Tag: artykuł

  • Milicja, opozycja, kryminalne śledztwo

    Od pewnego czasu jesteśmy świadkami tworzenia się nowego wyobrażenia PRL-u – jako obszaru nie tylko nostalgicznego wspomnienia, ale raczej źródła i przestrzeni tradycji polskiej, naszej, własnej. PRL nie jest już rozpatrywany – jak w latach 90. – w kategoriach politycznych czy historycznych, ale kulturotwórczych. Jego recepcja przeszła z dyskursu naukowego do kultury popularnej. PRL przestał być państwem opresyjnym, widzianym w kategoriach zniewolenia. PRL w zbiorowej pamięci staje się skansenem kultury – siermiężnym w porównaniu z kulturą popularną Zachodu, przaśnym, ale jednak traktowanym z sympatią jako przestrzeń polskiej tradycji.
    Nurt popularny, w przeciwieństwie do literatury wysokiej, swobodnie sięga po sztafaż PRL-owski, podchwytuje gatunki, postacie, czy wyobrażenia. Właśnie w ramach mody na retro stopniowo odradza się powieść milicyjna, którą ze względu na zupełnie inny kontekst społeczno-polityczny nazywam tu powieścią post-milicyjną, ponieważ wykorzystuje ona zastany schemat gatunkowy, ale inaczej go wypełnia.  Powieść post-milicyjna pisana po upadku systemu komunistycznego wydaje się pozornie gatunkiem niemożliwym – najpełniejsza i kanoniczna definicja tego gatunku zasadza się wszakże na jego opozycyjności wobec kapitalistycznej powieści detektywistycznej. Dzisiaj staje się ona jednak coraz popularniejsza, stopniowo też odchodzi od swego pierwowzoru, zapożyczając wiele cech od kryminału zachodniego. Powieść post-milicyjna należy przecież do literatury kryminalnej, stanowi jeden z jej nurtów obok kryminału współczesnego (np. powieści Konatkowskiego, Miłoszewskiego, Czubaja) i retro (np. cykle Krajewskiego, Lewandowskiego, Wrońskiego), jest to jednak również nurt najsłabszy. Od dwóch pozostałych typów powieść post-milicyjną odróżnia też stosunkowo młody wiek – gatunek ten pojawił się dopiero po roku 2000 i wydaje się, że to opóźnienie wynikało z drażliwości tematu, z przekonania, że PRL to temat zbyt bolesny, by dało się go wykorzystać w powieściach o charakterze rozrywkowym.
    Barańczak pisał, że powieść milicyjna przeciwstawia się zgniłemu Zachodowi, i to właśnie ukształtowanie spychało teksty PRL-owskie na niski poziom: tendencyjność, wyrazista hierarchia wartości, podział na czarno-białe postacie, wyjaśnienie intrygi za pomocą klucza ideologicznego obniżały wartość estetyczną, ale były niezbędne ze względów perswazyjnych, propagandowych. W polskiej powieści milicyjnej funkcjonariusz wygrywał zawsze, sukces osiągał dzięki pracy zespołowej, jego przeciwnikiem był ktoś o niemieckim nazwisku lub hitlerowskiej przeszłości, system socjalistyczny stał na straży porządku, a organizacja milicji była bez zarzutu – działała sprawnie, bez biurokratycznych obstrukcji. Jak więc odnawia się ten gatunek w nowej epoce? I jak przedstawia w nim PRL, by czytelnik miał poczucie historyczności, swojskości, ale równocześnie nie czuł archaicznych wtrętów?
    Trzej autorzy – Ryszard Ćwirlej, Marek Idczak i Tadeusz Cegielski – wybierają drogę, która pozornie wydaje się przeciwna wobec technik służących konstrukcji powieści milicyjnej. Wprowadzają do powieści post-milicyjnej to, co przed 1989 rokiem z niej eskamotowano – przywileje milicyjne, przemoc stosowaną wobec zatrzymanych, alkoholizm funkcjonariuszy, łapówkarstwo, wszechwładność, obojętność lub pogardę i podejrzliwość wobec problemów obywateli, indyferentyzm moralny, skłonność do manipulowania śledztwem, oraz wyjątkową ilość wulgaryzmów − rynsztokowy język, który ma uprawdopodobnić ten męski świat.
    W powieści post-milicyjnej bohater konstruowany jest poprzez polemikę z treścią powieści milicyjnej, choć w dalszym ciągu obowiązują te same dwa modele wzoru i szarego człowieka. O ile w poprzedniej formie gatunkowej dominował oficer o pochodzeniu proletariackim, który jednak dzięki własnej ambicji kończył studia, wyróżniał się wysoką kulturą osobistą, elokwencją, doskonałymi relacjami z podwładnymi i przełożonymi, o tyle powieść post-milicyjna w miejsce tego zespołu cech wprowadza ich zaprzeczenie: brak wykształcenia, skłonność do wulgarności, stosowania przemocy wyłamywanie się z regulaminu służbowego poprzez nadużywanie własnej pozycji i spożywanie alkoholu w godzinach pracy.
    Ważne przesunięcie w stosunku do pierwowzoru dokonuje się na poziomie intrygi – w powieści milicyjnej wybierano przeważnie taki rodzaj przestępstwa, który wprost nie wiązał się z państwem, nie miał nic wspólnego z jego zasadami i mógłby – teoretycznie – wydarzyć się wszędzie. Tymczasem w powieści post-milicyjnej akcja zawsze wiąże się ściśle z zasadami życia, ze zjawiskami typowymi dla PRL-u. W Morderstwie na Alei Róż śledztwo dotyczy śmierci członka Komitetu Centralnego – gdyby nie zmieniła się sytuacja polityczna, Wirski nie otrzymałby pomocy od KGB, której funkcjonariusze zaangażowani są w budowę Pałacu Kultury i nigdy nie wyszłyby na jaw okoliczności zabójstwa.  Stopniowa utrata przywilejów MBP doprowadza też do zmiany układu sił – przełożony kapitana ma odwagę przeciwstawić się szefom bezpieki, pozwala Wirskiemu szukać motywacji obyczajowych morderstwa, choć funkcjonariusze MBP upierają się przy politycznych przyczynach śmierci Szczapy. Tylko więc dzięki nowemu klimatowi politycznemu były więzień i niepewny oficer ma pozycję na tyle silną, by podjąć walkę z majorem MBP.
