Tag: literatura kobieca

  • Z zimną krwią

    Z zimną krwią

    Spowiedź dziecięcia wieku czasem może dokonywać się z perspektywy kobiety. I to jeszcze takiej, która doświadcza głównie klęsk, rzuca się na życie i wychodzi z tych zapasów poraniona. Rachuje straty.

    Zyta Rudzka, Krótka wymiana ognia

    WAB 2018

     

    Historia zupełnie zmienia swój przebieg, kiedy doświadcza jej kobieta. Znikają daty, a zostają doświadczenia. Nie gra roli linia graniczna, a liczy się los zbiorowy. Rudzka wybiera na swą bohaterkę kobietę, której rodzina dostaje się w tryby najważniejszych zmian historycznych. Matka staje się ofiarą II wojny światowej, pochodzi z miejsca, gdzie kobiety w obawie przed Armią Czerwoną wolały popełnić samobójstwo. Znikają jej siostry, ona sama zachodzi w ciążę ze szwagrem, który odchodzi na front i tam ginie. Główna bohaterka – Roma – ma romans z lekarzem, ale ten opuszcza Polskę w 1968 roku, zabierając ze sobą żonę przeżywającą wciąż na nowo Zagładę. Córka Romy porzuca karierę pianistki, odchodzi też od rodziców, choć ci poświęcali się dla niej, ale jednocześnie nie potrafili wspomóc w przeżywaniu sławy. Monolog Romy to zatem opowieść o porażkach, rozstaniach, osamotnieniu – tak samo jak monolog jej matki, która studni opowiada o swoich wojennych przeżyciach.

    Rudzka kumuluje tutaj na niewielkiej przestrzeni gigantyczną ilość wątków, robi pigułkę z dziejów XX wieku, przeskakuje trzy pokolenia i jakieś 70 lat historii. Jednocześnie nie jest to żaden sposób cykl ilustracji do podręcznika historii, bo przed takim posądzeniem broni ją język – siekący, cyniczny, grubiański, a rzadko liryczny, a nigdy nie kobiecy. Roma-poetka mówi jak taksówkarz, nie certoli się ani nad własnym losem, ani otoczeniem. Jej mamulka, opowiadająca o tym, co wydarzyło się wcześniej, rozszalała i pogrążona we wspomnieniach, plącze tropy, psuje wygodne szyki interpretacyjne – historie, które opowiada są na tyle niejednoznaczne, że nie wiadomo, czyje losy dokładnie opowiada: swoje, córek, sióstr?

    To, co mnie jednak najbardziej w tej powieści interesuje, to umiejętność przepisania uniwersalnej męskiej fabuły na kobiecy głos. W tej sprawie też odbyła się polemika na łamach „Kultury liberalnej”, a głos zabrali Beata Klimowicz oraz Dariusz Nowacki. Klimowicz próbowała interpretować powieść Rudzkiej w duchu akcji #metoo, próbując pokazać polityczną niepoprawność i seksizm w monologach narratorki. Nowacki bronił Rudzkiej, argumentując, że literatura może być niepoprawna i skandaliczna, że nie obowiązując jej zasady ważne w życiu społecznym.

    Rudzka nie pisze bowiem powieści kobiecej, pisze za to powieść, która opowiada o polskim doświadczeniu, o życiu na cmentarzu z perspektywy kobiety, która staje się tutaj bohaterką uniwersalną. Roma rozlicza się z własnym życiem, wylicza zakręty i rozchwiania małżeńskie, samotność i niezrozumienie w relacji z córką, pytania, na które matka nie chce jej udzielić odpowiedzi (na temat ojca). Widzimy zatem starzejącą się poetkę, przeżywającą z trudem własną starość, niepogodzoną wcale z upływem czasu. Nie ma tu jednak stylistyki Pilcha, nie ma wiecznie uroczego bohatera Jureczka, nie ma melancholii Vargi, nie ma wojennego monologu Myśliwskiego. Wszystkie te obsesje polsko-męskie Rudzka przepisuje na swą kobiecą bohaterkę i nagle okazuje się, że ta zmiana, która pozornie jest tylko zabiegiem formalnym, wciąż bowiem widzimy tę samą historię wchodzenia w smugę cienia – pozwala opowiedzieć diametralnie inną historię. A o to przecież tylko chodzi w literaturze.

