Godzina W, która dzieli 70 lat później

Zanim kompletnie zgłupiejemy od słów, które wypowiada nowa władza na temat 1944 roku, fragment z książki Marcina Napiórkowskiego Powstanie umarłych, które właśnie wydała Krytyka Polityczna. 
 
 
Można więc powiedzieć, że obecność powstania warszawskiego w niektórych obiegach kultury przypomina dziś bardziej mechanizmy rządzące kulturową recepcją wielkich marek czy franczyz niż wydarzeń historycznych. I nie chodzi tu wcale o podważanie jego historycznej prawdziwości albo tylko o komiksową stylistykę, lecz o praktyki kulturowe, za których pośrednictwem do powstania odwołują się ci, którzy uczestniczą w jego zbiorowej pamięci. Tak rozumiany język „boomu pamięciowego” okazuje się więc zaskakująco kompatybilny z językiem współczesnego globalnego kapitalizmu, który dla coraz liczniejszych grup społecznych staje się oczywistym środowiskiem komunikacji. Zjawisko to nie jest w żadnym razie specyficzne dla Polski. Wręcz odwrotnie  – do pamięciowych analogii przetłumaczonych na język gadżetów, logotypów czy seriali coraz chętniej odwołują się politycy, uliczni manifestanci i szerokie publiczności na całym świecie. 
 
Świetna, mocna książka o pamięci powstania, o tym, dlaczego wciąż skierowana jest ona przeciwko władzy, że zmaga się w niej topos Konduktu i topos Pochodu. 
Napiórkowski ma jedną ważną tezę: powstanie warszawskie to wciąż rozpacz i nieprzepracowana żałoba. 

Comments

Komentarzy

Komentarze

3 odpowiedzi do „Godzina W, która dzieli 70 lat później”

  1. Awatar Qbuś pożera książki

    Powstanie Warszawskie stało się narzędziem walki politycznej, cynicznie wykorzystywanym przez obie strony. Zostało symbolem, którym można uderzyć w przeciwnika. A sama pamięć niknie gdzieś pomiędzy wraz z otwartą dyskusją.

  2. Awatar maya

    Kim jest ta druga strona cynicznie wykorzystująca Powstanie jako narzędzie walki politycznej? Bo ja cyniczne wykorzystywanie widzę tylko po jednej stronie. W Miesiącach Brandys opisuje spotkanie poświęcone rocznicy Powstania (w czasach Solidarności lub tuż przed). Jeden z prelegentów, nie pamiętam kto to był, ale nazwisko znane i cenione, mówił o Powstaniu jako o tragedii narodowej. I Kazimierz Brandys wyczuł mróz bijący od słuchaczy. Nie chcieli tego słuchać.

    Paulino, dziękuję za rekomendację, Książkę kupię

  3. Awatar Paulina Małochleb

    Ustalmy jedno – obie strony powstanie wykorzystują, ale też nie ma innej możliwości – nie da się mówić o nim w sposób neutralny. Te wydarzenia, które pozwalają nam na obiektywizm, tak naprawdę nas nie obchodzą, a jako neutralne wypadają z pamięci kulturowej.
    Po drugie – nic dziwnego, że powstańcy w trakcie obchodów nie chcieli słuchać o klęsce. Wystąpienie wybitnie nie przystosowane do kontekstu. Po trzecie "Miesiące" Brandysa to książka, która miała na nowo właśnie obudzić patriotyzm i to w modelu walczącym, nawet jeśli to była walka a la KOR, więc w jakiś sposób to także manipulacja pamięcią, która miała uwypuklić jeden wątek dziejowy. Z "Miesięcy" akurat najbardziej zapadły w mi w pamięć fragmenty na temat podsłuchów i w ogóle ten klimat oblężenia – SB za każdą ścianą, to było przerażające.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *