Tag: kobiecość

  • Czego kobieta potrzebuje do szczęścia?


    Justyna Bargielska, Małe lisy
    Czarne 2013


    Ten zbiór porusza się miedzy gatunkami, jest trochę prozą, ale też ma w sobie poetyckie niedopowiedzenie, lekkość, skłonność do metafory i niedosłownego odbioru świata.


    Bargielska pisze o dwóch kobietach, Magdzie − matce i Agnieszce − singielce, które mówią podobnie, choć inaczej widzą świat. Magda ma dwoje dzieci i niezwiązaną z nimi depresję, Agnieszka prowadzi warsztaty z pisania. Łączy je wspólny kochanek, z którym spotykają się w lesie.  



    W Małych lisach autorka tworzy pewien portret kobiety i u niej zawsze jest postać, która nie mieści się w rolach społecznych, wyróżnia ją jakiś naddatek metafizyczny wykraczający poza ramy kulturowe. Kobieta tutaj to przede wszystkim homo sapiens, zawsze myśląca i czująca istota, skazana na wybierania spośród ograniczających ją ról. Ona jednak się na to ograniczenie nie godzi, dlatego szuka czegoś innego, czegoś więcej, co znajduje się pod powierzchnią świata. Wykracza poza małżeństwo, macierzyństwo, etatową pracę, wszelkie sztampowe wyobrażenia o kobiecym szczęściu. Bargielska satyrycznie przedstawia stereotypowy obraz kobiety i ten motyw jest u niej stały, już w Obsoletkach pisała:


    Wolno mi brać tylko te [alkohole] z dolnej półki, bo są gorsze jakościowo, za to mają wymyślniejsze etykietki. W ten sposób nawiązuję do swojej kobiecości, skoro już muszę pić, gdy tylko zostawi się mnie samą w domu.

    Tutaj widać zaś wyraźnie, że refleksja Bargielskiej w dużym stopniu ma charakter metafeministyczny, daleki jednak od dyskursu uniwersyteckiego, blisko za to piaskownicy i odkurzacza.

    Jej bohaterki tak urządzają swoje życie, żeby zmniejszyć doznania egzystencjalne, które u Bargielskiej stanowią zawsze rodzaj zagrożenia, bo graniczność znajduje się na wyciągnięcie ręki, nic nas nie dzieli od przerażającej tajemnicy życia. Zawsze stoimy na skraju przepaści, jakiegoś cierpienia, śmierci, głębszego sensu.


    Ciało kobiety i jej życie predestynują ją zaś do takich doznań, co sprawia, że trauma jest na granicy mowy, na języku. Trzeba ją odtwarzać ciągle, nie ma żadnej blokady, jest za to przymus opowiadania. Opowiada jednak zawsze kobieta kobiecie, mężczyźni pojawiają się tylko jako przedmioty tych opowieści. Tak dzieje się w przypadku Pomniczkowej, która wspomina poronienie i porzucenie przez partnera, jego zdradę z dziewczyna, która nie straciła dziecka i nie narzucała mu się ze swoim bólem.


    Zagrożenie egzystencjalne jest tym większe, że nie ma niczego, co mogłoby wybawić przed lękiem. Takiego koła ratunkowego nie daje ani religia, ani miłość, ani małżeństwo:

    Jasne, to działa cuda – powiedziałam – tylko ja mam taki jakby esperal na Eucharystię. Już nawet nie to, że się puszczam, ale wypuszczam się na to puszczanie z małżeństwa cywilnego. Podwójne ubezpieczenie. Zabije mnie o, taki okruszek hostii.

    Bargielska jak zwykle bawi, ale nawarstwia też niepokój. 




  • Strupek i smutek

    Justyna Bargielska, Obsoletki

    Czarne 2011

    Obsoletki to uniwersalna opowieść o miłości, o z pozoru bezsensownym i nielogicznym ryzyku związanym z powołaniem dziecka na świat, o stracie, jaka wiąże się z jego śmiercią.
    Bargielska wykonała tu gigantyczną pracę − swoje cierpienie poddaje tu bowiem niesamowitemu rygorowi, przytłumia własny ból, a oddaje głos innym kobietom. W ten sposób udaje jej się stworzyć przejmujący obraz straty, a takie przedstawienie sugeruje czytelnikowi w maksymalnie wiarygodny sposób to doznanie.
    Świat wykreowany w tych krótkich formach jest przepojony świadomością śmierci, jakiegoś egzystencjalnego zagrożenia nawet wtedy, gdy autorka pisze o codziennym życiu:
    Napisałyśmy długą listę zakupów. Soczek, ciasteczka, paróweczki i drugą listę, kogo kochamy. Ale nie lubię tak pisać, żeby nikt nie umarł, w drugim oknie na szybko wyjaśniam śmierć na przykładzie balonika.  

    W Obsoletkach trzeba zmierzyć się z dwoma rodzajami niewypowiadalności:  teoretycznoliteracką oraz psychologiczną: nieprzekładalnością doświadczenia jako takiego na język oraz z niemożnością przedstawienia tego konkretnego doświadczenia śmierci dziecka w łonie komuś, kto tego sam nie przeżył. Analizy jej książki łapią więc zawsze marginesy: czytamy zatem o społecznej niezgodzie na żałobę matki, braku elementarnego współczucia, śledzimy rozważania o znaczeniu tytułu, formie literackiej, o odwołaniach do feministycznego nurtu w literaturze, o nawiązaniach językowych, o tradycyjnych sposobach opowiadania o śmierci.

    Bargielska jest niezwykle obrazowa właśnie dzięki temu oporowi materii.  Pisze tak, jakby odrzuciła kulturowe normy. Trzyma sama siebie w garści, ale jednocześnie ignoruje tradycję narzucającą pewien schemat przedstawienia. I właśnie z łamania norm – kulturowych, językowych, stylistycznych wysnuwa swoją opowieść. 

    Wobec takiej książki krytyk staje bowiem bezradny − nie można przecież zmierzyć się z cudzym cierpieniem (poza tym Bargielska nie pisze, żeby zdobyć nasze współczucie, Obsoletki skrajnie egocentryczne, skierowane do wewnątrz, autorki nie obchodzą w gruncie rzeczy reakcje otoczenia).