Tag: Inga Iwasiów

  • Książki na jesień

    Książki na jesień

    Właśnie trwa lawina wydawnicza. Wymyśliłam, że podam 5 tytułów, które warto kupić, ale za nic nie mogłam ograniczyć listy do tylu pozycji. Nie jest więc to lista targowych must-buy, ale spis dobrych książek, które ukazały się od wakacji, podaję, żeby nam nie zginęły w zawierusze nowych publikacji. I może przyda się Państwu też przed świętami?

    1. Mona Chollet, Czarownice, przeł. Sławomir Królak, Wydawnictwo Karakter – świetny francuski esej o degradowaniu kobiet w historii i współczesnym życiu codziennym. Wątek medyczny jest kapitalny, takie odwrócenie konserwatywnego Thorwalda, na którego polski czytelnik leci jak mucha na lep.
    2. Emily Dickinson, Samotność przestrzeni, przeł. Tadeusz Sławek, Biuro Literackie – klasyka poezji trafia w ręce polskiego odbiorcy. Koniecznie, koniecznie.
    3. Bill Gaston, Bogowie pokazują klaty, przeł. Kaja Gucio, Krzysztof Majer, Wydawnictwo Marginesy – książki tak śmiesznej, strasznej i smutnej, a przede wszystkim pokręconej nie czytałam już dawno. Fantastyczny popis możliwości literatury.
    4. Inga Iwasiów, Kroniki oporu i miłości, Świat Książki – kronikarski zapis tego, co się dzieje pod czarnymi parasolkami, jak zderza się dyskurs publiczny z prywatnym, życie obywatelskie z życiem domowym. To nie jest opowieść publicystyczna, ale właśnie próba jej przetworzenia, wyjścia poza rejestr dziennikarski ku powieściowemu.
    5. Joanna Gierak-Onoszko, 27 śmierci Toby’ego Obeda, Dowody na Istnienie – pisałam już kilka razy, że to najlepszy debiut reporterski 2019, więc nie będę pisać tu po raz kolejny.
    6. Paweł Goźliński, Akan, Wydawnictwo Agora – gruba, gęsta powieść totalna, która jednocześnie nie udaje XIX-wiecznej narracji. Goźliński wybiera taki śmieszny, stary gatunek jak vie romancée i przerabia go, pokazuje dylematy Bronisława Piłsudskiego i jego podróż przez pół świata jako doświadczenie nowoczesne i dzisiaj aktualne.
    7. Katarzyna Kobylarczyk, Strup. Hiszpania rozdrapuje rany, Wydawnictwo Czarne – bolesne rozliczenie hiszpańskiej wojny domowej, opowieść o duchach, które wcale nie leżą w ziemi, tylko krążą między żywymi. Pamiętacie Żołnierzy spod Salaminy Cercasa? To musicie teraz przeczytać Strup.
    8. Edouard Louis, Koniec z Eddym, przeł. Joanna Polachowska, Wydawnictwo Pauza – znamy drugą część tej opowieści, czyli Historię przemocy, a teraz możemy doczytać debiutancką powieść Louisa: o chłopcu, który zmaga się z ojcem, własną seksualnością i homofobicznym społeczeństwem.
    9. Cezary Łazarewicz, Nic osobistego. Sprawa Janusza Walusia, Post Factum – reportaż bardziej o Polsce niż o RPA, przerażająca opowieść o tym, jak inteligencja i pracownicy IPN przedstawiają zabójcę jako ostatniego żołnierza wyklętego.
    10. Mikołaj Łoziński, Stramer, Wydawnictwo Literackie – powieść oparta na historii rodzinnej Łozińskiego, opowiadająca o 6 dzieci z żydowskiej rodziny z Tarnowa. Bardzo piękna i – umówmy się – przygnębiająca, bo rozgrywająca się od lat 20. do połowy II wojny.
    11. Morze i ziemia. Antologia reportaży z Pomorza, pod red. Cezarego Łazarewicza i Andrzeja Klima, Wydawnictwo Poznańskie – bardzo lubię antologie tematyczne, wybory tekstów wokół konkretnego zagadnienia. A Morze i ziemia przypomina, że Ziemie Odzyskane nie są wcale odzyskane, że ważna jest tu także historia niemiecka.
    12.  Wojciech Nowicki, Cieśniny, Wydawnictwo Czarne – świetna powieść o mrokach duszy i umysłu, chorobie, melancholii, podróżowaniu. Nowicki wybiera figurę człowieka błądzącego, ale nie jest to chevalier érrant, ale człowiek z nizin, zamotany w swój ból, skazany na niebezpieczne terapie raczkującej medycyny.
    13. Karolina Przewrocka-Aderet, Polanim, Wydawnictwo Czarne – reportaż poświęcony Żydom-emigrantom z Polski, osiadłych w Izraelu. Przewrocka-Aderet pokazuje kolejne fale przybyszów, zmieniające się życie Izraela, robienie miejsca dla kolejnych imigrantów. To ciekawa perspektywa, bo opowiada historię tych, którzy wyjechali z Polski, ale właśnie od momentu wyjazdu, a więc taką część ich biografii, której z reguły nie widać w opowieściach skoncentrowanych wokół Polski.
    14. Maciej Robert, Superorganizm, WBPiCAK – wiersze o codzienności, dziecku, sadzeniu drzewek, przeprowadzkach. Robert pokazuje to, czemu służy poezja: w każdej sytuacji ujawnia się jakieś drugie dno, głębsza prawda, ukryta motywacja, maskowany lęk.
    15. Judyta Sierakowska, Nikt nie słucha. Reportaże o disco polo, Wydawnictwo Poznańskie – z jednej strony to pogodna historia o ciekawym zjawisku w życiu społecznym, z drugiej – nieprzyjemna historia o mentalnym skansenie, w którym panuje wyzysk, reguły jak z wczesnego kapitalizmu, kobiety to mięsko, które można wykorzystywać i upokarzać, a przede wszystkim na nim zarabiać.