    W kolejnych powieściach Ćwirleja obserwujemy podobny układ: w Upiory spacerują nad Wartą ktoś odcina kobietom głowy, co sprawia, że milicja zaczyna szukać mordercy wzorującego się na kapitalistycznych horrorach – w latach 80. produkcje te dostępne są jednak tylko na rynku video, niewiele osób ma dostęp do fatalnych, wielokrotnie przegrywanych i odtwarzanych kopii filmów klasy B. Zespół Marcikowskiego zaczyna więc inwigilować kluby, które organizują projekcje dla studentów, szuka posiadacza magnetowidu i kaset. W Trzynastym dniu tygodnia intryga wiąże się z poszukiwaniem morderców dwóch skarbników Solidarności. Milicja i SB konkurują ze sobą, bo sprawa łączy w sobie wątki kryminalne oraz polityczne. Służby zamiast pomagać sobie w śledztwie, zwalczają się wzajemnie, niszczą tropy.
    Najważniejsza zmiana dotyczy jednak stosunku bohatera do jego własnej pracy – w powieści milicyjnej głęboko angażował się on w zawodowe obowiązki. Postać milicjanta stylizowana była na wzór bohatera powieści produkcyjnej, który traktował swoją pracę jako rodzaj walki o socjalizm i  jego podtrzymanie, zwalczał więc imperialne spiski, śledził zachodnich szpiegów, rozbijał gangi składające się z przedstawicieli prywatnej inicjatywy. Jego praca miała więc charakter ideowy, milicjantem mógł być tylko zaangażowany, wierzący komunista – jego zawód był zaś rodzajem praktyki tej wiary. Tymczasem w powieści post-milicyjnej bohater to niewierzący i praktykujący, w jego charakter wpisana jest hipokryzja, inscenizacja, gra – wykonuje gesty, jakich się po nim spodziewa, jednak są to działania zrytualizowane, narzucone jako pewien model zachowania.  Wykonuje je każdy, bo wiążą się z przystosowaniem do życia w PRL-u. Część oficerów to twardogłowi partyjniacy, większość jednak to zwykli ludzie, którzy starają się przeżyć i rzetelnie pracować w tym systemie. Powieść post-milicyjna reprezentuje różne odcienie wewnętrznej ugody i kolaboracji, współpracy z władzą – milicjanci stają się tu więc reprezentantami całego społeczeństwa – nie stanowią zaś – jak w powieści z czasów PRL-u wzorców do naśladowania.
    Złagodzenie wyobrażenia milicji dokonuje się też poprzez jego zderzenie z charakterystyką SB. Barańczak pisał, że w powieści milicyjnej oficerowi śledczemu nie grozi nigdy prawdziwe niebezpieczeństwo −  tymczasem w powieści post-milicyjnej jego rzeczywistym wrogiem jest właśnie oficer SB. Przestępca kryminalny nie stanowi realnego zagrożenia, ponieważ nie jest on w stanie naprawdę naruszyć ładu moralnego i porządku prawnego. Prawdziwym przeciwnikiem staje się wróg ukryty, zakonspirowany, posiadający władzę, wpływy i możliwości większe niż milicja. SB przedstawiona jest w powieści post-milicyjnej jako do głębi zdemoralizowana, mająca dostęp do wszelkich dóbr Zachodu i jednocześnie umacniająca socjalizm w Polsce. Zaangażowanie pracowników SB nie ma tu jednak pochodzenia ideologicznego, lecz pragmatyczne:
    Musicie rozumieć, że nie ma najmniejszej szansy na to, by zmienić nasze geopolityczne położenie. Leżymy w strefie wpływów Związku Radzieckiego i nic na to nie możemy poradzić. Albo będziemy z nimi, albo oni nas rozpierdolą w kilka dni
     − mówi surowy śledczy do przesłuchiwanego opozycjonisty.
    Choć we wszystkich powieściach obraz świata ma czytelnika bawić, to jednocześnie na poziome reprezentacji PRL-u kreowany wizerunek wcale śmieszny nie jest. PRL to kraj rozkładu i to od początku swego istnienia. Już u Cegielskiego, który przestawia okres stalinowski, system ten jest chory, podlega wewnętrznemu rozpadowi. Pozornie tylko dokonuje się jego umocnienie – Warszawa odbudowuje się w nowych, socrealistycznych kształtach, powstaje metro, Rosjanie budują Pałac Kultury, pierwsze programy nadaje telewizja. Z drugiej strony jednak nadchodzi pora na nowe techniki prowadzenia śledztwa:
    I nie myślcie, że Ministerstwo zadowoli się byle czym, jakimiś wymuszonymi zeznaniami… Te czasy już się skończyły!
    – woła do oficerów UB szef Komendy Miejskiej Milicji.
    Powieść  post-milicyjna przedstawia lata 80. jako schyłek, całkowity upadek społeczny – nie ma tu dzielnej Solidarności, lecz jedynie „frajerzy”, naiwni opozycjoniści, powtarzający romantyczne frazesy, uginający się szybko wobec sprawdzonych metod przesłuchiwania. Ich wyobrażenie aparatu represji jest anachroniczne: profesor internowany w noc rozpoczęcia stanu wojennego mówi, że trzeba napisać list przeciwko uwięzieniu w murach bolszewickiej katowni. Solidarność zaś to organizacja infiltrowana na wszystkich poziomach przez bezpiekę:

    Z informacji krążących po wydziale wynikało, że prawdziwy sukces odnieśli koledzy z Piły, bo tam lojalność zadeklarował sam szef pilskiej solidarności. Jednak po godzinie okazało się, że to nie żaden sukces, bo ten facet był oficerem SB oddelegowanym do struktur związkowych.