     

    Zdjęcie: Rubén Bagüés on Unsplash

  • 5 powodów, dla których koniecznie trzeba sięgnąć po Agnetę Pleijel

    5 powodów, dla których koniecznie trzeba sięgnąć po Agnetę Pleijel

    1. Bo opisuje doświadczenie dziewczęcego dzieciństwa jak dzieciństwo uniwersalne – bolesne, pełne zmagań z własnym ciałem, szkołą, rodziną, otoczeniem – prawdziwy Bildungsroman.
    2. Bo fantastycznie pisze o zderzeniu świata dzieci ze światem dorosłych – z niezwykłą precyzją potrafi za pomocą kilku zdań i scen zarysować przepaść między tymi światami: Nie po raz pierwszy rozumie, że dorośli przemilczają nieprzyjemne sprawy. W ten sposób zmuszają również dzieci do kłamstw i udawania. Najbardziej milczy się o sprawach płci. Usta i organ płciowy są ze sobą powiązane. Są niechronionymi otworami wprost do wnętrza ciała.
    3. Bo to genialna powieść o samotności we wszystkich jej wymiarach: Pobyt w szpitalu uświadamia jej, że świetnie sobie bez niej radzą. Czyżby jej nie chcieli? Dziecko, które z jakiegoś powodu wystawiło się na odrzucenie, staje się przymilne. Jak ja. Teraz słyszy, że mają się przeprowadzić. Tata dostał stypendium w Princenton, w Institute for Advanced Studies. Często o tym mówią, dlatego zapamiętała nazwę. Nie mówi się o niczym innym, tylko o Ameryce. Nikt nie pyta o to, jak ona się miała.
    4. Bo to powieść o sprawach najważniejszych, a rzadko poruszanych w polskiej prozie – o dorastaniu do siebie, o umiejętności określania celu i kierunku w życiu, o łapaniu kontaktu ze światem i jednoczesnym niezatracaniu siebie. To po polsku brzmi banalnie, ale Pleijel potrafi tego banału uniknąć: Odpowiada, że wybiera życie w rozpaczy, jeśli to droga do olśnienia, zachwytu i prawdy. Gdy tylko to powiedziała, wie, że jest szczera (…) Wślizguje się w nią uczucie szczęścia (…) Szczęście? To niewłaściwe słowo. Czuje, że jest rozproszona. Zebrana w sobie. Czuje, że życie zaczyna drgać (…). Być może przybycie, ale także wyżyny olśnienia. Wie, że jej wybór jest prawdziwy. To jeden z rzadkich momentów.
    5. Bo to w końcu powieść, która pokazuje, że trzeba wreszcie zmienić wartość, jaką przypisuje się terminowi „literatura kobieca”. Bo gdyby nie nasze pierwsze skojarzenia z lichymi powieściami pocieszycielsko-rozlewiskow0-owocowymi, mogłabym śmiało napisać, że to przykład doskonałej prozy kobiecej (takiej spod znaku Helbig, Iwasiów, Tokarczuk, Tulli) i postawić tu kropkę. Ale ponieważ w Polsce „literatura kobieca” ma określoną opinię, to staramy się jej nie używać w odniesieniu do tych autorek, których nazwiska podaję w nawiasie powyżej, by nie zrobić im krzywdy, nie umniejszyć ich wartości i nie odstraszyć od niech czytelników. Potem wyjmuję jedzenie i whisky. Niektórzy mówią, że piją tylko w towarzystwie. Ze mną jest odwrotnie, whisky najchętniej piję w samotności. Dość dawno zaczęłam to wszystko pisać. Zbiorę jakieś wspomnienia, pomyślałam wtedy. Będę miała nieco jasności. Nie żyją. Teraz myślę o nich głównie ciepło. Jakbyśmy z czasem stali się rówieśnikami. 

    Agneta Pleijel, Wróżba

    Katakter 2016
    Przekł. Justyna Czechowska
  • 3 i pół powodu, żeby przeczytać debiut Marty Masady

    Marta Masada, Święto trąbek
    W.A.B 2016
     
     1. Bo Święto trąbek to opowieść o kobiecie, która jest uniwersalnym bohaterem, przeżywającym dylematy typowe dla współczesności. Płeć głównej bohaterki, która stanowi ważny temat tej powieści, jednocześnie jest mało istotna – bo Zula Pogorzelska nie ma problemu ze swoją kobiecością, ale tożsamością, rodziną, kształtem wszechświata. To nie jest powieść o zakompleksionej singielce, która pragnie męża i dzieci. To historia kobiety-człowieka.
     