  • Pusta miska

    Pusta miska

    Opowiadanie Roupenian, opublikowane w „New Yorkerze”, przeczytało 2 miliony osób. Serdecznie współczuję tym wszystkim, którzy sięgnęli po cały zbiór.

    Kristen Roupenian, Kociarz, Muza 2019

    Przekł. Magdalena Sommer

    W przypadku Kociarza działa ta sama zasada, co w przypadku opowiadań Machado (wydanych przez Agorę w 2018 roku). Zbieramy w jednym tomie teksty poświęcone bieżącym, gorącym tematom ze sfery relacji seksualnych, zachowań społecznych i gender. Roupenian gra tu jednak ciągle na tej samej nucie, no i nie jest to Mozart. Po pierwsze, zestaw tematów najmodniejszych powinien wymuszać sięganie po ciekawszą formę literacką. Tutaj tymczasem autorka rozwija cały czas ten sam koncept odwrócenia relacji siły: w większości opowiadań to kobiet tłamsi mężczyznę. Za pierwszym i drugim razem taki tekst jest ciekawy, za piątym staje się męczący. Po drugie zaś, gdy autorka sięga po najgorętszy zestaw problemów, podejrzewam ją o brak autentyczności, rodzaj literackiego wyrachowania, łatwiej przecież w takiej sytuacji o rozgłos. Tutaj to nie tekst rozpoczyna dyskusję, ale wykorzystuje popularność pewnych wątków: #metoo, gwałt, mobbing, pedofilia, perwersje i gry erotyczne. Szkoda, że za wiedzą na temat mechanizmów rządzących rynkiem wydawniczym nie podąża wiedza o tym, jak pisać dobrze.

