Janusz Anderman, Fotografie

Janusz Anderman powszechnie uważany jest za jednego z najlepszych twórców literatury stanu wojennego i lat 80., a także jednego z najważniejszych pisarzy pokolenia powojennego. W ostatnim czasie wydał kilka tomów felietonów w cyklu Fotografie. Fotografie, grupujące teksty drukowane przez Andermana w „Gazecie Wyborczej”, należą do popularnego ostatnio gatunku utworów autobiograficznych z historią w tle. PRL jako pewna formacja kulturowa w literaturze polskiej ostatnich lat przywoływany jest najczęściej właśnie poprzez biografię, dla Andermana jednak miniony system nie jest pretekstem do rozważań o własnym życiu. Pisarz stosuje raczej mechanizm odwrotny – to jego biografia zdaje się tłem dla dziejów. to przemiany systemu wysuwają się na plan pierwszy, spychając młodość i lata studenckie bohatera na dalszy plan.

Fotografie wpisują się w nurt opowiadania o straszno-śmiesznym PRL-u, do którego należą też teksty Jerzego Pilcha czy Janusza Głowackiego. Anderman, podobnie jak oni, ucieka od narracji uogólniającej, opowiadania o historii pisanej wielką literą, choć w taką właśnie przede wszystkim był uwikłany. Sięga raczej po miniaturę, zwraca się ku historii prywatnej, którą – jak większość nowoczesnych pamiętnikarzy i diarystów – przeciwstawia prawdzie ogółu.

Wielkie wydarzenia nie wyznaczają biegu życia bohatera, i choć Fotografie rozpoczynają się w 1956 roku, przy szosie, którą na Warszawę z zachodniej granicy pędzą radzieckie czołgi, to owa historia jest jedynie okazją do wprowadzenia na scenę siebie jako bohatera dziecięcego, pretekstem, by kilkuletniego chłopca umieścić w narracji literackiej. Finał tej historii, jak często u Andermana, jest antyromantyczny i antybohaterski, za to podszyty śmiechem: matka woła syna proszącego Rosjan o medale:

 
Józiek, ty skurwesynu, jak cie złapie, to cie rozerwe na dwa!!

Biografia Andermana, wyłaniająca się z „Fotografii”, to właściwie typowy żywot inteligenta – obciążony niewłaściwym pochodzeniem, związany ze środowiskiem kulturalnym nieustannie nękanym zapisami cenzury, stoi na straconej pozycji, na samym dole hierarchii społecznej. Pada ofiarą powszechnej nienawiści – komunistyczna niechęć do rodzinnych tradycji niepodległościowych nakłada się tu na niechęć robotniczego społeczeństwa do inteligencji i nienawiść ludu pracującego miast i wsi do artystów-niebieskich ptaków:
 
Wyszliśmy w poranny upał, artyści z Piwnicy pod Baranami wyglądali wśród tych pokrytych liszajem epoki murów jak egzotyczne ptaki i gdy już chcieliśmy ruszyć przed siebie, w drzwiach stanęła olbrzymia, dwumetrowa milicjantka i patrząc na nas, mówiła jakby do siebie, spokojnie i beznamiętnie: gnoje, śmiecie, jakby mnie tak dali tego karabina maszynowego, postawili was pod mur i powiedzieli mnie: strzelaj do tych gnojów kurewskich, to ja bym do was z tego karabina maszynowego, do was, gnoje, seriami, seriami, seriami…

Anderman konstruuje własną biografię na styku wielu środowisk – literackiego Krakowa i Warszawy, filmowej śmietanki i polskiej prowincji. Pokazuje swoją obcość jako człowieka uwięzionego w systemie: inteligenta zmuszanego do odbywania służby wojskowej, pisarza broniącego się przed pochwyceniem przez komunistyczne struktury dążące do rejestracji i organizacji w sztywnych ramach wszystkich typów działalności. Jednocześnie jednak widzimy w jego działaniu rozpacz człowieka, który nie może żyć w tym „wesołym baraku”, dusi się w nim, ale zarazem nie chce też z niego wyjechać, ponieważ odczuwa więź łączącą go ze społeczeństwem.
 
