Ida Linde, Jeśli o tobie zapomnę, stanę się kimś innym
Lokator 2015
tłumaczenie: Justyna Czechowska, ilustracje: Zosia Dzierżawska

Ty cholerny zasrany skurwielu nienawidzę cię nie możesz wracaj wracaj wracaj – woła młoda kobieta w ostatniej scenie powieści Idy Linde. Nie chodzi tu jednak o przemoc domową, ani o toksyczny związek miłosny, ale o niezgodę na śmierć, o gniew i bunt. Lisie Oczko odkrywa, że zmarł jej dziadek i wykonuje całą serię czynności codziennych – nastawia zegar, zmienia baterie w czujniku alarmu przeciwpożarowego, zakłada gruby sweter, wychodzi na dwór, zapala mentolowego (dziadkowego) papierosa i dopiero wtedy wydobywa się z niej ten potworny krzyk.
 
Ida Linde, podobnie jak Torgny Lindgren, pisze o życiu i śmierci, o bliskim związku między nimi oraz o tym, że w gruncie rzeczy dzieli je przepaść. W jej lirycznej powieści bohaterką jest przebywająca na wsi dziewczynka, która spędza czas na łonie natury, bawi się w gospodarstwie dziadków, uczy się (od dziadka) pływania, gry na pianinie, utrzymania czystości w domu. Gdy dorośnie, musi sobie poradzić z jego chorobą i śmiercią. Ten krótki opis streszcza nie tylko fabułę, ale i określa warstwę realistyczną, bo to, co tutaj najważniejsze dokonuje się na zupełnie innym poziomie. Jedynym znakiem współczesności są mentolowe papierosy i alarm przeciwpożarowy, bo cała opowieść osadzona jest poza czasem. Kontekst, epoka nie mają tu żadnego znaczenia, a autorce zależy na przedstawieniu pewnych uniwersalnych prawidłowości, prawdy uczuć. Na relację dziecko – dziadek nakłada się tu szereg różnic: dzieli ich płeć, wiedza o świecie, doświadczenie, niezależność. Ona jest niczym zwierzątko – trochę nieufna, dzika, nieujarzmiona, ale też bezbronna, skłonna do zabawy, gotowa na zdobywanie wiedzy o świecie. Dziadek z kolei to wcielenie postaci starego mędrca, nauczyciela – groźnego, czasem niecierpliwego, lecz zawsze sprawiedliwego. Dziewczynka wychowuje się w świecie przyrody i fantazji, w świecie gęstym od znaczeń, w którym to dziadek jest przewodnikiem, ona zaś wigorem, radością na nowo pokazuje mu otoczenie. Linde na swój sposób opowiada archetypową historię o wchodzeniu w świat – nie jest to bowiem historia męska, nie rozgrywa się między nauczycielem i uczniem, a między nauczycielem i uczennicą, która ma inne niż chłopiec potrzeby, inaczej się rozwija,  dostarcza też innych wzruszeń starzejącemu się człowiekowi. Jej fizyczność to miejsce niepewne, dojrzewanie przesuwa granicę bliskości, wprowadza tematu tabu – noc, kiedy Larsson dostaje pierwszej miesiączki, to czas samotności:
 
Nadyma brzuch i zaraz go wciąga. Ciało nie chce spać, dalej boli. Otwiera okno, dostaje gęsiej skórki, brodawki sztywnieją do bólu. Przykrywa piersi rękami i nasłuchuje nocnych zwierząt. On woła ze swojego pokoju, przestań łazić jak nieszczęśnik, tylko się połóż (…).
 
Życie to doświadczenie ciała, doznanie przede wszystkim fizyczne – cała seria smaków, zapachów, przeżywanie ciepła i zimna, zanurzanie się w lodowatym jeziorze, bezsenność. Muzyka także jest doświadczeniem ciała, dziewczynka gra i śpiewa, po to, by usłyszeć różne brzmienia, hałas, by wyrazić radość. Jednocześnie zaś tuż obok życia czai się śmierć – najpierw umiera ze starości koń, potem trzeba zabić psa, żeby skrócić jego mękę. Później umiera babcia i zegar po raz pierwszy się zatrzymuje, w końcu zaś umiera dziadek – pomimo najczulszej opieki. Linde rejestruje ewolucję relacji bohaterów: najpierw to dziadek prowadzi ją przez świat, później następuje odwrócenie kierunku: to dziewczyna musi otoczyć go opieką, pomóc w czynnościach domowych, w jakiś przedziwny sposób pomóc mu wejść w śmierć (to najmocniejszy, najlepiej poprowadzony wątek). Ta ich relacja – w perspektywie Linde – jest symetryczna, oboje swoimi działaniami wpisują się w cykl życia, spełniają równie ważne obowiązki. Ten rytm życia jest naturalny, przełamuje go dopiero rozpacz po śmierci dziadka, samotność, bo nie ma w domu już nikogo, na kim można by się oprzeć.
Jeśli o tobie zapomnę, stanę się kimś innym ma niecałe 80 stron, operuje surowym, prostym stylem, dalekim od wielomówstwa polszczyzny, a jednocześnie zawiera niezwykle sensualny i bogaty opis świata, nie cofa się przed głębią emocjonalną. Największy dramat (rozpacz dziadka po śmierci żony) i największą radość (dziecięca zabawa w awarię samolotu wśród drzew) Linde wyraża tu za pomocą krótkich dialogowych scen, które właśnie przez oszczędny język wydają się bardziej sugestywne.
 
Świetna, paraboliczna opowieść o życiu i śmierci, o dorastaniu i o bólu rozstania, o radości z życia i fizyczności ubierania. 

 

Jeśli kogoś interesuje nie tylko sama książka, ale też to, na jak wiele sposobów można chwytać literaturę, zachęcam do lektury innych recenzji z książki Linde. Rozmawialiśmy o niej w programie „Koło kultury” w Radiu Kraków z Jarosławem Czechowiczem (tu tekst i Marcinem Wilkiem (tu tekst). Ale każde z nas zobaczyło w niej coś zupełnie innego. 

Comments

Komentarzy