    W opowiadaniach Roupenian akcja rozgrywa się w planie psychologicznym, ich osią dramatyczną jest relacja między postaciami, emocjonalne uwikłania, konflikty wewnętrzne. Należy jednak podkreślić, że Roupenian nie adresuje swoich tekstów do czytelnika o wysokich kompetencjach kulturalnych, szuka odbiorcy popularnego. Wybiera zatem dość skomplikowane chwyty i rozwiązania kompozycyjne, ale realizuje je w przystępny sposób. Tak dzieje się w opowiadaniu Look at your game, girl, w którym autorka przedstawia 12-latkę, którą w parku zaczepia pedofil. Akcja skupiona jest na ich rozmowie, na tym, co widzi czytelnik, a czego nie dostrzega bohaterka – czyli właśnie na próbach uwiedzenia, zaprzyjaźnienia, zjednania dziewczynki. Rozmowa ta jest przerażająca, czytelnik wie, do czego zmierza dorosły mężczyzna, ale chodzi też o poziom wypowiedziany tej rozmowy: pedofil przekonuje dziewczynkę, żeby posłuchała piosenek Charlesa Mansona, przedstawia jako kogoś godnego naśladowania. Gdy mała pyta w domu, kim jest Manson, rodzice odmawiają rozmowy, uznając, że takie rzeczy nie powinny jej interesować. W tytułowym Kociarzu akcja opiera się na relacjonowaniu przemyśleń 20-letniej bohaterki, wdającej się w internetowy flirt ze starszym mężczyzną. Narratorka skupia się na jej przemyśleniach, sądach, analizuje zachwyt dziewczyny, by zaraz potem opowiadać o jej zwątpieniu. Scena seksu stanowi clou tego opowiadania i pokazuje też ważną cechę pisarstwa Roupenian: odbieganie od schematów, granie z potocznymi wyobrażeniami i schematami fabularnymi (ale to jest gra prowadzona z finezją młota Thora). W Kociarzu chodzi bowiem o to, że Margot w czasie randki traci zupełnie sympatię do swego partnera, przestaje go lubić, nie ma już żadnego zachwytu. Idzie z nim jednak do łóżka, bo nie chce, żeby on pomyślał, że jest zmienna, oziębła i humorzasta. Ta huśtawka nastrojów trwa nawet w czasie seksu, narratorka opowiada o dwóch płaszczyznach: nieporadnych zabiegach erotycznych (a te budzą śmiech, to satyra) oraz wątpliwościach Margot, która zmusza się do seksu (tu mamy dramat, jakieś dziwne odwrócenie porządku). Roupenian idzie zatem na przekór oczekiwaniom czytelniczym, normom społecznym: w ostatnim opowiadaniu Fatalnym nawyku tematyzuje molestowanie seksualne w pracy, nie jest to jednak kolejne opowiadanie o ofierze, ponieważ prześladowana przez biurowego drapieżnika dziewczyna ma problem z przemocą, marzy sama o tym, żeby zrobić mu krzywdę, ugryźć go do krwi, zranić. W czasie ostatecznej konfrontacji to ona w końcu (przyparta do ściany) staje się agresorem, zdobywa jednak sympatię innych kobiet, składa skargę na mężczyznę, słowem zwycięża. Zmienia potem pracę i sama staje się drapieżnikiem, przyciąga uwagę mężczyzn skłonnych do molestowania, przeciwko nim kieruje swoje przemocowe tendencje, a potem składa skargę na molestowanie, co potwierdzają inne wykorzystane przez nich kobiety. Ten sam pomysł autorka wykorzystuje w Lustrze, wiadrze i starej kości cały pomysł opiera się na odwróceniu porządku płci: u Roupenian to kobieta często jest stroną dominującą, atakującą, skłonną do przemocy. Autorka z premedytacją albo zaciera łatwe podziały na ofiarę i drapieżnika, albo je odwraca, albo też pokazuje jakiś rodzaj gry, w którym wikłają się obie strony – w Niedobrym chłopcu para kochanków w grę erotyczną opartą na stałym upokarzaniu wciąga swego przyjaciela, który niedawno rozstał się z dziewczyną. Całe to opowiadania stanowi bardzo mocne otwarcie tomu, bo Roupenian najpierw opisuje rozkręcanie się tej relacji, by w końcu pokazać scenę gwałtu i zabójstwa.

