotorami, w związku z czym również tłumaczowi przypada w udziale rola agenta i ambasadora. Twórcy wierszy są też zwykle ich redaktorami, a często i korektorami (ortografia i interpunkcja utworów poetyckich bywają kapryśne), a więc, konsekwentnie, i w tym zakresie tłumaczowi dochodzi dodatkowa czapka albo dwie. Wszystko razem wziąwszy: czasami głowa mała, ale zabawa zawsze przednia.

    Miłosz Biedrzycki – poeta i tłumacz, laureat Nagrody im. Wisławy Szymborskiej (wraz z Katariną -Šalamun-Biedrzycką) w 2016 roku za przekład wierszy Uroša Zupana na język polski.

    Cykl „Tłumacz – to brzmi dumnie?” powstanie pod patronatem Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury.