Wiem, że dzisiaj świętujemy rocznicę. Ale im więcej czytam o historii PRL-u, im więcej reporterskich tekstów, tym mniej to święto wydaje mi się radosne (z innych powodów niż podaje TVP).

To właśnie wtedy umacnia się mit kobiety jako „istoty rodzinnej”. To działacze Solidarności w ciągu kilku lat po objęciu władzy uznają, że wyjście poza kobiece obowiązki domowe to dowód na przemoc systemu. Kobieta zaś musi dokonać wyboru, nie może bowiem – jak mężczyzna – mieć rodziny i działać w opozycji – tak pokazują dzisiaj serie portretów „dziewczyn”:
„Miała wyrzuty sumienia, że zaniedbuje rodzinę”.
„Po wyjściu z więzienia na kilka lat Elżbieta zawiesiła działalność. Urodziła trzecie dziecko i całkowicie poświęciła się rodzinie i pracy zawodowej”.
„Do pełnego zaangażowania się w Solidarność nie było powrotu. Miałam dwójkę małych dzieci i obowiązki matki”.
„Z założenia najbardziej aktywne były starsze kobiety, te, które już odchowały dzieci i których ewentualne uwięzienie nie było tak groźne, jak tych, na które czekały w domu pociechy”.

Na zdjęciu dwie potwornie złe książki i jedna dobra, stanowiąca wyjątek – Ewy Kondratowicz.

Comments

Komentarzy