     
    Powieść post-milicyjna nie poprawia tego, co było słabe w poprzedniej formie gatunkowej. Reperuje ona błędy, które organizowały tylko jeden wątek – pracy funkcjonariusza, jego stosunku do państwa. Zupełnie anachroniczny pozostaje układ świata i relacji – powieść post-milicyjna jest więc w gruncie rzeczy równie uproszczona co powieść milicyjna.
    Wprowadzenie elementów PRL-u jako konstrukcji nośnych dla intrygi i śledztwa wiąże się z głównym dążeniem autorów – do przedstawieniem PRL-u jako świata egzotycznego dla współczesnego czytelnika, obszaru podlegającemu dopiero poznaniu lub wspomnieniu. Jednakże i tutaj widać nieścisłości w tworzeniu świata przedstawionego: PRL nie jest przestrzenią intrygującą, tajemniczą, stopniowo poznawaną, lecz krajem drugiej kategorii, skarlałym w każdej dziedzinie. Nie ma milicjantów-herosów, nie ma bohaterskich opozycjonistów, ani prawdziwych zbrodniarzy. Wszyscy są za to drobnymi cwaniaczkami, pijącymi na potęgę. Siermiężny PRL stać tylko na siermiężne zbrodnie. Stopniowe gnicie ustroju wywołuje dwie sprzeczne strategie społeczne – rodzaj solidarności obywateli przeciwko władzy, objawiającej się powszechnym przyzwoleniem na kombinatorstwo. Jednocześnie jednak tej postawie towarzyszy wzajemna nieufność, zawiść wobec tych, którym lepiej się powodzi.  Miała być egzotyka, ale fabuły ujawniają tylko rozkład.
    Barańczak zarzucał powieści milicyjnej przede wszystkim kontrolowanie czytelnika, jego ubezwłasnowolnienie − ani motywacje bohaterów, ani rozumienie zbrodni, ani definicja sprawiedliwości nie podlegały swobodnemu rozpoznaniu czytelnika, lecz wiązały się z nadrzędną perswazyjną funkcją powieści. Każde śledztwo, każda intryga musiały prowadzić do zwycięstwa milicji i socjalistycznie pojmowanej sprawiedliwości. Wydaje się, że powieść post-milicyjna też nie daje swobody swemu czytelnikowi, jego spętanie przybiera jednak inny kształt niż w poprzedniej epoce. Zarówno Cegielski, jak i Idczak i Ćwirlej wprowadzają do swych powieści bardzo rozbudowane fragmenty dyskursywne, w których prezentują egzotykę życia w kraju socjalistycznym. Narrator mówi więcej niż jego postacie, wprowadza w świat, oprowadza po nim, opowiada, co czytelnik ma zobaczyć, przypomina historię, uzasadnia decyzje swoich bohaterów. Czytelnik nie ma więc możliwości samodzielnego rozglądania się po świecie. Gatunek ponowoczesny, jakim chce być powieść post-milicyjna, intertekstulany i świadom swoich korzeni, wykorzystuje tradycyjny typ narratora, komentarz odautorski obecny na każdej stronie uzupełnia to, czego nie potrafią autorzy – opowiadać o świecie przedstawionym poprzez bohaterów i wątki, w których występują. Powieść miesza się więc z kursem historii, z komentarzem publicystycznym. Choć zmienia się kontekst społeczny, czytelnik ciągle pozostaje ubezwłasnowolniony.
     Tekst ten jest skróconą wersją referatu wygłoszonego na konferencji „Opowiedzieć PRL” i wydrukowanego w tomie pod tym tytułem. Wszystkich wielbicieli i badaczy tego gatunku odsyłam na stronę http://www.klubmord.com/

     

  • Imperium odchodzi. Rosja w literaturze popularnej

     

     
    Rosja, z którą relacja stanowiła najważniejszy temat polskiej literatury ostatnich dwustu lat, nagle – po 1989 roku znalazła się na marginesie zainteresowań. Choć pojawia się jako punkt odniesienia w powieściach dotyczących rozliczenia z PRL-em, stanowi tło dla fabuł rozgrywających się w Polsce Ludowej, to jednak ona sama jako temat straciła na atrakcyjności. Można postawić tezę mocniejszą nawet – polscy autorzy znużeni nadreprezentacją problematyki rosyjskiej w literaturze, z premedytacją omijają to zagadnienie, wiedząc, że nic nowego tu już powiedzieć nie można. Rosja więc, o ile pojawia się w powieściach, wspominana jest aluzyjnie, jej mit jako państwa opresyjnego przywoływany jest za pomocą słów-kluczy.
                Rosja usadowiła się w literaturze fantastycznej i tu – w tekstach łączących cechy powieści historycznej oraz fantastycznej wiedzie barwną, trwałą i wyrazistą egzystencję. Jej reprezentacja jednak okazuje się tradycyjna – choć autorzy próbują wydobyć Polskę z więzi zależności, sproblematyzować tę relację, ukazać takie momenty historii, które w czasie zaborów blokowała carska cenzura – słowem powiedzieć coś nowego, to jednak posuwają się utartymi, udeptanymi wręcz ścieżkami. Komuda w cyklu „Orły na Kremlu” przedstawia próbę kolonizacji Rosji, jakiej polska szlachta podjęła się za zgodą króla i z błogosławieństwem Rzymu u progu XVII wieku. Świerczek w „Bestii” i Dukaj w „Lodzie” opisują dzieje Polski jako prowincji rosyjskiej, z perspektywy nie – jako dotychczas Polski czyli państwa, które nie chciało uznać się w swej podległości, lecz właśnie z punktu widzenia imperium zmagającego się z niewielką, acz ciągle generującą problemy prowincją (model tradycyjny reprodukują Świerczek i Komuda, zrywa zaś z nim Dukaj).
                Rosja przedstawiana przez tych trzech autorów nie jest śmiesznych truchłem, jest raczej stałym punktem odniesienia – niczym w literaturze XIX i XX wieku. Najnowsze powieści jednak pozbawione są aspektu polskiego męczeństwa, który Ewa Thompson uznała za typowy dla literatury polskiej od XVIII wieku. Komuda w „Samozwańcu” odwołuje się do pierwszej dymitriady, która miała miejsce w 1604 roku. Inaczej Świerczek – osadza akcję swojej powieści w 1864 roku, czyli w chwili maksymalnego natężenia podboju – tłumienia powstania styczniowego. Autor daleko jednak odchodzi od typowego przedstawienia problemu relacji polsko-rosyjskich, bo na swoich bohaterów wybiera Polaków-oficerów armii carskiej, protegowanych Murawiewa. Nie są więc bynajmniej „ofiarnikami wysokich ołtarzy”, o jakich pisała Orzeszkowa w „Gloria victis”. Dukaj w „Lodzie” opiera się w swojej konstrukcji świata przedstawionego na mechanizmie kontrfaktyczności – akcja powieści rozgrywa się w 1924 roku, ale nie było pierwszej wojny światowej i Polska jako niezależne państwo nie istnieje, ciągle jest częścią Imperium. Główny bohater, Benedykt Gierosławski, zostaje wysłany z misją na Syberię, a tymi, którzy powierzają mu zadanie do wykonania, są pracownicy Ministerstwa Zimy czyli – w myśl interpretacji politycznej – agenci Ochrany.
    Już pobieżne streszczenie trzech tekstów pokazuje wyraźnie, że literatura polska stara się odejść od typowych sposobów przedstawiania Rosji, zrywa z tradycją powieści historycznej,  przebudowuje model reprezentacji Rosji. Jednak w trakcie głębszej lektury odkrywamy, że za fasadą nowoczesnego kształtu powieści odbywa się cały czas praca na tych samych, przednowoczesnych wyobrażeniach.
    Jacek Komuda odwołuje się do epizodu historycznego, który w pamięci zbiorowej mocno jest zakorzeniony, ale słabo reprezentowany w literaturze – opisuje dymitriadę, zdobycie Moskwy przez armię polską pod wodzą Samozwańca, domniemanego syna cara Iwana Groźnego. Powieść Komudy oparta jest na pewnych postkolonialnych założeniach – dokonuje on bowiem tutaj rewizji kolonialnych mitów, jakimi Polacy obudowali swoją historię. W tym wypadku zaś rewizja wiąże się z nową samoidentyfikacją narodową, jaką w swoich powieściach fantastyczno-historycznych tworzy Komuda. Jego bohater – Jacek Dydyński to typowy szlachcic Sarmata, skłonny do bitki i do wypitki, nadzwyczaj wysoko stawiający swój honor i dobre imię, pojedynkujący się więc często i o byle co. Stosunek Dydyńskiego do szlacheckiej Rzeczpospolitej jest afirmatywny i bezkrytyczny, to właśnie na zasadach rządzących życiem społecznym buduje on swoją tożsamość. W pierwszej kolejności jest on szlachcicem, dopiero potem Polakiem. Jego zderzenie z państwem rosyjskim dokonuje się więc przede wszystkim na linii: polska wolność szlachecka versus poddaństwo rosyjskie. Zanurzanie w nową rzeczywistość staje się dla bohatera okazją do dostrzeżenia w całej pełni jego pozycji egzystencjalnej i społecznej i dopiero w kontakcie z innym systemem może on pojąć swoją wolność jako wyjątkową, a nie przyrodzoną. Dydyński, wkraczając w inny świat, zaczyna budować swoją tożsamość (bo do tej pory nie zastanawiał się nad nią, ponieważ była ona całkowicie naturalna), a robi to więc przez zestawienie z cywilizacją rosyjską, waloryzowaną tu negatywnie. Konflikt nie ma tła narodowego, lecz raczej społeczne – szlachta kontra lud. Nie przekłada się on też na opozycję zacofanego Wschodu i racjonalnego Zachodu. Przeciwnie – polska szlachta traktująca swój styl życia jako normatywny, zostaje w tekście powieści skompromitowana. Polacy przedstawiają siebie samych jako niosących do Rosji porządek i postęp cywilizacyjny – dzięki temu mogą uznać swoją obiektywną wyższość. Tymczasem widzimy ich jako dziką zgraję, pragnącą w czasie wojny wzbogacić się, złupić rosyjskie miasta, a wszystko to uzasadniane jest przykazaniem miłości i wolności – nowy car ma „zdjąć Rosjanom kajdany, które Godunow włożył im na ręce, a założyć je na serca”. Część oddziałów opuszcza też cara, gdy ten nie ma pieniędzy, by zapłacić za ich służbę i gdy łupy okazują się niezbyt satysfakcjonujące. Jacek zaś, nieustannie mówiący o wolności, nie bardzo potrafi wytłumaczyć to pojęcie Rosjanom. Sam zaś skwapliwe pozbawia wolności swoją służbę, a po grzbiecie podległego mu Rosjanina wsiada wielokrotnie na konia. Cała ideologia szlachecka obnażona tu więc zostaje jako mitologia zbudowana na potrzeby podboju, długie tyrady na temat niższości cywilizacyjnej Rosjan mają zaś usankcjonować kolonizację i grabież.
