Wojciech Chmielarz, Przejęcie
Czarne 2014
Lubię Chmielarza, a lektura jego kolejnych książek umacnia mnie w przekonaniu, że to jest autor najlepszych polskich kryminałów współczesnych, który potrafi stworzyć świetną, autentyczną, realistyczną i mocno osadzoną w warunkach polskich intrygę, unika też błędów innych pisarzy. Dużo lepszy niż Miłoszewski i Bonda – ma więcej poczucia humoru, jest też ostrzejszy, lepiej spina intrygę, potrafi dłużej niż oni zwodzić czytelnika.  

Przejęcie rozgrywa się w ciągu kilku dni, w cieniu walki o krzyż na Krakowskim Przedmieściu. W Warszawie pojawiają się dwa trupy, lecz akcja sięga sprawy sprzed lat, ma swoje źródło (o którym nie wie komisarz Mortka) w przemycie kokainy, jakiego dokonała grupa polskich turystów wracających z Kuby. Mortce udaje się znaleźć winnego morderstwa, ale nie odkrywa całego systemu powiązań, który tkwił za zabójstwami. Na tym jednak właśnie polega wartość powieści Chmielarza – potrafi skonstruować skomplikowaną intrygę, którą odkrywa się stopniowo i która nigdy do końca wyjaśniona nie zostaje. Nie ma nadzwyczajnych zbiegów okoliczności, żadnych postaci wyjawiających wielką tajemnicę, zeznań świadków koronnych, rozwiązujących sprawę zamiast policji, nie ma też profilerów i ekip dochodzeniowych.

Na Mortkę spadają trzy różne dochodzenia – przejmuje od Kochana śledztwo w sprawie zbyt podobnych samobójstw młodych kobiet, szuka mordercy, który przewiesił przez most na Wiśle ciało współwłaściciela rokującej spółki, wreszcie współpracuje z innym wydziałem w sprawie nagłego zwiększenia obecności na polskich rynku wysokowartościowej kokainy. Te trzy różne śledztwa uzupełniają się i przelatają, bezpośrednim zaś momentem, który popycha Mortkę ku rozwiązaniu jego najważniejszej sprawy jest rozmowa policjantów na temat znaczenia hasła z opakowania batonika: „może zawierać śladowe ilości orzechów”.  

Sekundujemy Mortce, choć to ciągle bohater antypatyczny, w tej części zaś obarczony równie niemiłą koleżanką – aspirant Annę Suchocką, Suchą, którą wszyscy koledzy z wydziału podejrzewają o skłonności homoseksualne lub inne (sic!) zaburzenia. Sucha zajmuje miejsce Kochana, poprzedniego kolegi po fachu Mortki, który w tym tomie uwikłany zostaje w świetnie skonstruowany wątek kryminalno-obyczajowy. Przejęcie zaczyna się tuż po zakończeniu Farmy lalek, gdy policjant nie rozwiązał jeszcze swoich problemów osobistych, zmaga się z podejrzeniem HIV i konsekwencjami rozwodu, rejestruje się na forum rozwodników, szuka pocieszenia, ale też udziela porad. Te słabości, wątpliwości i lęki czynią go bliższym, ocieplają tę postać.

W każdej powieści Chmielarz wybiera trochę inne środowisko, portretuje inną grupę społeczną. Tym razem obrywa się Warszawce, młodym przedstawicielom klasy średniej, skupionych na karierze i budowaniu wizerunku. Autor pokazuje tę grupę jako homofobiczną, zakłamaną, egoistyczną, zamożną, ale stale poszukującą łatwych pieniędzy, zysku, okazji (genialna scena płacenia dziewczynie za seks – szef dużej firmy każe jej podpisać kilka umów na dokonanie przekładów z języka szwedzkiego i wpuszcza w koszty przedsiębiorstwa pozycję na pieska i seks analny). Chmielarz ustawia biednego, sfrustrowanego zarobkami Mortkę w pozycji krytyka tej grupy. Jego niższy status społeczny pozwalają uwypuklić snobizm, nadmiar dóbr, skłonność do przemocy, brak pewności siebie, jaka kryje się za drogimi garniturami i dwupoziomowymi apartamentami. Nie jest to jednak wątek nachalny, ale świetnie zarysowany, satyryczny, ostry.

Choć poprzednie jego książki pokazują, że rozwiązanie wątku kryminalnego zawsze jest zaskakujące i należy szukać nieoczywistych przyczyn, to jednak Przejęcie zaskakuje nawet uzbrojonego, czujnego lektora.  

Nie mogę przekonać się do Miłoszewskiego, nie znoszę Bondy. Natomiast Chmielarz podbił moje serce odporne na intrygi kryminalne, uwiódł mnie swoich bohaterem, rozbawił nudą polskiej prowincji i polskich miast. Szczerze go polecam, zwłaszcza tym, którzy uważają, ze na kryminał żal czasu. 

Comments

Komentarzy