    Wbrew szumowi, jaki ta książka wywołuje w USA, Roupenian wydaje mi się  gorszą wersją Alice Munro –  mniej dopieszczoną językowo i kompozycyjnie, ale też mniej udaną jeśli chodzi o świadomość świata i ostrość sądów. Podobnie jak u Munro próbuje ona przedstawić mocną kobiecość, wyzwolenie obyczajowe (pojmowane jako odwaga do mówienia o pewnych problemach społecznych). Gdybym miała znaleźć w Polsce autorkę poruszającą podobne tematy, ale ze dwa-trzy piętra wyżej, byłaby to Inga Iwasiów i jej książka W powietrzu ze względu na rzeczowe, bezpruderyjne, a jednocześnie refleksyjne podejście do spraw seksualnych – Roupenian nie pisze opowiadań erotycznych, ale we wszystkich ciało, napięcie, pożądanie jest obecne. Iwasiów potrafi ująć je tak, że nie mamy wrażenia skandalu, przełamywania tabu, ale wstęp do szerszej dyskusji.

    Zestaw tematów najmodniejszych powinien wymuszać sięganie po ciekawszą formę literacką. Tutaj tymczasem autorka rozwija cały czas ten sam koncept odwrócenia relacji siły: w większości opowiadań to kobiet tłamsi mężczyznę. Za pierwszym i drugim razem taki tekst jest ciekawy, za piątym staje się męczący. Po drugie zaś, gdy autorka sięga po najgorętszy zestaw problemów, podejrzewam ją o brak autentyczności, rodzaj literackiego wyrachowania, łatwiej przecież w takiej sytuacji o rozgłos. Szkoda, że za wiedzą na temat mechanizmów rządzących rynkiem wydawniczym nie podąża wiedza o tym, jak pisać dobrze.