    W cyklu „Orły na Kremlu” autor przedstawia zderzenie polskiej tożsamości z kulturą rosyjską i jest ono dla niego częścią projektu nowej historii Polski. Pomysł Komudy opiera się na przekonaniu o konieczności demitologizacji historii Polski, odrzuceniu hagiograficznych charakterów skonstruowanych w literaturze pozytywizmu. Komuda stara się przebudować wizerunek polskiej szlachty, bazując na barokowym piśmiennictwie osobistym, pragnie wprowadzić zawarte tam portrety warchołów do literatury, zastąpić nimi sienkiewiczowskie wyobrażenia. W miejsce heroizacji proponuje deheroizację, która wydaje mu się bliższa prawdy, bliższa żywiołu życia. Jednocześnie jednak ta figura o zmienionym znaku nie jest u Komudy równoznaczna z deprecjacją, bo głosi on kult właśnie takiej rozpolitykowanej, sobiepańskiej szlachty. Uznaje ją za część tradycji – tym ważniejszą nawet, że nieobecną w literaturze głównego nurtu.
    Nawet jeśli krytycy nie pochwalają kierunku refleksji Komudy, należy dostrzec pewną nowość, pragnienie zmiany rysujące się w jego projekcie. Z drugiej jednak strony Komuda przedstawia Rosję za pomocą całkowicie tradycyjnych figur, tutaj postulat konieczności przemiany już nie sięga. Jacek Dydyński wie, że z wyprawy do Rosji nie wróci, bo Rosja to „terra incognita, wieczny lód i śnieg, biała plama na mapie”. Obawia się samotnie przekraczać granicę wschodnią Rzeczpospolitej, która jawi mu się jako nowa limes romana, za nią zaś tylko „przestrzeń wielka jak ocean”, śniegi i ludzie przypominający niedźwiedzie. Mieszkańcy Rosji w oczach polskiej szlachty to: „plemię grube i sprośne”. Widać tu też zasadę nierówności – niżej stojącej Moskwie przeciwstawia się szlachecka Rzeczpospolita: „kniaź niewart polskiego psiarczyka”.
                Komuda, konstruując obraz Rosji, powołuje się na polskie stereotypy wywodzące się jeszcze z wieku XVI, powstałe po pierwszych kontaktach z posłami carskimi. Obraz Rosjanina opiera się na odwołaniu do jego niższości kulturowej, nieumiarkowania i braku powściągliwości, zasad moralnych oraz wrodzonym posłuszeństwie. I tak nagle dyskurs postzależnościowy, którego cechy można zauważyć w sposobie przedstawiania polskiej szlachty, obumiera: wizerunek państwa i społeczeństwa rosyjskiego jest bowiem u Komudy wtórny, tradycyjny, archaiczny. Elementy dyskursu postzależnościowego zostają wyrugowane przez ciągle żywy dyskurs rewindykacyjny. Owszem, polska szlachta jest zła, ale Rosjanie są jeszcze gorsi… zdaje się mówić autor.
     
    Marek Świerczek w swojej powieści kładzie nacisk na obnażenie mechanizmów sprawowania władzy, postępowania metropolii wobec prowincji. Istotnym zabiegiem jest tu zmiana perspektywy narracyjnej – prowadzonej z punktu widzenia Polaka w służbie Rosji w czasie powstania styczniowego (a chwyt ten dość rzadko pojawia się w literaturze polskiej). Autor „Bestii” wprowadza polskość jako coś obcego, nieznanego, samą zaś Polskę przedstawia jako buntującą się prowincję, peryferie metropolii, na które wysyła się urzędników sprawiających kłopoty. Główny bohater, Julian Basowski, protegowany Murawiewa, nie jest apostatą – chlubi się swoją przynależnością narodową i przedstawia Rosję jako imperium, w którym mają prawo funkcjonować różne nacje. Powstanie styczniowe postrzega jako przekreślenie szans Polaków na rozwój narodu w ramach potężnego ale jest też  dumny z ojca – powstańca z 1830 roku.  Świerczek wykorzystuje tu więc chwyt typowy dla literatury postkolonialnej, jakim jest wprowadzenie bohatera o rozszczepionej tożsamości. Autor nie skupia się na powstańcach, którzy obozują w lasach w pobliżu kwatery Basowskiego, żadnego z nich nie poznajemy nawet z nazwiska. Interesuje go przede wszystkim Rosja – pojmowana jako państwo wielkie, wielonarodowe, a właściwie muli kulturalne. Rozszczepiona tożsamość Basowskiego zostaje wystawiona na próbę – ponieważ bronił honoru swojej grupy narodowej, a metropolia znajduje się z nią teraz w konflikcie, nie otrzymuje awansu. By odzyskać łaski hegemona, musi wyrzec się całkowicie drugiej części swojej tożsamości, dokonać właśnie aktu apostazji – który w powieści realizuje się w formie wyprawy na tereny ogarnięte powstaniem styczniowym. Już tutaj uwidacznia się jedna z cech imperialnego myślenia – peryferie to miejsce drugiej kategorii, gdzie można umieścić elementy zbędne w metropolii; przestrzeń, gdzie wyrzuca się to, co niepotrzebne, skażone, niepełnowartościowe. Ale jest to też ziemia niebezpieczna, miejsce próby. Paradoksalnie jednak oddalona od metropolii prowincja zyskuje z nią niezwykłą łączność – staje się punktem odbicia do zaszczytów i awansów. W cywilizowanym Petersburgu wszystkie stanowiska są już zajęte, nie ma warunków do wykazania się, należy więc udać się na „dziki Zachód”, by znaleźć przestrzeń „pustą”, bo zagospodarowanie da możliwość powrotu do metropolii. Peryferie (Litwa, która dla Świerczka równoznaczna jest z XIX-wieczną Polską) przedstawione są tu jako teren dziki, nielogiczny, opanowany przez potwora. Centrum to obszar poddany logice, realizmowi i racjonalizmowi, zaś na Litwie pojawiła się bestia – widoczny znak braku logiki, cywilizacji i porządku. Petersburg to miasto nowoczesne – przeciwstawiona mu zaś prowincja to miejsce zabobonu, magii, duchów i zjaw. Odnalezienie i uśmiercenie potwora staje się dla głównego bohatera sprawdzianem, zagwarantuje mu powrót do stolicy. Jednakże peryferie stają się też przestrzenią zagrażającą powtórnym popadaniem w nieład, miejscem królowania chaosu i braku zasad. Żołnierze wykorzystywani do tropienia bestii, do tej pory karni i posłuszni, teraz zaczynają uciekać z oddziałów – wyłamują się z dyscypliny symbolizującej porządek świata.
