Fabularne teksty Szczerka odsyłają mnie od razu do wspomnienia pandemii, bo wtedy ukazała się jego pierwsza powieść „Cham z kulą w głowie”. Teraz wyszła druga powieść, z tym samym bohaterem, odwołującym się trochę do „Psów” Pasikowskiego, a trochę do „Peaky Bliders”. Franciszek Kary, nazywany wiele razu Francem (stąd odniesienie do postaci granej przez Bogusława Lindę u Pasikowskiego), żyje w świecie alternatywnym – Polska pokonała Niemcy, nie było II wojny takiej, jaką znamy. Polska miała za to kolonie, a Kary brał udział w wojnach na ich terenie jako komandos. Teraz – jako weteran i detektyw – nadużywa substancji różnych, przeszedł jednak i terapię. Wypalony, cierpiący, cyniczny, musi przeprowadzić śledztwo, bo ktoś morduje baciarów, czyli członków lwowskiej mafii. Nie ma więc swojego dworku, żadna Helena nie rodzi mu tu 12 synów – nie wychowuje żadnego potomstwa w etosie polskiego oręża.
„Baciary z piekła rodem” budują i świat przedstawiony, i głównego bohatera, mieszając różne warstwy kultury i historii, dokonując nowych fuzji starych elementów. Bo Polska jest tu mocarstwem, ma swój Lwów, boi się Rosji i ten strach jest coraz bardziej duszącym uczuciem. Trochę czujemy się jak w Berlinie lat 20. – nastroje dekadenckie coraz silniejsze, wyraźnie czuć w powietrzu nadciągającą katastrofę. Lwów u Szczerka jest modny, bogaty, kosmopolityczny, dekadencki i pełen nowych konfliktów. Jednocześnie jednak nie ma tu nostalgii i unoszenia się nad wielką Lechią, poglądy nacjonalistyczne są Szczerkowi zasadniczo obmierzłe i takie samo nastawienie przekazuje on bohaterowi. Kary ma na koncie wojnę w koloniach, ale w jej trakcie przechodzi na stronę Fernandyczyków, zdradzając swą imperialną ojczyznę. Szczerek stawia więc pytanie, jaka byłaby Polska, gdyby się tak głęboko nie okopała w kompleksie ofiary, jak by się rozwijała jako imperium kolonialne, wykorzystujące swych poddanych.
Szczerek nie pisze historii alternatywnej po to, by pokazać lepszą wersję Polski. Przeciwnie – pokazuje Polskę, której spełniły się niemal wszystkie historyczne marzenia: zachowała Lwów, miała kolonie, wygrała wojny, weszła do centrum Europy. A mimo to jej mieszkańcy pozostają zmęczeni, podzieleni i zagubieni. Powieść jest więc nie fantazją o zwycięstwie, lecz krytyką przekonania, że jakakolwiek korekta historii mogłaby rozwiązać problemy zakorzenione głębiej niż polityka czy geografia. Bo w dalszym musiała przejść przez władzą autorytarną Snardza, poddają się nastrojom populistycznym. Najbardziej przewrotne w „Baciarach z piekła rodem” jest to, że Szczerek nie rozprawia się z polskimi kompleksami poprzez ich wyśmianie. Przeciwnie, pozwala im się spełnić. Daje Polsce Lwów, imperium, zwycięskie wojny i miejsce w centrum Europy. A następnie pokazuje, że nawet w takim świecie jego bohaterowie pozostają samotni, zagubieni i przerażeni przyszłością. Nie dlatego, że historia ich skrzywdziła, ale dlatego, że historia nigdy nie była źródłem ich problemów.
Szczerek porusza się jednocześnie między prawicą i lewicą, konserwą i progresją, kolonią i zaściankiem, nacjonalizmem i wielokulturowością. Obraża tu wszystkich, wyśmiewa wszystko, co próbuje być spójne, sensowne i poważne: liberalny porządek, rewolucję, państwo, historię i męskość. Szydzi ze zdrady i wierności, z terapii i ćpania. Sięga po chwyty znane nie tylko z Pasikowskiego, ale też z „Króla” Twardocha i „Ziarna prawdy” Miłoszewskiego – jego lwowska mafia przypomina mafię żydowską, detektyw żyjący z daleka od Warszawy, traktowany na miejscu jako obcy, rytualne „wykończenie” zabójstw – to z kolei odniesienia do kryminału z Sandomierza. Porusza się więc tu płynnie po różnych skojarzeniach i obrazach, mieli je, jakby nie wierząc w możliwość opowiedzenia jeszcze jakiejś historii „oryginalnej”. Dużo tu krwi, mnóstwo rozpaczy i męskiego przygnębienia, a jednocześnie co chwilę wybucha się śmiechem, widzą tropy i skojarzenia łączone na nowe sposoby, przetasowania różnych tradycji, dających nieoczekiwane połączenia.
Nieustannie i hojną ręką autor dokłada kolejne poziomy rzeczywistości: alternatywną historię, polityczną satyrę, kryminał, horror, fantastykę religijną, kolonialną przypowieść, opowieść o depresji i jeszcze rozważania o sensie historii. To wszystko by się mocno chwiało, gdyby miało być opowiadane, Szczerek wszystko to jednak głęboko zanurza w języku, nie opisuje alternatywnego świata, lecz go wygaduje. Miesza bałak, neołacinę, slang, język psychoterapii i politycznej nowomowy, i to z nich powstaje rzeczywistość tej powieści. Lwów istnieje przede wszystkim jako sposób mówienia.
Ziemowit Szczerek, Baciary z piekła rodem
Znak 2026