Wielkie wydarzenia historii dotykają bohatera bezpośrednio dopiero w wieku młodzieńczym. Jego dzieciństwo zaś opiera się na doświadczeniu codzienności, na doznaniu PRL-u zakamuflowanego, jeszcze nieokreślonego i niezdefiniowanego: ojciec nie chce się rozwieść, choć partia próbuje go do tego zmusić, bo jego żona ma krewnych z „przeszłością”. W rezultacie stary Anderman traci intratne stanowisko i musi szukać sposobów na zapewnienie utrzymania czteroosobowej rodziny. Wymyśla coraz nowsze genialne interesy: najpierw próbuje założyć hodowlę prosiąt, później zastanawia się nad eksportem raków, zakłada hodowlę nutrii (ale nie jest w stanie zabić ani jednej i zwierzęta żyją w ogrodzie i łaszą się do niego), a w końcu ryb. Młody Anderman zajęty jest rozwijaniem swoich pasji – sportem, fotografią, filmem. W świecie prowincjonalnych Kielc nie ma jeszcze miejsca na zło systemu, jest za to próba uporządkowania świata ogarniętego absurdem. Czytając zapiski Andermana, należy jednak pamiętać, że nie jest to proza nostalgiczna – nie znajdziemy bowiem u niego pragnienia powrotu do okresu młodości, tęsknoty za utraconym czasem i wiekiem, w którym wszystko jeszcze było możliwe. Przeciwnie – autor rzutuje na tamtą fazę życia poczucie obcości, które towarzyszy mu w trakcie pisania i które pojawiło się w chwili symbolicznego, dorosłego wyjścia w świat.

W Fotografiach, tak jak na zdjęciach, przewija się całe spectrum postaci – obok przedstawicieli inteligencji, pisarzy i aktorów, pojawiają się reprezentanci władzy, ale również biedota miejska i partyjny proletariat. Anderman, żyjący na styku wielu środowisk, przywołuje wszystkie te osoby, miesza konwencje przedstawiania. Opisuje jedną z pierwszych prac, jakie wykonywał: mycie szyb samochodów na stacji benzynowej w latach 70. Pewnego dnia z auta wysunęła się dłoń w skórzanej rękawiczce i podarowała mu gruby banknot za jakże prozaiczną usługę. Właścicielem owej ręki był wieczny premier Cyrankiewicz, a za jego gestem nie stała hojność, lecz prawdopodobnie nieznajomość siły nabywczej złotówki. 


Groteska, ucieczka w absurd to sposoby Andermana na unikanie tragizmu i patosu, którymi podszyte są losy demokratycznej opozycji w komunistycznym kraju. Dylematy i społeczna sytuacja artysty zostają tu wzięte w cudzysłów, bo Anderman nie chce pisać historii opozycyjnej działalności literatów. W jego fragmentarycznej narracji pojawiają się pisma „Student” i „NaGłos”, kabarety Piwnica pod Baranami i Salon Niezależnych, Adam Michnik, Adam Zagajewski i Ireneusz Iredyński (z zapamiętaniem powtarzający „kulwa, kulwa”). Andrzej Wajda pojawia się na stronach Fotografii jako autor pracy malarskiej, za którą Agata Passent dostała z plastyki dostateczny, a Stanisław Grochowiak jako pijak pakujący się do ubeckiego wozu, pomyliwszy go z taksówką. Pilch jest tu jeszcze tylko młodym literatem, który dorabia, prowadząc galerię Andrzeja Mleczki. Sam Anderman jest sekretarzem w redakcji „Studenta” i w czasie zebrania zobowiązany jest do przyniesienia piętnastu butelek wódki.
 
Andermana nie interesuje spojrzenie uogólniające, oceniające wielkie całości jak naród czy społeczeństwo nie próbuje ogarniać czy porządkować historii. Anderman skupia się na losach poszczególnych, wyjątkowych, ale też typowych, pragnie przybliżyć współczesnemu czytelnikowi nie tylko tamte historie, ale też tamten sposób myślenia. Nie wykonuje pracy historyka, lecz pisarza – poprzez własne świadectwo przywołuje wartości minionej epoki.

Comments

Komentarzy