    W „Bestii” powracają wszystkie stereotypowe wyobrażenia rosyjskiej armii, jakie sformułowała polska literatura. Autor buduje swoją postać niekonsekwentnie, bo Basowski ocenia z całą ostrością ludzi, którzy go otaczają, a jednocześnie chce do nich przynależeć, awansować, wybijać się w strukturach organizacji, którą uważa za prymitywną i zepsutą. Widzi siebie jako ofiarę rosyjskiego przeczulenia na spiski, pije, by nie czuć dyskomfortu psychicznego, przebywając wśród Polaków. Udaje, że nie zna języka polskiego, gdy znajduje się wśród mieszkańców Kiejdan, ale jednocześnie wygłasza tyrady przeciwko tępym, nadmiernie ambitnym, okrutnym oficerom carskim, piętnuje ich skłonność do złodziejstwa, gwałtu i grabieży. Wyobrażenie Rosjan jako pijanych prostaków prowadzących działania za pomocą pożogi to typowy obraz z literatury polskiej po powstaniu styczniowym. Świerczek reprodukuje go, nie widząc, że nie tworzy koherentnego obrazu z kreacją bohatera. Z perspektywy Polaka służącego w armii carskiej przepisuje bowiem Świerczek dwa utwory Żeromskiego – „Rozdziobią nas kruki, wrony…” i „Wierną rzekę”. Stara się ożywić historie skonstruowane wiek temu, wprowadzić do nich nowoczesne wartości – scena z powstańcem na drodze przesycona jest prymitywną brutalnością, pozbawiona za to tragizmu, jaki wprowadził do niej Żeromski. „Wierna rzeka” przemienia się za to w opowieść komiczną – o Salomei, która odrzuca uczucie przyjaciela Basowskiego, kaukaskiego górala, dla Odrowąża – chłopaka kochliwego, wykorzystującego ją dla własnej wygody, uważanego na salonach za nic nie wartego utracjusza.  Basowski ze względu na dawną znajomość w środowisku arystokratycznym, nie aresztuje Odrowąża, lecz posyła po jego matkę. Młody powstaniec odjeżdża więc wśród drwin rosyjskich oficerów, którzy szydzą z jego braku męskości, odwagi i samodzielności. Za tą strategią intertekstualną nie stoi jednak żadna nowa wartość, Świerczek gra z tradycją dla samej zabawy literackiej, nie wprowadza nowych ocen, nie formułuje nowych tez na temat narodowej przeszłości. 
    O ile Komuda i Świerczek używają figury Rosji do opowiedzenia o mechanizmach zdobywania władzy i problemie rewizji historii, o tyle w powieści Dukaja Rosja staje się metaforą świata. Po upadku meteorytu tunguskiego cześć świata została skuta lodem, a Benedykt Gierosławski musi odnaleźć swojego ojca, który po drogach mamutów potrafi poruszać się wraz z lutymi i ma nad nimi władzę. Benedykt wyrusza więc na Syberię, bo ojciec jako polski terrorysta działający przeciwko Imperium, został skazany na katorgę. Benedykt nie zamierza wcale oddawać lodu pod kontrolę władzy, nie chce działać dla dobra tego państwa, które wydaje mu się prymitywne i despotyczne. Pozostaje całkowicie obojętny na rozgrywki polityczne, wojnę z Japonią, konflikt gospodarczy z państwami Zachodu. W sytuacji zależności Polaków od imperium rosyjskiego obojętność polityczna Gierosławskiego staje się znacząca, zwłaszcza że wywodzi się on z rodziny o tradycjach patriotycznych. Benedykt definiuje siebie obok państwa, wycofuje się świadomie z układu sił, w ramach których działał jego ojciec. Zajmuje się problemami logiki, matematyki i filozofii, utrzymuje się z korepetycji, nie chce włączać się w ruch rewolucyjny, ponieważ dwa zrywy – z 1905 i 1912 roku − skończyły się bolesną klęską buntowników. Całkowita niezależność nie jest jednak w państwie opresyjnym możliwa: Rosjanie przymusem i szantażem skłaniają go do wejścia w świat polityki. Benedykt zgadza się na wyprawę, lecz jego poglądy na Rosję nie zmieniają się – pogardza on Rosją nie jako państwem, lecz jako ideą. Uważa, że jest to idea wymuszająca skrajności, chorobliwa, okrutna, znajdująca się poza kanonami myślenia racjonalnego: „Cóż się dziwić, że chłopi wasi, lud najniższy sprawia wrażenie dotkniętego dziedziczną odmianą apatii, z krwią przenoszonej zwierzęcej rezygnacji i bezwoli. Nawet jak giną tysiącami z głodu, bez buntu, pustemi oczyma wpatrzeni w niebo. Ten sam obraz oddaje wasza sztuka, wasza literatura – nihilizm albo apokalipsa – za każdym razem, gdy czytam Dostojewskiego, mam ochotę zapić się na śmierć”. Choć różnicuje swoje poglądy, gdy znajduje się wśród Polaków, chce także wśród nich zachować swoją odrębność, inność, to w rozmowie z carskim wojskowym reprodukuje poglądy na Rosję swojego ojca–powstańca: „Nigdy się pod butem samodzierżawcy nie miała sposobności rozwinąć i taka namiastka rycerskiego obyczaju; nie ma miejsca na honor, gdy nad wszystkiemi zaletami stoi ślepe posłuszeństwo wobec autarchy. Miast honoru, dumy, prawości, samodzielności rozumu – kark miękki i kolana do zginania miękkie, spryt dworski, przymilność, okrucieństwo i dwulicowość”.