  • Kobieta z ochotą na przejścia

    Inga Iwasiów, W powietrzu
    Wielka Litera 2014
    Czy seks dla kobiety może być przyjemny? To znaczy − czy jako doświadczenie może wiązać się z przyjemnością w pierwszej kolejności, a nie być, jak uczy tego kultura, związany z oddaniem, zaangażowaniem, poświęceniem? To właśnie jeden z zasadniczych tematów nowej książki Ingi Iwasiów, która w całej swojej twórczości zajmuje się analizowaniem treści niewygodnych z obyczajowego puntu widzenia.
    W powietrzureklamowe jest jako pierwsza powieść erotyczna z wyższej półki, obawiam się jednak, że większość podniet, jakich doświadczy w czasie lektury czytelnik, ma charakter wybitnie intelektualny. Iwasiów umieszcza bowiem swoją bohaterkę w powietrzu, w jakiejś przestrzeni wyzwolonej z obyczajowej sieci, z więzi, uwarunkowań i zobowiązań, w których na co dzień funkcjonujemy. Pyta, jak wygląda świat widziany właśnie z tej perspektywy. O głównej bohaterce: kobiecie wyzwolonej, obdarzonej przeciętną urodą, ale nieprzeciętnym apetytem pisano we wszystkich recenzjach i wyczerpano chyba już wątek fizycznych doświadczeń, które autorka w powieści przedstawiała.
    Oczywiście można czytać nową powieść Iwasiów jako powieść o życiu seksualnym i wtedy na plan pierwszy wysuwają się właśnie fizyczne obserwacje: wątłość ciała bohaterki, jej marsz przez kolejne łóżka w poszukiwaniu przyjemności i oddania. W jej perspektywie oddanie ogranicza się jednak wyłącznie do płaszczyzny prześcieradła, nie przekłada się automatycznie na inne sfery życia. Czytelnik będzie zdumiony, bo nie dokonuje się tu żadna katastrofa, upadek bohaterki, o którym pouczał Emil Zola. W powietrzunie ma zagrożeń, bo seks okazuje się wartością, sferą wolności i ekspresji siebie, nie jest związany – jak w wizji moralizatorskiej – ze skandalem, upokorzeniem, upadkiem, wyniszczeniem fizycznym. Przede wszystkim zaś jest główną funkcją mózgu, przedmiotem intelektualnej analizy, nie tylko podstawowym popędem, niepoddającym się świadomej refleksji.
    Jednocześnie zaś jest to powieść o wymiarze socjologicznym, o którym piszą też krytycy i dziennikarze (to zadziwiające, jak etykieta powieści erotycznej przyciąga uwagę! Wszyscy się przecież na seksie znają). Trzeba podkreślić, jak młoda dziewczyna odrzuca model życia swoich rodziców i sąsiadów, zupełnie świadomie uwodzi nauczyciela w liceum, później zaś dobiera sobie kochanki i kochanków w zależności od potrzeb i nastrojów danej chwili. Jest to opowieść o kobiecie, która nie wywiązuje się z kobiecych obowiązków, wybiera własną, niezależną zupełnie ścieżkę. Rezygnuje z roli kobieciątka, ale jednocześnie jest superkobieca, pewna siebie, uwodząca, pragnąca w łóżku mocnego chwytu, sama także mocno swoje kochanki chwytająca.  „Dziecko cię udupi” – mówi jej matka, gdy dowiaduje się o jej ciąży. I wszystko, co bohaterka robi, jest próbą wyjścia poza zniewolenie obiecywane przez matkę, poza obowiązki kuchenne i mycie okien. Matka wybiera podomkę, pantofle z puszkiem na czubku i herbatę wymieszaną z alkoholem. Ona wybiera zaś seks i tu uruchamia się właśnie trzeci, najbardziej interesujący poziom – poziom egzystencjalny.
    Bo bohaterka za każdym razem przecież wie, jakie potrzeby zaspokaja, dlaczego wybiera akurat tego kochanka, dlaczego ciągnie ją do tej kobiety.  W powietrzu opowiada bowiem o uciekaniu od życia zautomatyzowanego, od rutyny i życia bez perspektyw, o poszukiwaniu wolności i podtrzymywaniu jej w kolejnych dziedzinach życia (choć część krytyków widzi w powieści dokładnie odwrotny ruch, uznając, że Iwasiów pokazuje smutek i pustkę życia głównej bohaterki). Tymczasem właśnie u Iwasiów seks staje się pewnego rodzaju wyborem egzystencjalnym, jedną z możliwości, jakie rysują się na horyzoncie. „Tylko to, tylko tak” – mówi w pewnym momencie bohaterka, gdy z perspektywy czasu ocenia swoje wybory. Seks staje się dla niej sposobem na zbliżenie do innych, ale też na zachowanie niezależności, bo za seksem tutaj nigdy nie podąża wspólne gospodarstwo domowe. W każdej relacji zatem bohaterka potrafi sobie wygospodarować przestrzeń wolności, nawet w relacji z własną córką, którą wypycha w świat, zachęca do wyjazdu na stypendium. W najgorętszym seksie zachowuje jakiś rodzaj dystansu, nigdy nie traci zimnej krwi. Jednocześnie zaś podbijanie kolejnych ciał, wchodzenie w kolejne konfiguracje erotyczne jest równoznaczne z poznawaniem i podbijaniem świata, z odciskaniem własnego śladu. Seks staje się sposobem na poznanie świata, na zaspokojenie ciekawości, na oswojenie lęków, nawiązanie więzi.

    Bohaterka Iwasiów jest w swoich wyborach konsekwentna i logiczna aż do bólu: wybiera tę wartość, która liczy się dla wszystkich: „Wokół było tylko to” – mówi. Jednocześnie jednak odrzuca kłamstwo, w jakie kultura opakowuje seks, odrzuca system warunków i przymusu, z jakimi wiąże się seks. I choć z pewnością jest bardziej wyuzdana niż jej konserwatywne koleżanki, to z pewnością jest mniej od nich wyrachowana, szczersza w seksie.  W tym sensie seks staje się dla niej wyborem określającym jej życie. 
  • Wypisy – Inga Iwasiów