    2. Bo to powieść osadzona we współczesności, ale sięgająca do wojennej przeszłości. Punktem wyjścia nie jest jednak wspomnienie, przypominanie zdarzeń. Masada wprowadza wątki Holocaustowe w fabułę, której spora część rozgrywa się w knajpach, kawiarniach. Jej bohaterka jednocześnie od przeszłości ucieka i jej szuka, próbuje są odkryć, ale też się od niej odciąć. Dziewczyna, wychowywana przez ocalałego z obozu dziadka, wie, że korzenie jej tożsamości sięgają II wojny, ale jednocześnie ona sama funkcjonuje w nowoczesnym świecie, gdzie duchy mieszają się z dźwiękiem klaksonów i stroboskopowym światłem.
     
    3. Bo to szalenie świeże (na polskim rynku) spojrzenie na warunki życia w Izraelu, na przyzwyczajenia i sposób myślenia Żydów. To także surowy osąd polskich stereotypów, które każą nam w Żydach widzieć przede wszystkim ofiary Holocaustu.
    3,5:
    I ostatnie pół powodu, a właściwie jeden z najważniejszych kluczy do tej powieści: momenty.
    Masada pisze mnóstwo o seksie, seksie bezpruderyjnym, destrukcyjnym i ocalającym. Wbrew temu jednak, co niektórzy krytycy sądzą na temat Święta trąbek, w powieściowym seksie nie wyraża się histeria głównej bohaterki i jej niedojrzałość. To jest jej sposób na percypowanie świat i jednoczesne konfrontowanie się z nim. Masada dość przewrotnie oskarża tu patriarchalne społeczeństwo: uczyniliście z kobiety przedmiot seksualny, to teraz macie. Jej bohaterka stanowi paradoksalne połączenie Kazi Wąsowskiej i Izabeli Łęckiej – za pomocą seksu zabija nudę, zdobywa władzę, szuka bliskości, buduje siebie. Jest jednocześnie zimna i gorąca:
     
    W sumie nie ma dla mnie żadnego znaczenia, czy to teatrzyk, czy nie – i tak wiem, że za chwilę koncertowo się puszczę. Nieważne, w jakim przedstawieniu – moja rola jest już dawno przydzielona. 
  • Mistrz i uczennica

    Ida Linde, Jeśli o tobie zapomnę, stanę się kimś innym
    Lokator 2015
    tłumaczenie: Justyna Czechowska, ilustracje: Zosia Dzierżawska

    Ty cholerny zasrany skurwielu nienawidzę cię nie możesz wracaj wracaj wracaj – woła młoda kobieta w ostatniej scenie powieści Idy Linde. Nie chodzi tu jednak o przemoc domową, ani o toksyczny związek miłosny, ale o niezgodę na śmierć, o gniew i bunt. Lisie Oczko odkrywa, że zmarł jej dziadek i wykonuje całą serię czynności codziennych – nastawia zegar, zmienia baterie w czujniku alarmu przeciwpożarowego, zakłada gruby sweter, wychodzi na dwór, zapala mentolowego (dziadkowego) papierosa i dopiero wtedy wydobywa się z niej ten potworny krzyk.
     