    Gierosławski w końcu zdobywa władzę na lodem, a tym samym nad historią. Członek narodu podbitego, mieszkaniec peryferii zdobywa władzę nad imperium, doprowadza je najpierw do upadku – w czasie wielkich roztopów, które następują po śmierci jego ojca, a następnie zmierza do jego ponownego zamrożenia, do nadania światu takiego kształtu, jaki obmyślił. Dukaj ironicznie przywołuje tu motyw znany z literatury kolonialnej – peryferie zagrażające metropolii swym chaosem, rozsiewające nieład, zarażające nieporządkiem. Benedykt przedstawia się jako matematyk historii, jako ten, kto naprawi świat, ale według swojej koncepcji. Benedykt mówi o nowym nadciągającym świecie: „Żadnego więcej państwa. Żadnej władzy ziemskiej, żadnych carów, żadnych czynowników”. O ile jednak Piłsudski – jako bohater Dukaja – chce jedynie stworzenia polskiego niepodległego państwa, o tyle Gierosławski nie czuje już żadnej przynależności narodowej, wyrasta z tak wąskich kategorii w drodze na Syberię, gdy dojrzewa do zmierzenia się z ojcem – znowu więc pojawia się problem rozszczepionej tożsamości, który wiąże się tutaj z kwestią wykorzenienia i poszukiwania nowej przynależności.
    Choć bohater posługuje się stereotypowymi opozycjami, przeciwstawiając polską wolność, dumę, równość społeczną rosyjskiemu bezprawiu, niewoli i podległości, to jednak Dukaj, inaczej niż Komuda i Świerczek, kształtuje figury służące mu do opisu Rosji. Reprezentacja imperium opiera się tu na kontaminacji, hiperbolizacji stereotypu, która staje się podstawowym, najczęściej spotykanym sposobem mówienia o Rosji. Władza wobec obywatela posługuje się przekupstwem lub przymusem, gdy nie współpracuje – organizuje na niego zamach. Pracownicy ministerialni śledzą Benedykta, koterie na szczycie walczą za pomocą spisków, niemoralnych i bezprawnych środków. W konflikt między politycznymi zwolennikami i przeciwnikami lodu włączają się sekty religijne, komuniści i polscy spiskowcy. Konflikt gospodarczy wiąże się z walką o władzę polityczną i ze sporem na temat kierunku rozwoju Rosji (zamarzanie to przewaga despotyzmu, Lato – to domena demokracji). Benedykta napadają fanatyczni martynowcy, ale też separatyści syberyjscy. Dukaj pokazuje więc tu bogactwo i skomplikowanie rosyjskiego świata, +pod konflikt liediaków i ottiepielników podszywa historyczny spór między zapadnikami i słowianofilami, wszystko to skąpane w atmosferze lewicowych utopii i mistycyzmu. Rosja widziana przez bohaterów to kraj na zawsze uwięziony w średniowieczu, dla jednych jednak jest to jego zaleta, dla innych – wada, którą można pokonać tylko poprzez odmrożenie państwa i popchnięcie go na drogę rozwoju. Katalog przywoływanych przez Dukaja stereotypów czy mitów na temat Rosji jest wyjątkowo długi: powraca tu alkoholizm, bieda i ciemnota ludu, prymitywizm i dzikość mieszkańców terenów za Uralem, rozmach i pustka krajobrazu, której przeciwstawia się oszałamiające bogactwo uwięzione w ziemi. Dukaj, posługując się tymi kliszami, ośmiesza je zarazem, mnoży aż do przejaskrawienia, nawarstwia w groteskowy sposób, by osłabić ich moc: książę Błucki-Osiej jest tak dystyngowany, że wygląda jak zastępca samego cara, z kolei steward w pociągu transsyberyjskim to prymityw: „Zapewne gdyby zagadnął go ktokolwiek inny niż młoda dama z Luksu, zaparłby się z azjatycką bezczelnością, spojrzenia Europejczyków spływają po tych okrągłych, gładkich obliczach jak tłuszcz po gęsi, zachodni wstyd nie dotyka ludzi Wchodu”. Wyjście poza dyskurs rewindykacyjny, daleko od reprodukcji utartych schematów dokonuje się tu także poprzez zderzenie przeciwieństw: Rosja jako miejsce tradycyjnej zsyłki i kary dla Polaków, ale tutaj także dziki wschód, Eldorado, gdzie każdy może zrobić karierę i zdobyć majątek, przestrzeń gdzie dawni katorżnicy pozostają dobrowolnie. Nie cierpią już za ojczyznę, lecz robią interesy, dorabiają się, stają się filarami wspólnot lokalnych, lub w pogoni za mapami złóż tungetytu zostają kryminalistami. Zesłaniec u Dukaja to zupełnie inna postać niż ta znana nam z literatury XIX-wiecznej czy łagrowej: byli katorżnicy handlują na ulicach Jekaterynburga i Irkucka fałszywymi dokumentami, wykorzystują naiwność nowo przybyłych, spragnionych odnalezienia tungetytu, albo też zasiadają w radach nadzorczych, zarządzają fabrykami i nie myślą o obalaniu porządku.
