Mariusz Wilk, Tropami rena
Noir sur Blanc 2007
 
Tropami rena to dziennik-esej, odwrotność Barbarzyńcy w ogrodzie. Wilk świadomie nawiązuje do tekstu Herberta, a podstawą porównania są jego bohaterowie – Saamowie, koczownicze plemię zamieszkujące obszary za kołem podbiegunowym. Wilk, rekonstruując historię tej nacji, przytacza jedną z hipotez, według której Saamowie wywodzili się z jaskiń Altamiry, Lascaux i Cro-Magnon. Lapończycy (inna, szerzej znana nazwa Saamów) przybyli na Północ za renami, poszukującymi chłodniejszego klimatu po przesuwaniu się lodowca. Twórcy malowideł naskalnych, tak fascynujący Herberta w Barbarzyńcy w ogrodzie – stają się także obiektem zainteresowania Wilka. Odwrotnie jednak niż Herbert, Wilk szuka w historii Saamów siły, dzikości, wolności, nie interesują go podwaliny cywilizacji europejskiej. Autor Barbarzyńcy w ogrodzie, badając Lascaux, szuka śladów uczuć złożonych, pierwszych przejawów kultury, tymczasem Wilk w swoim widzeniu rytów naskalnych Kujwy podkreśla to, co w człowieku zwierzęce, nieujarzmione, a przede wszystkim nieprzekładalne na język, niewypowiadalne.
Bezpośrednim źródłem takiego przyglądania się rzeczywistości staje sią dla autora Wołokiniewyjaśniona przyczyna zupełnie innego kształtowania rysowanych w jaskiniach figur. Europejczycy Zachodni przyczyn schematyczności w rytach na skałach Biesow Nosa upatrywali w prymitywizmie wykonawców. Tymczasem zdaje się, że uproszczenia były wynikiem przekształcania obrazu w symbol, znak – naskalne płaskorzeźby stanowiły więc początki pisma. Ta zaś teoria radykalnie kłóci się z posądzeniami o prymitywizm i barbarzyńskość Saamów.
Podobnie jak Herbert, Wilk dokonuje przesunięć w obrębie kategorii Swój–Obcy. O ile jednak autor Barbarzyńcy… wciągał Polaka w obszar wysokiej kultury Zachodu, o tyle Wilk zwraca się zdecydowanie ku Wschodowi. Nie należy rozumieć tej operacji jako postulatu ożywienia idei słowianofilskiej, lecz rozpatrywać ją na poziomie bardziej uniwersalnym – jako odejście człowieka od cywilizacji, wyzwolenie z ograniczeń nowoczesnego świata poprzez sięgnięcie do tradycji plemion koczowniczych. Tym, co swojskie dla Wilka, będzie więc dziki Wschód, tym zaś, co obce – idea kultury łacińskiej.
Autor obala również inne warianty wyrastające z tego zderzenia Wschodu i Zachodu: kategoryzację narodowo-etniczną i ontologiczną. Saamowie to maleńkie plemię, zasiedlające zarówno tereny północnej Rosji, jak i Norwegii, Szwecji i Finlandii. Według współczesnych definicji trudno nazwać ich narodem – nie mają bowiem swojego języka pisanego, tak więc kultura saamska powoli zanika. Jako plemię koczownicze, obojętni byli od zawsze na kwestie materialne, dlatego też nie zostały po nich ślady fizyczne, żadne pamiątki. Wilk podkreśla ich nieprzystawalność do norm określających europejską świadomość. Saamowie walczyli zarówno z systemem komunistycznych sowchozów i kołchozów, jak i z kapitalistyczną turystyką czy hodowlanym wypasem reniferów. Za czasów carskich prawosławie wbijało krzyże w pobliżu świętych miejsc Saamów, by obronić się przed złymi duchami, współcześnie urządza się w muzeach równie świętokradcze pokazy szamańskich obrządków. Wilk – wychowany w obszarze cywilizacji zachodniej, bardziej jednak utożsamia się z koczowniczymi regułami życia, to one budzą jego zachwyt, poczucie obcowania z czymś świeżym, nieskażonym, z wyższą formą kultury.
Duchowa wspólnota z tym, co dzikie, nieujarzmione i pierwotne, wynika u Wilka z permanentnej negacji kultury Zachodu. Konstruuje on tu jej wizerunek tak, jak robił to już Joseph Conrad w Jądrze ciemności. Europejczycy jawią się na kartach Tropami rena jako ci, którzy nie krzewią cywilizacji, lecz niosą zniszczenie i śmierć. Za ich poczuciem wyższości Wilk widzi jedynie prymitywizm innego rodzaju, postęp zaś to narzędzie śmierci. Dla autora symbolem kultury europejskiej na Półwyspie Kolskim są nowobogaccy Rosjanie – rozjeżdżający góry dżipami i strzelający do renów z dalekonośnych karabinów. Między Wilkiem a Conradem rozciąga się jednak estetyczna przepaść, bo Wilk uprawia dyskurs pseudodemaskacji, ucieka w publicystykę i mówi nam o nas samych to, co już od dawna wiemy.
Wilk swoją postawą sprzeciwia się mechanizmowi instynktywizacji wartości. Nie chce przyjmować tego systemu priorytetów, który obowiązuje w nowoczesnej Europie, wyrywa się z niej na tereny pierwotne. Proces opisany przez Stanisława Ossowskiego jako nieświadomy, w utworach Wilka jest w pełni uświadomiony i eksterioryzowany. Autor odrzuca te mechanizmy, które działają na jednostkę jako element całego społeczeństwa. Wilk zwraca się przeciwko praktykom z własnego kręgu kulturowego, ale inspiracji do buntu szuka – paradoksalnie – u Saamów, którzy wybierają właśnie swoją kulturę i zamykają się na wpływy z zewnątrz.
Wilk, buntujący się przeciwko europejskiemu habitusowi, wybiera świat Północy – dziki, naturalny, broniący się ciągle jeszcze przed wartościami zachodnimi. O ile jednak jego analiza rzeczywistości Saamów, ich warunków życia oraz mentalności jest znakomita i czyta się ją z olbrzymim zaciekawieniem, o tyle obszerne passusy, które autor poświęca krytyce Europy, stanowią przykry w swej prostocie kontrast. Wilk nic nowego bowiem o Europie nam nie mówi, powtarza te same, znane skądinąd słowa, stawia stare i wytarte już zarzuty. Słuszność tej krytyki nie może tu jednak stanowić podstawy do jej obrony, bo jest ona całkowicie pozbawiona odkrywczości i jakiejkolwiek wartości artystycznej. Pęknięcie to psuje książkę, bowiem o ile w narracji poświęconej Saamom widać niezwykłą spostrzegawczość, bogactwo hipotez, przemyśleń, o tyle w krytyce Zachodu pobrzmiewają wyświechtane stereotypy, bezrefleksyjnie powielane wnioski oparte na kompulsywnej niechęci. Na wyższy poziom nie podniesie ich nawet fakt, że Wilk swoją niechęć wyraża poprzez streszczanie przemyśleń Sándora Máraia.

Comments

Komentarzy