Sławomir Mrożek, Baltazar. Autobiografia
Noir sur Blanc 2006
 
 

Sławomir Mrożek nazwał Baltazara swoją najprawdziwszą, najszczerszą powieścią. Takie wyznanie ucina wszelkie dyskusje na temat szczerości, jakie pojawiają się zawsze po opublikowaniu autobiografii. Od czasu J. J. Rousseau wiemy przecież, że pragnienie wykreowania własnego wizerunku jest silniejsze niż miłość do prawdy.

 
Źródłem Baltazara nie było jednak pragnienie podsumowanie własnych losów, opowiedzenie czytelnikom w Polsce o życiu pisarza we Francji, Włoszech, Stanach Zjednoczonych czy Meksyku. Mrożek napisał autobiografię, by odzyskać własną pamięć, by zrekonstruować własną biografię utraconą w wyniku afazji. Choroba ta, której potworne konsekwencje autor przytacza w chłodnym wyliczeniu, zabrała mu zarówno sprawność fizyczną, jak i umiejętność mówienia i pisania, a także znajomość języków obcych. Wypadek sprawił, że dylematy towarzyszące mu przez całe życie straciły znaczenie – język polski stał się jego jedynym językiem, rodzajem ojczyzny, którą wcześniej kwestionował i podważał, teraz zaś został na nią skazany. Autor przyrównuje afazję do nieudanego samobójstwa, dodając jednocześnie, że Sławomir Mrożek sprzed choroby nie istnieje, a jego miejsce zajął ktoś inny.
 
Autobiografia ta, o której Marta Wyka pisze, że niepostrzeżenie przekształca się z powieści inicjacyjnej w edukacyjną, operuje konwencją Bildungsroman na dwóch poziomach: Mrożek opowiada swoją młodość, przedstawia motywy, które doprowadziły go do podjęcia najważniejszych życiowych decyzji, ale mówi zarazem o odzyskiwaniu umiejętności posługiwania się językiem, o wydobywaniu wspomnień z pamięci objętej chorobą, o konstruowaniu na nowo wrażeń z młodości. Proces edukacyjny dotyczy tu więc zarówno Mrożka młodzieńca, jak i Mrożka starca.

Baltazar przełamuje konwencję autobiograficzną również pod względem ograniczenia sfery towarzysko-obyczajowej oraz odejścia od autointerpretacji. Mrożek nie opowiada o genezie swoich utworów, nie komentuje ich, nie powtarza anegdot środowiskowych, amputuje wspomnieniowe plotki i relacje o życiu literackim. Skupia się raczej na zdarzeniach społecznych i swoim do nich stosunku.
Kredyt zaufania, jaki jego pokolenie (i on sam) dało nowej władzy, poddanie się urokowi haseł odbudowy, stanowią główną kwestię intelektualnych rozważań pisarza. Dokonuje on z niemal chirurgiczną precyzją rozbioru swojej świadomości z przełomu lat 40. i 50. – szuka w biografii własnej i zbiorowej klucza do wyjaśnienia przyczyn poparcia nowej władzy. Cytuje swoją wypowiedź z 1987 roku:
 
Mając lat dwadzieścia, byłem gotowy do przyjęcia każdej propozycji ideologicznej bez zaglądania jej w zęby, byle tylko była rewolucyjna. A to dlatego, że byłem już gotów do mojej własnej, prywatnej rewolucji. Mistrzowie doskonale o tym wiedzieli. Manipulowanie młodością należało do ich rutyny (…). Z takich jak ja rekrutowano kiedyś zarówno do Hitlerjugend, jak i do Komsomołu (…). Sfrustrowani, niepotrzebni i zbuntowani młodzieńcy są obecni w każdym pokoleniu, a to, co ze swoim buntem zrobią, zależy tylko od okoliczności.
 
Czy Mrożek w ten sposób stara się usprawiedliwić własną łatwowierność? Czy uznaje swoją winę za część winy pokoleniowej, widząc w niej tym samym rodzaj tragizmu unoszącego się nad rocznikami 30.? Nie. A przecież łatwo byłoby wykorzystać motyw „złego urodzenia” pokolenia 1930, o którym pisze Kazimierz Dziewanowski:
 
Urodziło się w 1930, lecz jego prawdziwą kolebką była klęska roku trzydziestego dziewiątego, owo poczucie bezradności, ta trucizna, która spowodowała cherlawy rozwój, krzywicę psychiczną (…).
 
Celem Mrożka jest raczej pokazanie czytelnikowi różnych dróg, niekiedy zupełnie sprzecznych, które prowadzą wszakże do tych samych celów, wielości historii prywatnych, które w sumie układają się w społeczne poparcie dla nowej władzy. Motywy postępowania samego Mrożka są najlepszym przykładem tej tezy – zapisuje się do partii bardziej z powodu zdrady kobiety niż z pragnienia wsparcia nowego systemu dążącego do oświecenia społeczeństwa. Także zupełnie prywatne spotkanie zapoczątkuje ciąg przewartościowań, które zakończą się wyjazdem z PRL-u. W czasie wakacji w 1953 roku spotyka na wczasach księgowego ze Śląska, który w czasie wojny służył w Wehrmachcie – jego obecność obala prosty podział społeczny na robotników i chłopów oraz wrogów klasowych. Mrożek rezygnuje z pracy w redakcji „Dziennika Polskiego” nie z powodu rozpoznania fałszu prasy (bo to stało się wcześniej), lecz dlatego, że polska reprezentacja, w skład której wchodził, w czasie Światowego Festiwalu Młodzieży została wyśmiana.

Widzimy tu więc bardzo surową ocenę PRL-u, daleką od mitologizowania czy nostalgicznej reprezentacji. Mrożek, zawsze niechętny wobec wzniosłości, także w autobiografii unika patetycznych kategorii. Przeszłość jest obca, podobnie jak obca wydaje się teraźniejszość. Wystąpienie Mrożka przeciw PRL-owi nie wynika jednak z pragnienia przywrócenia historycznej ciągłości, zasypania przepaści. Jest raczej próbą odkrycia społecznej, zbiorowej afazji realizującej się w przyzwoleniu na kłamstwo, w bagatelizowaniu systemu. Mrożek bowiem pochwala podejrzliwość i nieufność wobec przeszłości:

 
I tak PZPR zniknęła z mojego życia. Ale przypomniały mi o niej… i tu niespodzianka – Stany Zjednoczone Ameryki. Kiedy już po wszystkich perypetiach, po azylu we Francji i jakiś czas po wymianie paszportu uchodźcy na normalny paszport francuski postanowiłem pojechać do Ameryki, przekonałem się ze zdziwieniem, że muszę uzyskać specjalne zezwolenie na wjazd. Nic nie pomogło, nawet interwencja w ambasadzie USA w Paryżu. Przynależność do totalitarnej partii pozostała ze mną na zawsze, pomimo że z niej wystąpiłem. Nawet syfilis i gruźlica są wybaczalne, to znaczy można się z nich wyleczyć, ale przynależność do partii socjalistycznej – nie. I wbrew temu, co można by oczekiwać ode mnie – bardzo mi się to spodobało.

Comments

Komentarzy