Kiedy ponad 20 lat temu przeprowadzałam się z krakowskiego Kazimierza do Huty, towarzyszyła mi ulga – wreszcie zero grobów, przejętych, zasiedlonych po Żydach mieszkań, czysta historia, robotnicza dzielnica. Nie udało się jednak – w tej starej części Nowej Huty, w której stoi mój blok, na początku lat 40. działał obóz. Przetrzymywano w nim radzieckich więźniów i żydowskie kobiety. Codziennie pędzono ich do pracy przy lotnisku w Czyżynach, po wykonanej pracy obóz – a wraz z nim robotnicy – został zlikwidowany. Kiedy napisała o tym „Gazeta Wyborcza”, powołując się m. in. na świadectwa chłopów zamieszkujących pobliską wieś, Mogiłę, przez dość długi czas źle spaliśmy. Nagle pod nami pojawiła się krew. Pod domem, balkonem, piwnicą, pod ławką przed blokiem, który miał mieć tylko robotniczą historię.
Właśnie taki jest punkt wyjścia w zbiorze Reszki, jego bohaterowie tanio kupują dom na prowincji. Dopiero w czasie kolędy dowiadują się od proboszcza, dlaczego dokładnie dom miał tak atrakcyjną cenę: w jego sąsiedztwie w czasie wojny zamordowano żydowskiego krawca i jego dwóch synów, skrwawiona ziemia nie pozwoliła już polskiej rodzinie zaznać szczęścia. To jest punkt wyjścia, bardzo konkretny i przyziemny, z którego Reszka tka całą swoją historię – o dziedziczeniu traumy, o zaklinaniu klątwy, o lęku i wyrzutach sumienia kolejnych pokoleń, które jednak nie przeszkadzają chodzić po podwórku z wykrywaczem metalu.
Znów punktem wyjścia jest polska współodpowiedzialność za Zagładę, wyprowadzanie małych chłopców, oddanych na przechowanie, do lasu. Ale Reszkę interesuje nie tylko okres wojenny, bo dużo więcej uwagi poświęca na analizowanie śledztw powojennych, czasem skazujących, czasem uniewinniających. Grzebie w aktach, zbiera wnioski, pokazuje dziury, niedociągnięcia, pośpiech śledczych. Nie ogranicza się do przedstawienia faktów. Zderza ze sobą zeznania, akta sądowe, wspomnienia świadków, rodzinne legendy i współczesne narracje mieszkańców. Szczególnie interesujący jest rozdźwięk między materiałem dowodowym a wyrokiem uniewinniającym oraz między pamięcią rodziny ofiar a pamięcią potomków sprawców.
To nie jest pierwszy reportaż o ludowym antysemityzmie polskim, ale bardzo ciekawa – i chyba jedna z pierwszych – próba przyjrzeniu się ludowym próbom późniejszego nadania sensu tym wydarzeniom, także w wymiarze rodzinnym, w pamięci domowej. Do jakiego stopnia za alkoholizm, przemoc, więzienia, zawały i udary, wypadki przy pracy odpowiada tak naprawdę zabójstwo w stodole dokonane przez dziadka? Coś co w moim, nieudolnym streszczeniu brzmi jak banialuka i zabobon, w precyzyjnie skonstruowanych reportażach Reszki okazuje się jednym z ciekawszych tropów w refleksji nad pamięcią czasu wojny. No i jeszcze, o ironio, ten „czas wojny”, powoływanie się na straszliwą rzeczywistość wojenną, powraca tu w opowieściach wnuków bardzo często, jako rodzaj usprawiedliwienia przodków.
Reszka ma niezwykły talent, to wiadomo, mistrzostwo osiągnął w „Płuczkach”, diabelskiej książce na diabelski temat (ale też niektóre historie z „Białych płatków, złotego środka” dalej leżą mi ciężką łapą na głowie). Mechanika jego talentu opiera się na tym, że potrafi bardzo abstrakcyjną, mglistą, mało uchwytną ideę przekuć na konkret, na plastyczne działanie, na opis konkretnych zachowań. Tak jest też i w „Tym domu już nie straszy” – kolejne antysemickie mity, tym razem o umierających Żydach rzucających klątwę, o cenie, którą kolejne pokolenia muszą zapłacić za dziadków-morderców, o domach, w których straszą duchy żydowskich dzieci i ich rodziców, Reszka ubiera w bardzo solidne reportaże śledcze.
Zasadniczo nie znoszę jednego chwytu nadużywanego przez polski reportaż, czyli uobecniania autora, który nagle wjeżdża w tekst, opisuje swoje kroki, rozmowy, ustawia się „tu i teraz” w historii. Jego obecność, sprana i zasadniczo bardzo efekciarska, powinna służyć umocnieniu faktów, ich uprawomocnieniu, pokazaniu warsztatu. W polskiej wersji ma jednak nadzwyczaj często znamiona narcystyczne. Inaczej jest u Reszki – jego obecność w zebranych tu trzech tekstach (w czwartym się nie ujawnia) spełnia wiele ciekawych funkcji: po 1. Konfrontuje słowa i zachowania swoich rozmówców, sądzi ich po prostu, choć nie zabiera głosu, po 2. Pokazuje, jak łatwo w gruncie rzeczy namierzyć postaci z przeszłości, zderzyć różne wersje faktów, ujawnić nieścisłości w zeznaniach, wreszcie po 3. Przynosi ulgę potomkom, dopowiadając historie ich przodków, podsuwając dokumenty, rozwiązując zagadki z przeszłości.
„W tym domu już nie straszy” jest wspaniale skomponowane, oszczędne, z czterema tekstami na jeden temat, oświetlającymi go z różnych stron. Znów mocna historia, choć pozornie widmowa, poświęcona wielopokoleniowej traumie, chorobom i wypadkom, którym ulegają zarówno potomkowie tych, co mordowali i tych, co ratowali.
Mało jest autorów, których traktuję serio, kiedy pytają, czy na pewno istnieje dobro i zło, jak są wynagradzane, Reszka należy jednak do tego wąskiego grona, choć po lekturze jego książki nie pamiętam innych nazwisk.
Paweł Piotr Reszka, W tym domu już nie straszy,
Agora 2026
Tekst powstał w ramach współpracy z wydawcą książki.


Dodaj komentarz