    Podczas tych wszystkich zabaw lubiłam ubierać się w mały garnitur, nie wiadomo czyj, który wisiał za dużymi marynarkami ojca. Ktoś musiał grać rolę męską, a garnitur pasował jak ulał. „Co za  śliczny chłopak!” ucieszyła się matka, gdy któregoś dnia niespodziewanie wróciła wcześniej. Nie ganili mnie, więc śmiało przymierzałam role. Nie przyszło mi jednak do głowy, żeby nie szukać mężczyzny dla siebie. Wokół było tylko to. Słodkie małe orgazmy od symulowania miłości na misiu lub małej koleżance nie mogły zasłonić faktu, że wokół było to i tylko to: starsi chłopcy całujący w bramach swoje wybranki, zaręczone od niedawna sąsiadki, ojcowie, bracia, konkubenci, dla których matki, siostry, konkubiny gotowały obiady i dbały o wygląd. Tylko to, tylko tak: potrzebny był dorosły mężczyzna. Zdobycie mężczyzny stanowiło cel, wprawki i ciąg dalszy nie miały znaczenia. Nie planowałyśmy karier gospodyń domowych, chciałyśmy całego życia, z radosną kulminacją pod białą pościelą w różyczki.
    Inga Iwasiów, W powietrzu, Wielka Litera, Warszawa 2014

  • Stan licznika

     Inga Iwasiów, Umarł mi. Notatnik żałoby
    Czarne 2013
    Iwasiów coraz bardziej zaskakuje – obok osobistych Blogotonównapisała jeszcze bardziej intymną książkę − o śmierci ojca.

    Mój ojciec właśnie stał się ciałem. Do wyniesienia.

    Trzeba przyznać, że taki projekt jest szalenie ryzykowny: pisać tuż po śmierci człowieka bliskiego, w chwili, gdy jest się całkowicie pogrążonym w emocjach i nie ma miejsca na żaden dystans. Tymczasem Iwasiów wychodzi tutaj z tarczą: czytelnik nie ma poczucia pogwałcania czyjejś żałoby, choć patrzy wprost, z bardzo bliskiej odległości na cierpienie osieroconego dziecka. Autorce udaje się opisać ojca z wielkim oddaniem i czułością, dokładnie przedstawić poczucie straty, bez taniego sentymentalizmu i wymuszania współczucia. Iwasiów zdobywa się na realizację literacką dość skandaliczną (w sensie egzystencjalnym) – opisuje własny ból, proces wchodzenia w żałobę, wyciąga na wierzch bardzo osobiste potrzeby i kłopoty. Za pomocą jednej książki łamie kilka tabu: nie tylko ujawnia swój ból (co już jest szokujące, bo wiem, żeby to doświadczenie rzeczywiste, a nie fikcja literacka), ale też po prostu opisuje śmierć w jej potoczonym, przyziemnym wymiarze, od której stroni współczesna kultura. Tutaj właśnie ten dziennik rozpada się na dwa osobno biegnące tematy krzątania się wokół spraw praktycznych oraz psychologicznego przeżywania żałoby. 

    Śmierć ojca staje się najważniejsza, choć nie jest przecież pierwszym zgonem w rodzinie: Iwasiów pokazuje tu buchalterię zgonów, ale jednocześnie zaznacza:

    Nie będę nikogo pytać, spisuję stan własnego licznika, więc nie mogę korzystać z podpowiedzi.

    Nowa sytuacja staje się więc okazją do konfrontacji ze śmiercią, zliczenia bliskich zmarłych, uporządkowania własnych lęków, także tych o przyszłość – lęku przed śmierć własną, który dla autorki realizuje się na razie przede wszystkim w formie pragnienia oszczędzenia bólu synom.

    Własną żałobę przeżywa się boleśnie, na tabletkach nasennych, na innych drogach – lęk nie pozwala bowiem jeździć koło warsztatu, w którym ojciec pracował przed śmiercią. 

