Ja pierdzielę

Nienawidzę, kiedy ktoś posługuje się tym zwrotem – ta niby eufemistyczna, złagodzona forma porządnego, konkretnego, grubego wulgaryzmu sprawia, że drga mi powieka. A Aleksandra Zińczuk kilka razy używa różnych określeń odwołujących się właśnie do „pierdzielenia”. W tomie Iwana Semesiuka, podzielonym na dwie części „Liryka” i Chujnioliryka”, nie chodzi wcale o to, by unikać przekleństw i zachować językową czystość liliji. Chodzi o to, żeby drażnić, budować dysonans, wywoływać zgrzyt. Żeby język wykoślawiał się, natrafiwszy na mocniejszą emocję. Semesiku świetnie robi to przy pomocy obrazowania, Zińczuk dodaje mu jeszcze w przekładzie ten rejestr polszczyzny, który drażni najbardziej.

Iwan Semesiuk pisze tak, jakby najbardziej bał się, że ktoś przyłapie go na wzruszeniu. Każde zdanie, które mogłoby zabrzmieć serio, natychmiast rozsadza żartem, wulgaryzmem, absurdem albo demonstracyjnie złą frazą. „Serce Apaczy” jest książką o miłości, śmierci, samotności i bólu, ale napisaną przez kogoś, kto zna przede wszystkim kulturę nakazującą mężczyźnie tego bólu nie wypowiadać. Można go zapić, albo zaćpać, można obrócić w dowcip, awanturę albo kolejną opowieść o chlaniu. Nie wolno za to przyznać się do cierpienia i o nim opowiadać.

Tego zakazu Semesiuk jest nadzwyczaj świadomy i dlatego ciągle szuka języka zastępczego. Zamiast wyznania dostajemy przekleństwo, zamiast skargi – żart, zamiast bezradności – pozę faceta, który jeszcze może wypić, zawalczyć. Alkohol i inne używki tworzą tu jeden z dostępnych sposobów zarządzania emocjami, dlatego wóda i jej pochodne pojawiają się praktycznie w każdym wierszu. Ciało przyjmuje to, czego język nie potrafi albo nie ma prawa powiedzieć.

Dlatego „Serce Apaczy” można czytać jako książkę o kryzysie męskości, tyle że kryzys ten nie polega na utracie władzy czy pozycji. Jest bardziej podstawowy: mężczyzna zostaje wychowany do roli, która nie daje mu narzędzi do rozpoznawania własnej słabości. Potrafi działać, pić, żartować, pracować, walczyć. Gorzej z rozpaczą, strachem, tęsknotą. Męskość okazuje się więc nie tyle przywilejem, ile systemem autocenzury.

Najlepiej pokazuje to tytułowy Apacz. Wojownik powinien być figurą siły, tymczasem u Semesiuka jego najważniejszym organem okazuje się serce – chore, zranione, przeciążone. W wierszy zderzają się Komancz i Apacz, obaj właściwie śmieszni, tak stereotypowi. Cały komizm tej figury bierze się ze zderzenia pozy wojownika z czymś banalnie ludzkim: cierpieniem, o którym nie wiadomo, jak mówić. Im mocniejsza poza, tym wyraźniej widać, czego ma bronić. I chyba właśnie dlatego Semesiuk potrzebuje całej „chujiryki”: obsceniczność nie jest przeciwieństwem liryki, tylko jej kamuflażem.

Warto przy tym pamiętać, że to książka sprzed pełnoskalowej rosyjskiej inwazji. Ukraińskie wydanie „Serca Apaczy” ukazało się w 2019 roku. To zmienia sposób lektury: nie mamy do czynienia z poezją wojenną ani z zapisem doświadczenia inwazji, lecz z portretem Ukrainy wcześniejszej – postsowieckiej, pokuczmowskiej, pełnej własnych napięć społecznych, językowych i pokoleniowych. Polski przekład Aleksandry Zińczuk pojawia się dopiero teraz, ale tłumaczka zaczęła pracę nad Semesiukiem wcześniej: pierwszy wiersz z tego tomu przełożyła i opublikowała już cztery lata temu. Dzięki temu polskie wydanie nie jest reakcją na modę na literaturę ukraińską po 2022 roku, lecz efektem wcześniejszego zainteresowania tą twórczością.

Autor „Serca Apaczy” wyrósł ze żłob-artu (dres-artu?), który z postsowieckiej tandety, blokowisk, dresiarstwa, obciachu i językowego brudu zrobił materiał artystyczny. W wierszach wykonuje podobny ruch. Nie uszlachetnia świata, z którego pochodzi. Wpuszcza do poezji Kijów, Oboloń, budowy, alkohol, szpital, Facebook, sport, popkulturę, kumpli i wszystkie te elementy codzienności, które literatura chętnie najpierw metaforyzuje, żeby pokazać je w bardziej eleganckiej postaci.

Z tego samego porządku pochodzi obsesyjny „kuczmizm” Semesiuka. Leonid Kuczma był drugim prezydentem niepodległej Ukrainy i sprawował urząd w latach 1994–2004. Jego dwie kadencje przypadły na okres gwałtownej postsowieckiej transformacji. Dla pokolenia dorastającego w latach 90. Kuczma jest więc nie tylko politykiem, ale znakiem epoki: telewizji, języka, aspiracji, biedy, nowych pieniędzy, postsowieckiej beznadziei i groteskowej nowoczesności. Semesiuk świadomie robi z tego własną mitologię. Kuczma staje się u niego nie przedmiotem analizy politycznej, lecz bohaterem pamięci pokoleniowej, trochę jak marka papierosów, program telewizyjny albo wystrój mieszkania. Elementem krajobrazu, w którym kształtowała się wrażliwość jego bohatera.

I właśnie tu spotykają się dwa najciekawsze poziomy „Serca Apaczy”: historia postsowieckiej Ukrainy i historia postsowieckiego mężczyzny. Transformacja odbywa się nie tylko na poziomie państwa, lecz także wewnątrz ciała. Stary model męskości ciągle działa, choć coraz wyraźniej nie wystarcza. Bohater może sobie drwić z sentymentalizmu, ale sam jest potwornie sentymentalny; może wyśmiewać patos, ale rozpaczliwie potrzebuje języka wielkich uczuć; może kreować się na gruboskórnego typa, ale właściwie wszystkie najważniejsze wiersze zdradzają jego nadwrażliwość.

„Serce Apaczy” nie jest więc naprawdę książką o przeklinaniu. Jest książką o mężczyźnie, któremu pozostawiono mnóstwo języków ucieczki i bardzo niewiele języków cierpienia. Semesiuk buduje wokół swoich uczuć zasieki z wódki i marihuany, dowcipu, kiczu, macho i absurdu. Najlepsze wiersze zaczynają się wtedy, gdy ten system ochronny przestaje działać. Zostaje Apacz z bolącym sercem – i okazuje się, że cała jego wojowniczość służyła przede wszystkim temu, żeby nikt tego bólu nie zobaczył.

Iwan Semesiuk, Serce Apaczy

przeł. Aleksandra Zińczuk

Warsztaty Kultury

Lublin 2026

Comments

Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *