Magdalena Tulli, Szum
Znak 2014
Już drugi raz Tulli pisze o traumie, jaką w kolejnym pokoleniu wywołuje Holocaust. Główna bohaterka Szumu, dyslektyczna, nieśmiała dziewczynka w żadne sposób nie potrafi znaleźć wspólnego języka z otoczeniem, matką, wiecznie nieobecnym ojcem, apodyktyczną ciotką, wyniosły kuzynem. Jej dorastanie przypada na lata 60., a więc dysleksja i nieśmiałość traktowane są jako ociężałość umysłowa, przejawy zwykłej głupoty. „Ty oślico” – słyszy najczęściej bohaterka. Jest karana przez nauczycieli i ciotkę, szykanowana przez rówieśników, zaniedbywana przez matkę.
Można oczywiście czytać tę powieść jako historię o toksycznych relacjach rodzinnych, o urawniłowce szkolnej, o zniewoleniu człowieka w systemie komunistycznym, wreszcie jako opowieści o tym, jak wszyscy sfrustrowani i poniżeni muszą na jakąś słabszą istotę przerzucić swoją złość i zawód. Można czytać jako psychologiczną, historyczną, socjologiczną relację z dorastania w PRL-u. To Tulli, którą już znamy, Tulli z Włoskich szpilek. Na najgłębszym poziomie znajdziemy tu jednak i Tulli dawną, z W czerwieni i Trybów, w których język napotykał opór rzeczywistości, autorka zaś próbowała opisać rozpad pamięci, tożsamości czy historii.
Można też jednak czytać tę powieść inaczej − bo Tulli snuje bardzo spójną historię, której różne poziomy na różne sposoby się uzupełniają. We Włoskich szpilkachna plan pierwszy wysuwała się sama opowieść, tutaj zaś chodzi w większym stopniu o spięcie różnych poziomów, o grę z formą.  W Szumie autorka pyta o przyczynę inności swojej nieletniej bohaterki, o powód, dla którego żyje ona w samotności, w świecie pozbawionym prawdziwych więzi emocjonalnych. Otaczają ją za to postacie wyimaginowane lisa i esesmana, symbolizujący dwa sprzeczne porządki. Lis to wolność, niezależność, ale też tajemnica, bo córka wiedzie swój prawdziwy żywot w ukryciu. Esesman oznacza zaś porządek społeczny, system nakazów i zakazów, jakim dziewczyna nie jest w stanie się poddać – tu właśnie w całej pełni ujawnia się ironia właściwa Magdalenie Tulli, która figurą znaczącą w życiu małej dziewczynki okaleczonej w jakiś sposób przez doświadczenie obozowe czyni esesmana.  
Wszystkiemu winna jest obcość matki, jej niezdolność do zaangażowania się w związek emocjonalny z córką. Matka – jak pisze Tulli – kryje wielką tajemnicę i na nic więcej nie wystarcza jej siły:
Nieuważne stąpnięcie mogło dla matki – tylko dla niej – skończyć się upadkiem przez wiele pięter, przez więcej niż ich miał nasz dom, prosto na plac apelowy. W takich warunkach, nie mogąc liczyć na pewny grunt pod nogami, matka musiała radzić sobie z życiem, w dodatku musiała tak sobie z nim radzić żeby nie zostawić żadnych śladów szamotaniny – trud miał pozostać niewidoczny. Ale matka była twarda, nie załamywała się, robiła swoje i jakoś to szło, a byłoby jej nawet łatwej, gdyby nie ta szkoła razem z tą dziewczynką.  
Matka i ciotka żyją w symbiozie absolutnej, są dla siebie najbliższymi osobami, żadne z ich dzieci nie ma szans rozbić tej głównej osi rodzinnej. Powodem tak bliskiego związku i jednoczesnego całkowitego zamknięcia się na innych są wspólne doświadczenia z czasu wojny. Obu siostrom udało się przetrwać obozy koncentracyjne, wywózkę i marsze śmierci, wyzwolenie i powrót do kraju. Tulli chwyta tutaj paradoks ocalałych – niezdolne do opowiadania o tych zdarzeniach, nie potrafią jednocześnie wieść normalnego życia. Analiza konsekwencji doświadczeń wojennych to właśnie największa wartość „Szumu” – matka dławi w sobie tajemnicę, a córka okazuje się zupełnie niezdolna do wypowiadania się. Matkę ogranicza psychologia, doświadczenie traumy, córkę ogranicza biologia. Matka funkcjonuje na poziomie porządku symbolicznego, córka – fizjologicznego. Każda z nich stoi z boku, poza głównym nurtem życia, działa w ramach swojego zamkniętego świata. Matka ma prawdę, którą chce ukryć, bo się jej wstydzi. Cała jej energię pochłania właśnie to imitowanie naturalnych odruchów ludzkich, przy jednoczesnej kompletniej oziębłości, niezdolności do porozumienia z kimkolwiek poza siostrą (obarczoną takim samym bagażem).  Córka okazuje się więc na poziomie somatycznym dziedziczką tego milczenia. Matka nie mówi, bo nie chce, córka – nie może.  
W latach 90. Marianne Hirch w swoim studium o Mausie Arta Spiegelmana wprowadziła termin „postpamięci”. Uznała ona, że kolejne pokolenia, dzieci świadków Holocaustu doświadczają traumy rodziców za pośrednictwem przede wszystkim kultury. Pisała, że pamięć tych zdarzeń możliwa jest wyłącznie poprzez stereotypowe, utrwalone wyobrażenia, że pamięć jednostek stopniowo znika, a zastępuje ją pamięć wspólnoty. SzumTulli to właśnie relacja pisana z punktu widzenia dziewczyny z drugiego pokolenia świadków. Jej bohaterka przez lata nie wie nawet, co zrodziło oziębłość matki. Nie ma między nimi żadnego porozumienia, nie może być mowy o tym, by córka miała choć mgliste pojęcie o pilnie strzeżonym sekrecie matki. Dopiero po jej śmierci, z opowieści zupełnie obcych ludzi dowiaduje się, jak przeżyła ona wojnę, co się z nią działo później. Do młodej kobiety docierają szczątkowe informacje o losie obu sióstr po wojnie, o tym, jak reagowały, gdy wracało do nich wspomnienie strachu, śmierci, poniżenia. Matka bowiem, choć ocala życie, staje się ofiarą, zakładnikiem pamięci obozowej. Wspomnienie własnej słabości, zależności, podporządkowania sprawiają zaś, utwardza się na resztę życia i tej jednej rzeczy córka nie może jej wybaczyć:
Dlatego pozwoliła, żeby rozwinęła się w niej twardość serca, jakiej życie naprawdę od nikogo nie wymaga. Wymaga trudów ponad siły, wymaga ryzyka ponad rozsądek, ale akurat tego nie, nigdy (…). I jeśli coś mam je za złe, to tylko to, że ugięła się i opuściła samą siebie.

Comments

Komentarzy