    Iwasiów ze zwykłą sobie precyzją wyłapuje nonsensy życia współczesnego, różne jego absurdy, nawet jeśli towarzyszą one śmierci. Pożegnanie zmarłego, którego ciało przeznaczone jest do kremacji, trwa krócej niż pożegnanie przez zwykłym pochówkiem. Trudno znaleźć urnę bez krzyża, która nie przypomina puszki na mielonkę. Z ciała przygotowanego do spalenia należy usunąć wszystkie ciała obce:

    Wiem, jasne, chodzi o proces spalania, wytrzymałość pieca (…). Jednak kusi mnie zamiana tej pragmatyki w metafizykę: w chwili sądu z popiołu trzeba powstać jako tkanka, nie jako tytanowa kulka. 
    Trudniej jest znieść myśl o śmierci niewierzącym – nie ma ucieczki w modlitwę, nadzieję na zbawienie, powtórne spotkanie itp. Tutaj pozostaje tylko wymiar fizyczny – myśl, że zmarły w ziemi podlega procesom gnilnym. Nie ma zjednoczenia w modlitwie i wspólnym czuwaniu przy krzyżu. Trzeba znaleźć jakąś własną osobistą formę:

    Mówiłyśmy długo, nie udając, że chodzi o poczęstunek. Modliłyśmy się, wymieniając uwagi o gościach i ciastach.

    Najwięcej miejsca autorka poświęca wspomnieniu ojca – w paradoksalny sposób pisząc o jego śmierci, na nowo przeżywa jego życie. To wspomnienie odpowiada antycznemu wymogowi ukazania wielości straty. Iwasiów wspomina warsztat zegarmistrzowski ojca, jego drobne dłonie, podróż życia czyli wyjazd do Szwajcarii. Mówi z czułością o jego zwyczajach, małych natręctwach i trybie życia.
    Zawiedzie się ten, kto będzie szukał w relacji Ingi Iwasiów i jej ojca jakiegoś konfliktu założycielskiego dla jej feministycznych poglądów. Jak sama zaznacza, ojciec był wiernym pomocnikiem, wsparciem przez całe życie. Gdy stała się pisarką, sam zaczął czytać i nigdy nie krytykował jej powieści. Nowy zawód córki, któremu wiernie kibicował, zamienił go w zagorzałego czytelnika i komentatora literatury polskiej, dał im jeszcze jedną płaszczyznę zbliżenia:

    Ojciec został moim konsultantem, moją grupą fokusową w sprawach czytelności i pożytku.

    Umarł mi nie ma kompozycji Trenów. Nie przechodzimy przez wszystkie etapy żałoby, nie ma tu uspokojenia (Tren XIX albo sen). Iwasiów pisze na gorąco, szybko, z bliska i intymnie. Ujawnia siebie w tekście – swoje tabletki, swoje lęki, swoje wspomnienia. Walczy w niej pragnienie usunięcia wszystkich autotematycznych wstawek, bo z tym właśnie kojarzy jej się dobra literatura oraz konieczność mówienia o tym, co się z nią dzieje w trakcie pisania:

    Teraz, pisząc te słowa, płaczę, aż bolą mnie uszy. Okazuje się, że od płaczu mogą boleć uszy.

      
  • Zawodowa pisarka, zawodowa czytelniczka

    Inga Iwasiów, Blogotony

    Wielka Litera 2013

    Prywatna twarz Ingi Iwasiów: bałagan na biurku spowodowany nawałem pracy, częste podróże – wakacyjno-wypoczynkowe i zawodowe, bóle głowy i tabletki pomagające zasnąć, jedzenie śniadań przy włączonym telewizorze. Twarz publiczna: badaczka odwołująca się często do swoich akademickich rozpraw, literaturoznawczyni funkcjonująca ciągle w świecie tekstów kultury, pisarka przedstawiająca okoliczności powstania Na krótko, feministka, która pragnie zlikwidować piłkę nożną. To wszystko ujawnia się w Blogotonach – osobistych, niepowieściowych zapiskach autorki Na krótko. Lubię ją, bo jest wyrazista, ostra, jasno precyzuje własne poglądy i dzięki temu mogę się z nią często nie zgadzać.
    Zgromadzone w tym zbiorze teksty to absolutny miszmasz – Iwasiów pisze o polityce, kulturze, literaturze, życiu kulturalnym i naukowym. Sporządza relacje z podróży, rejestruje stan zdrowia, opisuje życie rodzinne, ważne zdarzenia z życia osobistego, nawet tak intymne jak przeżywanie żałoby po śmierci najbliższych. W Blogotonach ujawnia się taka Iwasiów, jakiej nie pokaże żadna jej powieść. We wszystkich innych jej tekstach widzimy obraz zdystansowany, przefiltrowany przez artystyczną wizję. Tutaj zaś mamy do czynienia z Iwasiów w zbliżeniu, w całym nieuporządkowaniu i wielowątkowości, jakie towarzyszy pisaniu z dnia na dzień i przeżywaniu własnego życia. To w Blogotonach pełnym głosem wybrzmiewają też wszystkie dolegające Iwasiów bolączki – dużo pisze o własnej pracy, pogardzie dla polityki, tolerancji i emancypacji, pisaniu powieści i uczestnictwie w życiu literackim.
    Ruchem, który napędza zawarte tutaj notatki, jest konieczność interpretacji. Iwasiów nie potrafi funkcjonować bez myślenia w szerokim planie, bez uogólniania, przetwarzania uczestnictwa w partykularnym zjawisku w obserwację całości. Gdy ogląda wystawę obrazów Friedy Kahlo, ważny dla meksykańskiej malarki motyw osłabienia ciała rozszerza, pisze o przemijaniu, o stopniowym uzależnianiu starego/chorego ciała od innych ludzi. Gdy podsłuchuje homofobiczne dyskusje Polaków, zastanawia się, czy te pociągowe dyskusje stanowią rodzaj próby, są właściwe dla całego społeczeństwa.  Gdy ogląda Katyń, wskazuje w filmie sceny sytuujące kobietę w podrzędnej roli. Zaznacza, że to nie koncepcja Andrzeja Wajdy jest tutaj źródłem takiego usytuowania bohaterek, ale model polskiej kultury:
    Kondensat losu Polski, jak z gawęd romantycznych. Postacie zaczynające się i kończące na byciu żoną, matką, córką.
    Iwasiów pokazuje jasno, że taka niewiarygodna kreacja kobiet wynika z naszych projekcji, że chcielibyśmy takiej przeszłości:
    Jest to rodzaj oficjalnej wersji pamięci, obwarowanej nakazami autocenzury.
    Blogotonywprowadzają też szereg autotematycznych komentarzy, co jest bardzo cenne, bo Iwasiów jako zawodowa czytelniczka zdecydowanie częściej wypowiada się na temat twórczości cudzej niż własnej. Tymczasem tutaj wspomina, jak się czuła jako finalistka Nike, jakie przemyślenia nasuwają jej wieczory autorskie. Tutaj także Iwasiów odpiera zarzuty o złe społeczne usytuowanie bohaterów „Ku słońcu”:
    Moi bohaterowie mają za łatwo, należą do uprzywilejowanej mniejszości, ponieważ nie znam innego świata.
    I zaraz potem pada szalenie ważna dla jej pisarstwa deklaracja programowa:
    Lubię pisać ze swojej pozycji, ze środka świata, który mogę obdarzyć empatią, ponieważ empatia to mój program literacki i etyczny. Nie lubię patrzeć z lotu ptaka, uogólniać i cieszyć się poczuciem wyższości.
    Z perspektywy Iwasiów jej życie to walka na wielu poziomach: przez różne stereotypy wtłaczana jest do niszy jako kobieta, inteligentka i pracownica uniwersytetu – zawsze więc należy do jakichś grup upośledzonych, gorszych. Jak sama pisze: „stale musi udowadniać swą intelektualną wartość”. Obok niej i przeciwko niej zaś sytuuje się „szyba nieistotności męskich gier”.
    W dwóch wydanych tej jesieni tomach (Blogotonachoraz Umarł mi) Inga Iwasiów przekracza charakterystyczną dla niej wcześniej granicę intymności, ujawnia więcej własnych osobistych przeżyć.  Oczywiście jest to za każdym razem próba przetworzenia doświadczenia własnego w literaturę, ale w obu przypadkach zwierzenie sięga granic niespotykanych wcześniej u tej autorki. Czy Iwasiów przełamała się po pięćdziesiątce? Pokażą jej następne książki.

    Dłuższa wersja tego tekstu ukazała się w miesięczniku „Nowe Książki”.