    Rosja w „Lodzie” to miejsce zimne – w sensie dosłownym i symbolicznym – lód sygnalizuje nie tylko pustkę duchową, przytłaczającą władzę, ale ma też swoje przełożenie na poziomie ontologicznym i epistemologicznym. Lód sprawia bowiem, że świat staje się dwuwartościowy, niemożliwe są jakiekolwiek wahania, wątpliwości, znika bezkształtność, wszystkie byty i sądy otrzymują wyrazisty kontur, zamarzają w prawdzie lub fałszu. Wraca tu więc szeroko opracowany w literaturze i pamiętnikarstwie polskim mit Syberii jako miejsca narzucającego pewną formę, wprowadzającego przemoc. 
    Trzy przywoływane tu powieści sygnalizują problemy literatury polskiej związane z koniecznością znalezienia nowej formy do opowiadania o Rosji. U Komudy dekonstrukcja mitów kolonialnych nie jest zabiegiem celowym, stanowi raczej skutek uboczny rewizji narodowych wyobrażeń historycznych. Z kolei genezy zabiegów narracyjnych Świerczka należy szukać w jego próbie przezwyciężenia „koniecznych wymysłów”, o których pisze Homi Bhabha. Świerczek, Polak „udręczony” mitologią narodowego cierpiętnictwa, odwraca perspektywę, by wprowadzić większy dystans do spraw polskich, ale też by ocenić surowo polską historię. Potrzeba mu bowiem nowej formy, by w XXI wieku zadać pytanie o celowość i sens powstania styczniowego. Dukaj zaś poprzez swego bohatera bez właściwości, matematyka historii, dąży do podkreślenia drugorzędności polskich zmagań narodowowyzwoleńczych wobec kwestii z jednej strony filozoficznych, z drugiej zaś ekonomicznych. Dukaj, podobnie jak Komuda i Świerczek, tak ustawia swój świat przedstawiony, by kwestie narodowe, w literaturze XIX i XX wieku odgrywające rolę pierwszorzędną, zeszły na plan dalszy, ustępując miejsca innym, bardziej uniwersalnym zagadnieniom.
    Jeśli uznamy, że nasze wyobrażenie Rosji stanowi rodzaj kulturowego tekstu, kodu rozpoznawalnego dla Polaków, to automatycznie będzie można spojrzeć na przywoływane tu trzy próby spojrzenia na Rosję w kategoriach intertekstualnych. Każdy z autorów stara się unowocześnić swoją powieść, swoją historię z Rosją w tle. „Samozwańca”, „Bestię” i „Lód” należy w takim wypadku czytać jako kulturową transpozycję tematyczną. Autorzy wybierają temat zależności od Rosji – w chwili powstawania tekstów więc nieaktualny (z perspektywy politycznej, bo dla społeczeństwa ciągle jest to zjawisko nieprzepracowane, nie poddane do końca refleksji) i próbują go opracować w ramach sobie współczesnego kodu. Z tej perspektywy widać wyraźnie, że u Komudy i Świerczka będzie to transpozycja niefortunna, nie trafiają oni bowiem w język aktualnej tradycji literackiej, lecz powielają schematy już nieaktualne, czyli jak pisze Balbus – obce sposoby przedstawienia. Mechanizm zamyślany więc jako podstawowy zrąb tekstu jawi się z punktu widzenia krytyki jako niespełniony, bo nie dochodzi do transformacji: dawny temat zostaje tu opracowany w ramach dawnego języka. Inaczej jest u Dukaja, który wykorzystuje tę samą tradycyjną narodową narrację o Rosji jako bazę dla swojego tekstu, wpisuje ją jednak w swój świat przedstawiony za pomocą innych, właśnie nowoczesnych figur. Poszukiwanie aktualnego języka wymusza rewizję stereotypów, która stanowi (obok wątku fantastycznego i filozoficznego), trzecią warstwą „Lodu”. Spośród przywoływanych tu autorów, tylko Dukaj wychodzi poza znany horyzont poznawczy i mówi nam o nas oraz o Rosji coś nowego. Zatem tylko „Lód” wpisuje się w ramy dyskursu postzależnościowego, Komuda i Świerczek ciągle żyją w świecie opresji i rewindykacji.
    Analiza literatury polskiej pokazuje też, że obraz Rosji w niej przedstawiony, oparty jest na pewnej ambiwalencji: z jednej strony próbuje się imperium pokazać w inny, nowy sposób, z drugiej jednak uporczywie powracają jej cechy stereotypowe. Można więc zastanowić się, czy w ciągu ostatnich dwudziestu lat doszło do prawdziwego przemyślenia polskiego wyobrażenia Rosji – wydaje się bowiem, że ciągle nie. Widać, że literatura polska w dużym stopniu przyjmuje pewne przekonania o Rosji jako wiedzę przyrodzoną i nie potrafi ich sproblematyzować. Dopiero uważna lektura wyłania te ukryte w tekstach implikacje, które ciągle jeszcze autorom i czytelnikom wydają się obiektywne, „normalne”, naturalne, mają charakter przedsądów. Przebudowa problemu Rosji w polskiej literaturze współczesnej dokonuje się tylko na poziomie sposobów przedstawienia, nie dotyka pytań o to, co przedstawiać? Jaka jest Rosja? – Ciągle jeszcze jesteśmy przekonani, że doskonale wiemy. Więcej, wydaje się, że jakakolwiek zmiana sytuacji politycznej nie staje się przyczyną przekształcenia tego stanu świadomości – przecież nawet w czasie zaborów czy w latach PRL-u Polacy posługiwali się wyobrażeniami pochodzącymi z XVI wieku i żadne doświadczenie bezpośrednie nie było w stanie zmienić naszych przekonań o niższości Rosji.

    Tekst jest skróconą wersją referatu konferencyjnego z 2010 roku, który ukazał się w tomie „Kultura po przejściach, osoby z przeszłością”, red. Ryszard Nycz, Kraków 2011.