    Ida Linde, podobnie jak Torgny Lindgren, pisze o życiu i śmierci, o bliskim związku między nimi oraz o tym, że w gruncie rzeczy dzieli je przepaść. W jej lirycznej powieści bohaterką jest przebywająca na wsi dziewczynka, która spędza czas na łonie natury, bawi się w gospodarstwie dziadków, uczy się (od dziadka) pływania, gry na pianinie, utrzymania czystości w domu. Gdy dorośnie, musi sobie poradzić z jego chorobą i śmiercią. Ten krótki opis streszcza nie tylko fabułę, ale i określa warstwę realistyczną, bo to, co tutaj najważniejsze dokonuje się na zupełnie innym poziomie. Jedynym znakiem współczesności są mentolowe papierosy i alarm przeciwpożarowy, bo cała opowieść osadzona jest poza czasem. Kontekst, epoka nie mają tu żadnego znaczenia, a autorce zależy na przedstawieniu pewnych uniwersalnych prawidłowości, prawdy uczuć. Na relację dziecko – dziadek nakłada się tu szereg różnic: dzieli ich płeć, wiedza o świecie, doświadczenie, niezależność. Ona jest niczym zwierzątko – trochę nieufna, dzika, nieujarzmiona, ale też bezbronna, skłonna do zabawy, gotowa na zdobywanie wiedzy o świecie. Dziadek z kolei to wcielenie postaci starego mędrca, nauczyciela – groźnego, czasem niecierpliwego, lecz zawsze sprawiedliwego. Dziewczynka wychowuje się w świecie przyrody i fantazji, w świecie gęstym od znaczeń, w którym to dziadek jest przewodnikiem, ona zaś wigorem, radością na nowo pokazuje mu otoczenie. Linde na swój sposób opowiada archetypową historię o wchodzeniu w świat – nie jest to bowiem historia męska, nie rozgrywa się między nauczycielem i uczniem, a między nauczycielem i uczennicą, która ma inne niż chłopiec potrzeby, inaczej się rozwija,  dostarcza też innych wzruszeń starzejącemu się człowiekowi. Jej fizyczność to miejsce niepewne, dojrzewanie przesuwa granicę bliskości, wprowadza tematu tabu – noc, kiedy Larsson dostaje pierwszej miesiączki, to czas samotności:
     
    Nadyma brzuch i zaraz go wciąga. Ciało nie chce spać, dalej boli. Otwiera okno, dostaje gęsiej skórki, brodawki sztywnieją do bólu. Przykrywa piersi rękami i nasłuchuje nocnych zwierząt. On woła ze swojego pokoju, przestań łazić jak nieszczęśnik, tylko się połóż (…).
     
    Życie to doświadczenie ciała, doznanie przede wszystkim fizyczne – cała seria smaków, zapachów, przeżywanie ciepła i zimna, zanurzanie się w lodowatym jeziorze, bezsenność. Muzyka także jest doświadczeniem ciała, dziewczynka gra i śpiewa, po to, by usłyszeć różne brzmienia, hałas, by wyrazić radość. Jednocześnie zaś tuż obok życia czai się śmierć – najpierw umiera ze starości koń, potem trzeba zabić psa, żeby skrócić jego mękę. Później umiera babcia i zegar po raz pierwszy się zatrzymuje, w końcu zaś umiera dziadek – pomimo najczulszej opieki. Linde rejestruje ewolucję relacji bohaterów: najpierw to dziadek prowadzi ją przez świat, później następuje odwrócenie kierunku: to dziewczyna musi otoczyć go opieką, pomóc w czynnościach domowych, w jakiś przedziwny sposób pomóc mu wejść w śmierć (to najmocniejszy, najlepiej poprowadzony wątek). Ta ich relacja – w perspektywie Linde – jest symetryczna, oboje swoimi działaniami wpisują się w cykl życia, spełniają równie ważne obowiązki. Ten rytm życia jest naturalny, przełamuje go dopiero rozpacz po śmierci dziadka, samotność, bo nie ma w domu już nikogo, na kim można by się oprzeć.
    Jeśli o tobie zapomnę, stanę się kimś innym ma niecałe 80 stron, operuje surowym, prostym stylem, dalekim od wielomówstwa polszczyzny, a jednocześnie zawiera niezwykle sensualny i bogaty opis świata, nie cofa się przed głębią emocjonalną. Największy dramat (rozpacz dziadka po śmierci żony) i największą radość (dziecięca zabawa w awarię samolotu wśród drzew) Linde wyraża tu za pomocą krótkich dialogowych scen, które właśnie przez oszczędny język wydają się bardziej sugestywne.
     
    Świetna, paraboliczna opowieść o życiu i śmierci, o dorastaniu i o bólu rozstania, o radości z życia i fizyczności ubierania. 

     

    Jeśli kogoś interesuje nie tylko sama książka, ale też to, na jak wiele sposobów można chwytać literaturę, zachęcam do lektury innych recenzji z książki Linde. Rozmawialiśmy o niej w programie „Koło kultury” w Radiu Kraków z Jarosławem Czechowiczem (tu tekst i Marcinem Wilkiem (tu tekst). Ale każde z nas zobaczyło w niej coś zupełnie innego.