Sylwia Siedlecka, Szczeniaki
W.A.B 2010
Książka debiutanta dla krytyka zawsze jest niewygodna: wiąże się z największym ryzykiem w ocenie, nadmiernym optymizmem lub zbytnią nieufnością, oznacza wróżenie na przyszłość, projektowanie drogi twórczej, którą autor może z powodzeniem ominąć. W przypadku Siedleckiej warto jednak zaryzykować i dać jej kredyt zaufania.
Szczeniaki to zbiór opowiadań, ale zarazem bardzo wyraźny i spójny projekt – wszystkie teksty łączy bowiem tu nadrealizm i sposób konstrukcji postaci. Nie są to jednak, jak mogłoby się wydawać, utwory „poetyckie” w nastroju, bo Siedlecka potrafi przefiltrować przez swoją wrażliwość wątki z popkultury i to w jej najlepszym wydaniu. Zasłona opowiadająca o honorowym krwiodawcy, odczuwającym niezwykłą potrzebę uczynienia czegoś złego to nawiązanie do książki Kinga To. Gdyby szukać dla Siedleckiej antenatów, to byłby to z pewnością Schulz, ale taki „przerobiony” już przez Sieniewicza.
Wszystkie postacie w Szczeniakachto ludzie w jakiś sposób gorsi, niekompletni (lub egzystujący w nadmiarze – jak bracia syjamscy w Wodnym motylu), okaleczeni, nienormalni – bohater Zasłonyprodukuje nadmiar krwi,  dziewczynka z Baletnicy pozbawiona jest stopy, chłopiec z Hotelu Barcelona to pokraka, której wstydzą się rodzice, galerię uzupełnia jeszcze tytułowa postać z Czerwonego karła. Nie oznacza to wcale, że Siedlecka podąża w stronę groteski, epatuje tym, co szkaradne. Nie, stara się raczej pokazać świat w całej jego niedoskonałości, której główną cechą jest sensualność, cielesność. To właśnie dotykalność, zmysłowość i konkretność jej świata przedstawionego stanowi moim zdaniem największą wartość tomu: począwszy od równej blizny na plecach Benjamina z Wodnego motyla, na bliźnie nad wargą Miriam z opowiadania Blizna kończąc. Bohaterami Szczeniaków są Inni – zdeformowane dzieci, chorzy, pijacy, prostytutki, cała parada wyrzutków społecznych, ludzi stojących zawsze poza nawiasem i z boku. Siedlecka potrafi pochylić się nad swymi postaciami ze współczuciem, ale bez czułostkowości. Czyni je osią, wokół której toczą się historie, wplata te  wybrakowane twory w intrygujące, krótkie fabuły, obudowuje znaczeniami. Jej domeną jest smutek, pełno to stworzeń martwych, (ciekawa prawidłowość: wszystkie zwierzątka domowe jej bohaterów zdychają lub giną), biedy, tragicznego śmiechu, nawet cyrk w Czerwonym karle żyje tylko wspomnieniem swojej dawnej świetności. Dobrymi duchami tego świata są pielęgniarki i opiekunki (Gips, Last minute, Hotel Barcelona), jednak ich obecność ma w sobie coś perwersyjnego, pomoc zaś nie wynika z miłości do bliźniego, lecz jest przejawem jakiejś osobistej dysfunkcji, stanowi rewers okrucieństwa.
Debiutanci uciekają przeważnie w anegdotę, historię dla samej historii, lub pretensjonalność, uogólnienie, próbują od razu i za jednym zamachem opowiedzieć o wszystkim, zawrzeć siebie w jednej książce. Siedlecka tego nie robi, przeciwnie – ze spokojem, stopniowo konstruuje swój świat, skupia się na detalu: pestkach po wiśniach, zamachu wódki i potu, brudzie za paznokciami górnika. Wydaje się, że Szczeniakisą efektem nie tylko namysłu, ale też poważnej pracy pisarskiej. Są po prostu dobre. 

Comments

Komentarzy